POZYTYWNE BLOGI
Najpopularniejsze
dzastina (2009-10-04)
ola (2009-10-04)
szymek (2009-10-07)
whitedevil (2009-10-06)
mlowaw (2009-11-07)
Najnowsze
qurche (2012-03-06)
marcin1 (2010-10-18)
avatar (2010-02-11)
mlowaw (2009-11-07)
szymek (2009-10-07)
English Deutsch Russian
Kliknij w logo i sprawdź zajęte
dyżury przez naszych Doradców

Poradnie:
 BEZPYTAŃ.PL

GG: 4939739
SKYPE: bezpytan.pl


  BEZPIECZNIE.ORG.PL

GG: 9659654
SKYPE: poradnia.bezpiecznie

 

lub dyżur na
www.czateria.pl


Login:
Hasło:
Nie masz jeszcze BLOGa?
Zarejestruj się już teraz!

Autorem BLOGa jest Dżastina

listopad 2011 (2012-01-08)

Witam Was! Moi Drodzy Czytelnicy;-)

 Jak myślicie…? Czemu… miesiące, dni, godziny i minuty, mijają tak szybko i bezpowrotnie…?! Mamy Listopad rok 2011, za chwile, a raczej za miesiąc rok ten przejdzie do naszych wspomnień, zostanie w tyle, w przeszłości, przejdzie do historii naszego życia.
 
 Pytanie moje jest proste, jest banalne, oczywiste! Jednak tak bardzo ważne, skłaniające nas do refleksji, nad własnym, dotychczasowym kawałkiem życia.
 
 Ja, z każdym nowym rokiem zauważam jedna rzecz, żyje i jestem coraz starsza, czas nie stroni od wyjątków ani dla mnie ani dla nikogo kto żyje.
 
 To świadome, przeszywające mnie uczucie, przypomina mi czasy beztroski, dzieciństwa, do którego tak często wracam, z potrzeby serca…
 
 Niegdyś mała naiwna i beztroska dziewczynka, trzymająća swoje serce na dłoni, dla innych, otwarte… życzliwe, i za wszelka cenę wierzące w dobro.
 
 Dzisiaj, duża kobietka, dziewczynka, z sercem na dłoni, z krwawiącym sercem, pulsującym uczuciami, miłością i doświadczeniem. Z sercem w którym czasem czuć rytm szczęścia, odejścia świadomości, z sercem wybrakowanym prawdą i żalem, który czasem powoduje niesamowity ból, kłucie, wyrywające i przeszywające, do szpiku kości! Ból samotności… ból nieufności… ból bezsilności…

 30 Listopada, magiczny dzień, dzień w którym przyszłam na ten świat, dzień za który jestem nieskończenie wdzięczna, bez względu na wszystko… nauczyłam się żyć, bo choć w sercu mam ból, to bardziej boli mnie świadomość odejścia z tego świata, moment śmierci, która gościła już gdzieś na skraju mnie, jednak nie nadszedł jeszcze mój czas, choć śmierć była tak blisko…\\\

 Urodziłam się, i umarłam za życia, tylko po to, by zbudzić się kilkakrotnie i zrozumieć że to jeszcze nie koniec, że nie po to tu jestem, by teraz odejść, że kocham życie bardziej niż śmierć…

 Gdy przesyłam tego bloga, by później móc go dla Was opublikować w sieci, zawsze starannie sprawdzam błędy, i znaczenie słów, lecz najważniejsza dla mnie jest najszczersza prawda, która wypływa ze mnie, gdy zbliżam dłonie do klikających klawiszy komputera…
Nie istotnie jest dla mnie, wszystko inne, ten blog jest właśnie po to by uzdrawiać Was, i mnie, prawdą…

 Modliłam się o dzień, w którym kiedy przyjdzie kryzys, nawrót mojej choroby, zdołam powstrzymać chęć, wzięcia heroiny… dzień w którym wykonam nadludzki wysiłek, podejmę próbę przezwyciężenia własnych lęków i potrzeby natychmiastowego zniesienia bólu, kłując swoje ręce…
I nadszedł, wiedziałam że nadejdzie… kiedy cała się trzęsąc, w dosłownie 5 minut, już opracowałam niezawodny plan działania, by zdobyć narkotyk, kiedy przemyślałam skutki wzięcia, kiedy już widziałam siebie kłująca swoja rękę, nagle uświadomiłam sobie że nie chce stracić tego wszystkiego co mam, nagle widziałam siebie budzącą się rano, patrzącą w okno, na jasny, nowy dzień, nie czująca się źle, nie budząca się na straszliwym głodzie, zlana zimnym potem, roztrzęsionej i znerwicowanej, gotowej zabić i z besztać z błotem każdego kto stanie mi na drodze do ,,mojego sztucznego szczęścia,, do stanu zniesienia bólu, który nie znosi jednak straszliwej samotności, i poczucia winy. 

 Więc… nasuwa mi się na myśl pytanie, czemu narkoman nie potrafi powstrzymać się od wzięcia kiedy meczy go głód psychiczny?! Powodów jest kilka, a mianowicie, myśli samobójcze, czyli dalsza przyszłość i tak nie ma sensu więc nie ma się o co martwić, lub impuls, brak świadomości w działaniu, brak wyobraźni, całkowity brak umiejętności radzenia sobie z rozwiązaniem problemów i początek uzależnienia, itp..

 Chodzi mi o to żebyście mogli zrozumieć że da się powstrzymać ten moment w którym cały otaczający was świat przestaje istnieć! Kiedy trzęsiecie się cali, i pospiesznie ubieracie się biegnąć przed siebie i trzymając w dłoni telefon, jadąc po działkę…. Nawet wtedy gdy już jedziesz do dealera, pomyśl ile będzie cię kosztować ten ,, jeden raz,,? I czy podjąłeś ostateczną decyzje co do swojego dalszego życia? W sensie czy chcesz umrzeć?! I decydujesz się na te wszystkie straszliwe, pierdolone (sic>) upokorzenia i sytuacje które spotkają cie na drodze do twojego ,,sztucznego szczęścia,,?! Przygotowany jesteś na to by się zeszmacić po raz setny, błagając o działkę?! Skręcać się z bólu, pod gołym niebem, lub na jakiejś brudnej klatce, nie mając pieniędzy, działki i dachu nad głową?! Przygotowany jesteś na powolna śmierć, lub na grę w rosyjska ruletkę, gzie każdy, a w tym wypadku tej ,,jeden strzał,, może być OSTATNIM!!! 

Pisze to wszystko, a raczej 1/100 tego, co spotka narkomana na drodze ,,do szczęścia,, iluzji którą żyje.
Wiem jedno, mam dużo szczęścia w nieszczęściu, że ŻYJĘ, i że nie jestem kaleką, albo jeszcze gorzej… jednak to nie uchroni mnie przed kryzysami i nawrotami, które na pewno jeszcze nie raz za goszczą w moim życiu, jednak postaram się by nie do puścić do tego, choć to cholernie trudne, ale gdy przeżywa się coś po raz 200- setny i wiesz jaki ból i cierpienie mnie/ czeka, i co może cię/ spotkać gdy zaczniesz znowu, z trudem ale powoli zaczynam inaczej myśleć o ćpaniu, wracają horrory i przed oczami, nie mam już tylko wizji siebie siedzącej ze strzykawką w ręku, ale i setki horrorów które spotkały mnie ostatnio gdy grzałam, to pomaga, MI, ale nie ,,świeżakom,, tzw. ,,narkomanom na początku,, podejrzewam, bo żeby mieć świadomość, swojego uzależnienia, trzeba niestety paręnaście albo kilkadziesiąt razy, upaść bardzo nisko, i podnieść się by móc później umieć te wiedzę zdobytą z doświadczeń wykorzystać dla samego siebie, i w najcięższych chwilach swojej walki… z uzależnieniem.  

 Prawda jest taka, swoje życie możesz mieć rozwalone, nie poukładane ale musisz mieć w sobie ogromna siłę, by na co dzień wierzyć w siebie jak nikt inny, w swoja wartość, w sens swojego życia. Nie próbuj idealizować swojego życia, bo w końcu potkniesz się na jakimś szczególe i wywoła to niesamowity upadek, który pozwoli ci myśleć że wszystko to co zrobiłeś dotychczas, jest do dupy, a ty tym bardziej.

 Staraj się żyć, dając sobie prawo do popełniani błędów, ale nie do ćpania!!! Po prostu ,,my narkomani,, nie znamy tak naprawdę życia ,,normalnych ludzi,, ich lęków, codziennych radości i problemów, wydaje się nam że ,,oni,, w jakiś niesamowity sposób prowadzą soje życie w którym nie sięgają przecież po narkotyki wtedy gdy coś im nie wychodzi, ale to nie prawda, ,,oni,, też muszą jakoś radzić sobie z porażkami, tylko robią to w inny sposób, bo nie poznali jeszcze nigdy działania Heroiny…. 

Pozdrawiam, DzastaJ.


Ostatnia aktualizacja: 2012-05-19 19:20:50
Komentarzy: 24 | skomentuj
październik 2011 (2011-11-23)

 Witam Was serdecznie w Październiku;-) 

 Mam nadzieje ze lubicie jesien oraz zblizającą się zime…? Bo już wkrótce do nas zawita;-) szczerze mówiąc ja lubie jesien i zime, nie lubie za to fajek od których jestem uzależniona od jakiegos czasu, i choc nie chce mi się tak naprawde palic, to popalam i wkurzam się na siebie coraz bardziej;-(((

 Ostatnio popalałam w sierpniu, oczywiście zawsze za tym popalaniem stoja jakies problemy, nawroty mojego uzależnienia i tak uzależnienie się zalecza a fajki zostaja;-( pamiętam jak byłam pierwszy raz na metatonie i jak wyszłam pierwszego dnia z detoksu gdzie mnie nasaczali, ile ja miałam energii w sobie!!! Optymizmu, planów i checi do zmiany na lepsze!!! od razu..,;-) tak, tu i teraz, natychmiast!!! Zarażałam ta energią wszystkich i wszystko, ludziom opadała kopara, jak dobrze sobie radze, no i fajki rzuciałam od razu, bez żadnego bólu a z radością ze się zmieniam, że to gówno nie jest mi potrzebne do niczego;-)

 Przez pierwsze miesiace było super, praca, szkoła, Zycie towarzyskie, sport, moja samoocena była coraz wyższa, i okazało się ze mój organizm wytworzył przeciwciała anty hcv i zwalczył wirusa, nie ma go w organizmie!!! Wow, Zycie było piekne…;-)
Ale się skonczyło, to piekno, bo jak mówią ,,w zyciu piekne są tylko chwile,, i to podobno te na które czekamy…;-) także wszystko przedemna, nie? A jak,,, tak własnie myślałam gdy zaczęło się psuć. Jakieś wysypki, przysypki;-) choroby i sam fakt ze pije metadon, po prostu zaczęłam trzeźwieć i widziec, więcej minusów picia metadonu niż plusów.
Ta chemia we mnie, brr… masakra! Tego nie mogłam przeboleć, no i straszliwe problemy z miesiączką i z skorzystaniem z toalety, słowem zaparcia jak jasny gwint! 
Szczerze…? Uwazam się za naprawde silna osobe, ale nie za męczennice!!! Wiec postanowiłam cos z tym zrobic i to jak najszybciej, a ze energii miałam barrdzo  duuuuzoooo;-) to ze słow w czyn przeszłam płynnie. 
Efektem moich postanowien było to ze trafiłam z jednego punktu substytucyjnego na drugi tylko i wyłącznie po to by zmienic substytut, Zamienic raczej na subokson, bo dowiedziałam się ze lecza nim w Polsce, już bo dopiero zaczął wchodzić do naszego kraju, wczesniej był niestety dostępny tylko za granicą.
No i przeszłam, jako pierwsza w pierwszych osób w Polsce, taki królik doświadczalny ale ja się cieszyłam, bo znalazłam wyjscie z mojej trudnej sytuacji i jakies światełko w tunelu się zaświeciło;-) nie było łatwo ale za to jak pieknie było poczuc w końcu trzeźwość! Bo różńica miedzy suboksonem a metadonem jest ogromna! Zero przysypek i o wiele mniej skutków ubocznych, no i te poczucie trzeźwośći, przypływ energii, to jest to! Pomyślałam…
Niestety jako pierwsza z wielu osób eksperytujących łatwo nie miałam, bo lekarz który mnie prowadział ( i prowadzi) nie za duzo jeszcze o tym leku wiedział, a na pewno doświadczeniem tego nazwać nie można, ale ja mu zaufałam, bo bardzo chciałam być trzeźwa i kontynuować leczenie.
Nisety po kilku miesiącach bez fachowej opieki i bez terapii, popłynęłam, czyli zaczęłam znowu brac, i trzeba było mnie wskrzeszać od nowa, czyli nasączać suboksonem od początku, ale to dobrze ze chciałam się leczyc i że miałam gdzie zwrócic się o pomoc, szczerze mówiąc, od tamtego momentu jeszcze kilka razy płynęłam, schodząc i wchodząc na subokson, choć pamiętam jak za którymś razem lekarz chciał mnie wróci na meta don, ale ja go przekonałam argumentami ostrymi jak brzytwa ze to lek nie dla mnie, a ze miałam racje, nie oszukujmy się już wczesniej wypróbowałam na sobie działnie metadonu, w koncu dał się przekonć;-) na całe moje szczęście, bo tylko w tej poradni w warszawie miałam szanse na dalsze leczenie tym lekiem.
Leczenie narkomana nie jest ani troche łatwe, to cholernie podstepna choroba działająca przede wszystkim w naszej podświadomości i nie potrzebuje podręczników żeby to wiedzieć, bo znam to z praktyki i tylko na tej podstawie tworze tego bloga, na podstawie tego co przeżyłam… wow… ale ja wiem o czym mówie co..?:_)))
W leczeniu z narkomanii, potrzebna i najwazniejsza jest DOBRA TERAPIA, słowo dobra, oznacza: przede wszystkim, systematyczna, szcera ,uczciwa wobec terapeuty i siebie samego, ale nie oszukujmy się, terapeutyzować dobrze mósi dobry terapeuta, czyli;-) osoba kompetenta, empatyczna, mądra ale nie PRZEMADRZAŁA, no i mósi mieć duze doświadczenie zarówno praktyczne jak i teoretyczne, aha i jeszcze dobrze żeby była to osoba pewna siebie, wtedy wzbudza w chorym poczucie autorytetu, opiekuńczości, zaufania;-) a to jest bardzo wazne. No bo jak prowadzic, terapie, znaczy zmieniać narkomana w człowieka;-) kiedy nie ufa on terapeucie czyli swojemu mentorowi, tak, bo terapeuta, DOBRY, powinien być mentorem dla swojego pacjenta, cos jak sensei, tylko ze bardziej przyziemny;-)
Ja w swojej ,,karierze,, spotkałam wielu terapeutów, i nie bede tu wypisywała ze byli źli, bo to nie w tym rzecz. Większość z nich była dobra w tym co robia, ale niestey nie każdy z nich umiał do mnie dotrzeć, bo to tez trzeba umieć, znaleźć sposób żeby wedrzeć się w najgłębsze zakamarki chorego i poruszyć nimi mocno ale na tyle delikatnie by pomogło a nie żeby pacjent spierdolił *sory za wyrażenie* z tam tąd z hukiem, kupił bilet w jedna strone, z poczuciem ze jest zerem. 
Własnie zawsze mnie to tak strasznie irytowało, przemadrzali terapeuci, kurwa!!! Co wy robicie w tym zawodzie!!! To nie jest zawód typu hydraulik czy pielegniarka!!! Tu nie wystarczy chce, tu się trzeba nadawać!!!! Bo trzymacie w rękach Zycie jakiegoś chorego człowieka, który liczy na pomoc, od was!!! A wy, jak chcesz cpac to cpaj, no spoko, tylko ze ta pieprzona regółka nie sprawdza się u wszystkich, czyli nie można jej wciskać większości pacjentów!!! A tak w ogóle to ja uwazam że terapeuta powinnien każdego pacjenta traktować indywidualnie!!! Bo my jesteśmy chorzy na jedna te sama chorobe, ale my nie bydło, tylko ludzie, choć narkomani, to jeszcze ludzie, a u terapeutów to często podludzie, no a terapeuta to często ktoś z typu nadludzie;-) i dlatego taki przypał jest w odsetku zaleczen, nie no na pewno to zalezy tez od pacjenta, jego silnej woli, woli leczenia, ale pacjenta bardzo często trzeba wspierać i pokazywac mu jaki świat zwykłych szarych ludzi jest piękny, a przynajmniej ze watro, się starać żeby w tym swiecie po prostu być, pod postacią człowieka a nie narkomana, bo wtedy ma się szanse na jakakolwiek akceptacje ze strony ludzi, tylko na huk mi ta akceptacja jeśli będąc w tłumie ludzi czuje się samotna?!
Kiedys jak tworzyłam teksty, pisałam wiersze, opowiadania, to uwielbiałam to robic i przychodziło mi to łatwiej, bo czułam potrzebe ciągłego pisania, tworzenia czegoś nowego, wspaniałego, czułam satysfakcje z każdej nowej linijki, wersa, czy zwrotki, to mnie napedzło, pchało do przodu i dodawało siły na tworzenie nowych projektów, taka samorealizacja w stu procentach. 
Pomysł + czyn + efekt = energia do zycia. Dla mnie niezbędna, nieoceniona i bezcenna, bez niej wysiadam i nic, nawet najpiękniejszy cud swiata wygląda jak pół dupy zza krzaka. Czyli MUZYKA, to moja energia, MIŁOŚĆ, to moja energia, ZDROWIE DUCHA, to moja energia, WOLNOŚĆ, to moja siła, nie nawidze was EGOIŚCI i KRWIOŻERCZE BYDLAKI, bo to wy zabieracie mi moja energie, biada wam, bo nie wiecie co czynicie… Dzasta.

Ostatnia aktualizacja: 2012-01-02 14:44:13
Komentarzy: 11 | skomentuj
wrzesień 2011 (2011-11-23)

Witam Was serdecznie we wrześniu;-) Wakacje się skończyły i zaczyna się pora jesienna; -( i fajnie i nie, bo melancholia, gdy mnie dopadnie to nic mi się nie chce; -( jesień jest piękna na swój sposób, jest chłodno, ale specyficznie, uwielbiam jesienno-zimowe powietrze, kolorowe liście, a nawet deszcz, i powietrze po nim… Lato jest piękne, ale trwa dosyć krótko w porównaniu z innymi porami roku, szkoda natomiast gdybyśmy tutaj w Polsce mieli cały czas lato, na pewno nie docenilibyśmy ani zimy ani lata, bo kiedy cały czas jest pięknie przestajemy to zauważać i staje się to normalne, szare, ale nie naturalne, bo porównałabym to do codziennej rutyny, kiedy nie zuwazamy wykonywanych, powtarzanych w kółko schematów, wydarzeń. W sumie całe nasze Zycie składa się z tych samych powtarzanych często żmudnie czynności, które wykonywane SA mechanicznie, potrzeba jednak zawsze jakiegoś urozmaicenia, iskierki, uśmiechu, czegoś nowego, w przeciwnym razie Zycie staje się nudne i szare a my zmęczeni;-( Chciałabym mieć receptę na dół, na anhedonie, na brak całkowitej chęci do działania, jednak pisząc te słow. mam w sobie jakąś iskierkę. Zycie jest takie piękne, daj mi to zapamiętać, daj mi to czuć już zawsze, ale kto da mi ta pewność? Kto ma mi to dać?! Bóg..? Wiara. To trzyma mnie w ryzach rzeczywistości, pomaga w bardzo ciężkich chwilach, beznadziejnych. Wtedy się kładę, najczęściej w ciemnościach, i składam ręce do modlitwy, przekazując w myślach Jemu wszystko to, co boli i cieszy, i czuje ulgę, nawet Nie wiem, kiedy przychodzi, bo zasypiam--- najczęściej;-) Czas leczy rany, czas pomaga ruszyć z miejsca, czas powoduje hec by znów zacząć się uśmiechać, a miłość pomaga zwalczyć smutek i ból, jeśli jest prawdziwa… nie ma sensu zaczynać czegoś, jeśli nie chcemy wejść w TO całym soba, nie zawsze jest to łatwe, bo przeszkadza nam lęk, obawa, że znów się sparzymy, ze zostaniemy zranieni, a te złe i przykre wspomnienia powodują, że nie umiemy się wyluzować, być tu i teraz, goni my przed siebie a tak naprawdę stoimy w miejscu, bo gdy trzeba się zatrzymać by złapać oddech, zaczynamy dostrzegać wokół pustkę, trud, bezsilność. To, co dostane od Ciebie może być darem albo może zranić mnie jak granat, bo ja np. nigdy Nie wiem czy to, co czyje jest pewne w 100%… może, dlatego ze w moim krótkim życiu, pełnym nieciekawych wspomnień, które SA we mnie cały czas, nie zdążyłam jednak jeszcze wszystkiego tak doszczętnie zniszczyć, i dlatego mam w sobie jeszcze uczucia, wrażliwość i inne, tego typu. Każdy nowy kolejny dzien jest dla mnie szansą na przeżycie czegoś cudownego, na zmniane na lepsze. Codzien staram się zrealizować swoje cele i nie jest łatwo. Życie na substytucie nie jest łatwe hoc pewnie innym wdaje się wręcz przeciwnie… zażywając subokson, mam do wyboru kilka opcji, ponieważ mogę go traktować, jako formę leczenia, wspomaganie swojej psychiki, zapewnienie jej komfortu, tak by nie dopuścić do głodu psychicznego, i móc zając się codziennymi schematami, problemami i wszystkim tym, co, normalne, bez potrzeby ćpania. Natomiast, jest kilka minusów, a mianowicie sytuacja, kiedy pacjent taki jak ja, będący któryś raz z kolej ii na tym samym substytucie, który zaczyna traktować go jak, narkotyk, bez którego ciężko zacząć wykonywać te wszystkie, normalne czynności, i bez którego moje własne, ja, ma wielka trudność w dowartościowaniu siebie, do patrzenia na siebie, jako na kogoś fajnego, przychodzi brak chęci, do czego kol wiek, brak chęci działania, realizowania swoich celi, planów, nie wspomninajac o pragnieniach i marzeniach. Niestety taki stan powoduje ze wszystkie sprawy zaczynają się piętrzyć. Odkładane ciągle, na później, staja się góra tak ogromną ze wręcz nie do pokonania, przerażają i powodója doła, bo jak ma się czuć młoda dziewczyna, która nie jest w stanie znaleźć pracy, iść do szkoły lub chociażby dopilnować wizyty u dentysty, na która jakimś cudem udało jej się zapisać, po prostu… Ciągły brak satysfakcji, powoduje frustracje, okropne niezadowolenie z siebie i z własnego życia. Zamiast nastawiać się pozytywnie do ludzi i do świata, zaczynam zamykać się w swoim własnym, i tylko w nim czuje się bezpiecznie… i nie można tego nazwać depresja, to po prostu lęk przed kolejnym dniem, który mógłby być tak piękny, gdyby tylko postąpić troszkę inaczej, a może gdyby, tylko.. Ktoś hoc troszkę pomógł uwierzyć w siebie, pokazał ze warto, może bym uwierzyła…? Teraz mam dwie opcje: albo poddam się i zakisnę w tym swoim hermetycznym świecie, niby bezpiecznym, ale nie takim jakbym chciała naprawdę, albo wyjdę z gniazdka i poczuje smak prawdziwej wolności, ale cena będzie brak wygód i bezpieczeństwa, przynajmniej na początku. Tylko jak zrobić pierwszy krok, kiedy wiesz ze będzie bolało, kiedy się boisz, idziesz tam gdzie jeszcze nie byłeś, a to w moim życiu nowość, ponieważ moje schematy, wciąż te same, SA tak przetarte i dobrze mi znane ze aż do zrzygania, mam je przed oczami. Nie znaczy to ze całe moje Zycie było takie do dupy, jak papier toaletowy, znaczy szare i długie, ale bywały tez momenty piękne! Kiedy czułam ze ten świat jest coś wart, ze to jest magiczne i niesamowite, ze chce odkrywać te wszystkie nieznane mi zakątki i wydobywać z siebie całą dana mi energie, uwielbiałam żyć?… Z czasem jednak dorastamy, tylko ze ja nawet Niewinem, kiedy dorosłam, ludzie czuja ten moment, większość pewnie przechodzi go w miarę płynnie, z jednego okresu życia w drugi, albo jakoś tak, mam tam 18 latek i dorosłam, gówno prawda, no może pyzatym ze jest już dzieciak starszy trochę i mniej więcej wie, w która ma iść stronę, tak myślę, gdy popatrzę na moja siostrę, np. hoc ona łatwo nie miała, mowie tu o sytuacji rodzinnej i o swoim małym życiu; -) bo każdy z nas bez wzfledu na wiek ma swoje małe i duże problemy i zmartwienia. Ostano, gdy poznałam naprwde fajnego, wrażliwego chłopaka, w którym mocno się zakochałam, zaczęłam marzyc i jaśniej patrzeć w przyszłość, był tylko jeden poważny mankament, mianowicie on tez jest narkomanem, i Niewinem jak to jest ze prawie wszyscy moi mężczyźni mieli jakieś poważne mankamenty, że tak się wyrażę, ale mi to nie przeszkadzało, by się zakochać, by ich pokochać, a oni… oni odwzajemniali moje uczucie, zauroczenia, tylko ze, gdy kończyłam ćpać, oni znikali, zawsze, bo ja, gdy trzeźwiałam i zaczynałam rozumieć, na czym polega życie, rozumiałam ze nic razem nie zdziałamy, nie stworzymy wspólnej przyszłości, będzie zbyt trudna. Czasem ludzie zbyt empatyczni maja problemy z docenieniem własnej wartości, i wtedy zaczynaja się obwiniać, gdy starają się pomóc drugiej osobie, i gdy ona podejmuje działanie a jej nie wychodzi, zaczynaj żyć jej życiem. Czasem łatwiej jest żyć czyjimis problemami, rozwiązywać ja swoje odsuwać w czarna dziurę, ale one niestety nie znikają… Teraz Hodze do nowego terapeuty, oprócz terapii w punkcie, w którym codzien pobieram subokson(tam tez mam terapeutę), myślę ze w końcu znalazłam osobę, która pomoże mi pokonać moje zmory i wyjść z własnego cienia, mam podobno potencjał i jestem mądra; -) no wiec do dzieła, nie ma, na co czekać i marnować swojej szansy, małymi krokami mam dojść do jednego i kolejnego celu, i tak dalej, uwierzyć w siebie, bo warto, nowe Zycie stoi przedemna otworem trzeba tylko chcieć, a ja chce żyć i być szczęśliwa i nie tylko przez chwile, ale już na zawsze…

Ostatnia aktualizacja: 2011-11-23 20:02:44
Komentarzy: 0 | skomentuj
sierpień 2011 (2011-09-18)

Witam Was serdecznie w sierpniu!!!!!!!!!
No niestety, lato Si nam kończy i jesień się zbliża; -( ja osobiście nie przepadam za ta melancholijna porą roku, która jest zimna i szara, wiatr i chłód…. Brrrr…. Co to za przyjemność wychylać się z domu, iść do pracy lub na spacer, kiedy masz wrażenie, że zaraz cie zdmuchnie z ulicy, albo wpadniesz w jakaś kałuże, deszcze, plucha, no a później to już tylko lepiej? Zima…. Super, ale nie w Warszawie…, bo w górach to baaardzooo chętnie; -) o i to jest plus, czyli właśnie to, o czym chce dzisiaj trochę popisać.

Codziennie, gdy wstaje słońce, i gdy otwieram oczy, mam nadzieje na lepszy dzień, jestem optymistką, więc staram się w każdej beznadziejnej sytuacji znaleźć plusy… i w sumie nie jest to takie skomplikowane, ale ostatnio sytuacje przybrały charakter tak beznadziejny ze nawet widząc te niby plusy, nie widziałam wyjścia… nie było łatwo, bo człowiek jest w stanie znieść bardzooo wiele, ale zawsze nastawia się, że znajdzie wyjście nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji, a tu, co? Lipa ze tak powiem.

Najgorzej jest poczuć to pierwszy raz, pierwszy raz w życiu czujesz ze nie masz wpływu na swoje Zycie, na cos, co jest dla ciebie ważne, lub najważniejsze…, co robić wtedy? Załamać się, usiąść z rozłożonymi rękoma i czekać na pomoc, która nie nadejdzie. Nie wiem, trwamy w otchłani i czekamy, bo co możemy innego? Wiem ze ludzie mówią ze z każdej sytuacji jest jakieś wjecie, hoc jedno, nie wiem, co maja na myśli? Bon ja podczas takiej sytuacji pomyślałam tylko o śmierci, to jest chyba to jedno wyjście, które zawsze zostaje…

Czasem mam już naprawdę serdecznie dość zachowań innych, okropnych, wyrafinowanych, ludzi żyjących tak, aby im było wygodniej, pokazują swoje cholerne wady i myślą ze inni będą je odbierać, jako zalety!!! Naprawdę, to nie paranoja, nie mamy wpływu na tak wiele rzeczy, zachowań ludzkich, ty np.. uważasz, aby nie stała ci się krzywda a ktoś właśnie ci ja zrobi, bo ma dupie ciebie i twoje Zycie, twoje problemy…

Kiedy jest tak strasznie źle…, kiedy nie chcesz już patrzeć na siebie i innych na ten świat, kiedy nie wiesz, w która iść stronę a każdy krok przyprawia cie o lęk… zatrzymaj się na chwile, rozejrzyj się wokoło, spójrz na ziemie, na niebo, na tło tego świata?. Jesteś skarbem, tego świata, jednym jedynym i wyjątkowym… nie ma drugiej takiej/takiego jak tyto Magia, wiesz…? Pomyśl, możesz nie Wierzyc w Boga, ale zastanów się z kad. wziąłeś się własne ty? Taki, jaki jesteś, czy jesteś w stanie wytłumaczyć, w jaki sposób funkcjonuje ten świat? Zgłębić tajniki magii, która nas otacza, nie dokona, co? Nasz rozum, ludzki umysł, nie jest w stanie pojąć albo objąć swoim tokiem rozumowania teorii istnienia tego świata… po prostu cieszmy się życiem, dopóki mamy wpływ na swoje decyzje i podejmujemy je świadomie, dopóki szyjemy ze chcemy żyć a nie umierać, ze SA rzeczy, z których umiemy czerpać radość i potrafimy postarać się wykonać trud po to by osiągnąć cel, ale i mieć satysfakcje, być dumnym z siebie, pokazać sobie ze mogę, ze potrafię!!!

Tak, właśnie dopóki nie zwariuje, to dam rade, ogarnę wszystko to, na czym tak cholernie mi zależy, na chłopaku, którego kocham bardzo, bo czuje ze to właśnie on, ze jest na swoim miejscu, i boje się tylko trudu bycia razem, kompromisu, w związku, gdy jesteśmy sami ze soba łatwiej się żyje, gdy jesteśmy w związku, uczymy się troski nie tylko o siebie, ale tez o drugą osobę, to nie jest łatwe szczególnie, gdy nie umie się zadbać o samego siebie…. Czas ucieka, przelatuje przez palce jak go zatrzymać, jak pozałatwiać niezbędne sprawy, dotrzymać obiecanych sobie słów przyrzeczeń, już nie mówiąc o tym, że obiecanych innym… 

Ja uwielbiam zakładać, co ja musze zrobić i snuć plany, marzenia, tak, bujam sobie w obłokach tylko szkoda ze w sumie to nie jest tak kolorowo… a i subokson zaczęłam traktować jak narkotyk…, czyli czekam, kiedy go wezmę, bo wtedy wiem ze zaraz poczuje się lepiej i fizycznie i psychicznie, mata don dla mnie to masakra, ale to jest moje zdanie, i ja uważam, że dla mnie to masakra, mowie to rzecz jasna z doświadczenia, ale swojego, a nie tam z opowiadań kolegi z punktu…, bo to już osobna historia… 

J czeka na wyniki matury, poprawki, maja być nastego września… zobaczymy, jeśli zdam, to idę na studia, tylko jeszcze Niewinem, na jaki kierunek, bo chciałam na turystykę i rekreacje, ale jeszcze prawo, psychologia i dziennikarstwo… strasznie mnie interesują te kierunki i nie chciałabym rezygnować z jednego na rzecz drugiego…. Czuje ze muszę jeszcze poszukać, zastanowić się, czego potrzebuje, co chce robić w życiu, bo u mnie Zycie nie płynęło jednym ciągiem, było w nim mnóstwo przerw, i nie ST mi teraz łatwo podjąć decyzje, co chce robić w życiu, czuje ze jestem wszechstronną osoba, mam potencjał, który był zawsze ogromny, ambicje, która pomagała bardzo w realizowaniu Marzen i codziennych spraw zanim jeszcze mój światek zaczął się walić.

Teraz niestety nie mogę już płakać nad tym złym życiem, nad tym, co straciłam… to nie ma sensu, ale w głębi duszy bardzo żal mi tego, co straciłam, ale tez zyskałam i na tym chce się skupić.
Potrzebuje porządnego kopniaka na start, mam miłość, o która będę walczyć za wszelką cenę, bo jest prawdziwa!!!! Chce mieć swój dom, rodzinę, prace i czuć ze jestem szcęsliwa ze umiem kochać i troszcyc się o ukochana osobę, że mogę mieć cudowne, zdrowe dzieci, które będę kochać najmocniej na świecie, i które to odwzajemnią, bo będą dla mnie najważniejsze na Świecie, a ja dla nich… tak naprawdę, gdybym miała zapewnione mieszkanie, prace i poukładane sprawy, te rozchwianie emocjonalne, które jest we mnie, to już byłabym w ciąży, i jetsm o tym przekonana w stu procentach, bo ja to czuje całym serduszkiem;-)

Nigdy nie myślałam jak to jest kogoś naprawdę kochać, jak to jest chcieć pragnąć nosić pod sercem dziecko człowieka, którego kocha się najbardziej na świecie… nie wiedziałam, teraz to czuje, teraz wiem ze dzieci biorą się z miłości, z ogromnej miłości; -) rzecz jasna nie wspomnę o wpadkach, wtedy to o miłości raczej nie ma, co mówić, ale te dzieci tez maja szanse być kochane, każdy z nas ma…

Teraz chce się skupić na sobie i na przyszłości, nie chce podejmować pochopnych dezyzjii, ale…; -) Niewinem jak będzie, bo ja postanowiłam kierować się serduszkiem, i trochę rozumem…

Tak, więc u mnie jest gitara, i subokson jak widac mi słuzy; -) pocieszam się ze kiedyc go odstawie i będzie jeszcze lepiej;-))) 

Pozdrawiam Was serdecznie, trzymajcie się, bo warto żyć w trzeźwości…
Dzasta. 

Ostatnia aktualizacja: 2011-10-20 16:04:17
Komentarzy: 2 | skomentuj
lipiec 2011 (2011-08-15)

Witam was serdecznie w Lipcu!!!! Zacznę tak, piękny miesiąc, lato dalszy ciąg; -) szczerze na razie było całkiem fajnie, ciepło i tak przyjemnie, wolność, bez zobowiązań, no… może poza paroma sprawami; -) ale to normalka, no nic nie robić, nie nie, to nie ja bym sobą nie była, rower, muzyka, ludzie, świat, i uśmiech na twarzy, mi to wystarczy… no i rzecz jasna zdrowia, by się życzyło dla siebie i dla najbliższych, bo ich kochasz, z nimi jesteś, na co dzień, im ufasz, na nich możesz liczyć, a jeśli nie to bardzo Ci współczuje…. Samotność, jest dobra na chwile, na jakiś czas…, ale izolowanie się na dłuższa metę, to jest niezdrowe, to zaczyna być chore, mam swój własny świat, który kocham, ale czy to prawda? Ile jest wart? Kiedy się okaże ile? Właśnie wtedy, gdy go trące… właśnie teraz jestem blisko… moje Zycie, moje sprawa, dzień, jak co dzień, ale to zalety odjemnie, nie od kogoś tam, czego ja chce?! Jak poczuć się zajebiśćie? Nie, nie mam depresji…. Spoko; -) po prostu uczucia, które kiedyś były normalne, teraz są obce, nie pamiętam ich tak dobrze, w ogóle zapomniałam, że istnieją, a kiedy sobie przypomniałam ze istnieją? Niedawno, chyba wczoraj, to jak z muzyką, z tekstem, z rapem, słuchasz tekstu, szczery przekaz, czyjeś Zycie, za pierwszym razem nie zawsze może sie spodobać, bo… czasem trzeba czasu by zrozumieć sens, by polubić, coś, czego się nawiedzi, nie… bez przesady, ale to, co za pierwszym razem może wydawać się do dupy, za kolejnym razem może wydać się wręcz fascynujące, tak to prawda, kręci mnie Zycie, zajebiście, tych kilka moich swatów, gdy zagrożenie mija, jest w huk doświadczeń, zmęczenie, wkurzenie i chęć do życia, aż się RWE, jak pieprzni eta, jak przynęta, impuls, czy chwila zapomnienia, brak sensu? Nie sadze, mogę się przykładać do tego, co robie, o teraz, poprawiać bledy, znaki interpunkcyjne, ale czy to jest konieczne, abyś zrozumiał sens tego, o czym pisze? Nie… to tylko otoczka, tło… to zawsze można jakoś wypełnić, prawda albo fałszem, to zalęy od ciebie czy fukniesz to, co napisze…. Ale spoko ja jestem szczera aż do bólu wiec tu fałszu nie przeczytasz. Fakt, że lubie czasem popisać tak trzy po, trzy ale sens w tym jest, tylko musisz chcieć go znaleźć i odczytać… To jest moje Zycie, wakacje, całoroczne, lub sezonowe, jak kto woli; -) ja się nie opierzam, no bez przesady, ale przykładem tez nie świece; -) dzieciak ze mnie i tyle, jak trzeba to potrafię być poważna, oj potrafię, ale tak to bajcik, ta głupiutka, fajni utka dzastka, ah… no pewnie ze fajna, bo uśmiechnięta i pełna optymizmu, lubi postękać, pozrzędzić i ponarzekać, ale teraz, gdy w końcu się zakocha chała, choć zbyt wiele o tym nie napisze, bo nie chce zapeszać, to czuje się szczęśliwa…. Cicho sza… już ani słowa na ten temat, boje się zapeszać;-) Wakacje nad morzem były ekstra, fakt ze rodzina to rodzina, i czasem trzeba odpocząć; -) ale nie narzekam na nich zbytni, to tylko łudzę i aż tak źli bardzo to nie są, a ja to, co? Niby lepsza? Ha ha ha/// no pewnie; -) sztuka kompromisu, dystans, chęć wybaczenia, miłość i bliskość, tak to sprawia ze spoglądam inaczej na nich, i łatwiej wybaczam bledy, ale też dzięki temu, że umiem spojrzeć w głąb siebie, na swoje bledy, też oczekuje przebaczenia, jak można mieć pretensje do kogoś, kto popełnia bledy identyczne jak twoje, można, ale to chamstwo, egoizm, i kompleksy, które nie pozwalają nam szczerze ocenić siebie, ukarać tak samo jak ukaralibyśmy innych za te same bledy… pamiętam przypowieść o człowieku, który popełnił straszny błąd i nie chciał się do niego przyznać, ale gdy spytano go, jakiej kary by chciał Dla winnego, śmiało i bez wahania, wymierzył sprawiedliwość, niesyte nie zdawał sobie sprawy ze osoba, która poprosiła go o wymierzenie kary, doskonale wiedział, że to on jest złoczyńcą, i gdy winny skończył opowiadać pomysł na swoja niesamowita kare, od razu został w ten właśnie sposób ukarany… Życie pisze takie scenariusze, uważaj jak tańczysz, bo życiowy parki bywa śliski…. Nie bądź jak agentura zbytnio towarzyski…. Boże, jak ja lubie to zdanie!!! To są słowa pewnej piosenki, dosyć starej, jak słuchacie rapu to na pewno kojarzycie PROSTO, mądre chłopaki, nie ma, co, tylko szkoda ze każda mądrość trzeba w życiu najpierw okupić bólem i własnym doświadczeniem, także słowa prawdy, rady złote, to mądrości okupione głupotą, ja tak sobie myślę, że coraz mniej mi się chce zapieprzać i na picuś glancuś robić wszystko to, co do mnie należy…. Ja zadowalam siebie? Niewinem, pewnie tak, ale jakim kosztem, nie chce mi się nawet pisać, co jest bardzo dziwne, bo uwielbiam szczerze to robić; -) Niewinem tak pogoda za oknem nie ciekaw, cisniątko spadło a ja nie spałam w nocy, bo ostano trochę narozrabiam i kto ma wiedzieć to wie, dla reszty cicho sza, w końcu jakąś prywatność mi się należy, bo nawet piszą te słowa, nie jem już taka całkiem incognito;-) Wiele osób mnie zna, wie, że pisze tego błoga, ale ja mimo wszystko nie owijam w bawełnę i nie ściemniam, jak już pisze to klawisze same wystukują prawdę. Niezrozumień nigdy sensu kłamstwa w takiej sprawie, to sprawa honoru! Podejmujesz się czegoś, to odpowiadasz za to głową, trzeba być dorosłym, bo dzieci szybko umierają, Gina gdzieś w otchłani, bo byli z młodzi i za głupi, nie odpowiedzialni i nie wiedzieli, że za bledy płaci się głowa, i że tylko czasem nie ma przypału, i wychodzi się z szamba długa odrapując się z tego gówna, co przylgnęło do ciała. Matko kochana potrzebuje kawy siekiery i cukru!!!! Ale mi ciśnienie spadło, zaraz usnę jak się nie napije, albo nażre się jakiś słodyczy; -) i przejdzie, kawka dobra jest, albo czekolada, z orzechami, od razu podnosi ciśnienie krwi;-) Ale ja nie o tym tu teraz będę pisać, napisze tak, kiedy już opadnie zasłona dymna i wyłoni się z niej prawdziwy ja, czyli człowiek, to wtedy zaczyna się prawdziwe Zycie, tak to możemy się uśmiechać, sobie słodzić cukrować i manipulować, no, bo ilu ja znam takich cholerni szczerych?! Jakoś nie specjalnie wielu… PRECJOZA… jak mówią znajomi, czyli ślicznota, piękność w całej okazałości, ale podszyta prawda czy fałszem? To już ciężka sprawa, czasem po prostu brakuje nam sił, nawet, gdy w lustrze nadal. Odbija się śliczna buźka, jak to mówią niektórzy… Nic, ja będę po prostu żyć, gonić słońce łapać chwile, i iść do przodu, żeby się nie cofać, o oby tak nie było, bo to już zdążyło mnie zmęczyć… A tak elegancko sobie wegetuje a raz zapieprzam jak głupia, żeby zdążyć udowodnić swoją racje zanim okaże się, że jej nie mam;-)))) Taka mądrala sala ze mnie…, ale w konkretnej sprawie, bo o miej Zycie tu chodzi. Sory, jeśli ten wpis wydał się wam znacząca nudny i bezsensowny, ale niestety jestem tylko człowiekiem i czasem czuje ze więcej się nie da; -) także pozdrawiam was serdecznie i namawiam do ciężkiej pracy, do leczenia substytucja, jeśli trzeba, to przestać się łudzić i zacząć żyć naprawdę!!!!!  Dzasta;-)

Ostatnia aktualizacja: 2011-08-15 17:21:59
Komentarzy: 0 | skomentuj
czerwiec 2011 (2011-08-04)

Witam Was Serdecznie w czerwcu!!!! Dowiedziałam się niedawno, że zdałam z angielskiego a z matmy zabrakło mi 2 %; -( żeby zdać!!! Ale szczerze mówiąc to specjalnie się tym nie martwię, bo mogę mieć poprwke w sierpniu, i tak naprawdę to modliłam się żeby zaliczyć, choć jeden ze zdawanych przedmiotów, bo wtedy mam szanse poprawić jeden przedmiot, i nie narzekam, pouczę się trochę, przypomnę sobie pare rzeczy i mam nadzieje, że będzie ok.;-) Także stres maturalny mam już z głowy, bo tą poprawką to wcale jakoś specjalnie się nie przejmuje…, ale zapeszać nie chce wiec skończmy ten temat…;-) Teraz w planie wyczekane wakacje!!!! Miałam zostać w domu, pod nieobecność mojej rodziny i kiedy oni wyjadą ja sobie miałam odpocząć od nich w szczególności, no, ale za namową terapeutki i jak sama się głębiej zastanowiłam to postanowiłam jechać nie z nimi, ale tak jakby osobno, ja sama będę mieszkać a oni sami, ale w tym samym mięście… Cieszyłam się już na ten wyjazd, bo jechaliśmy do dawnej naszej miejscowości, do której jeździłam od dziecka z moja rodzinką, i miałam tam mnóstwo wspomnień tych cudownych, miłych i właśnie tam chciałam jechać i to bardzo, tylko obawiałam się ich uciążliwego towarzystwa, awantur i ciągłych problemów, ale dobra, dla takiej wycieczki ku starym wspomnieniom postanowiłam zaryzykować, bo czułam, że będzie fajnie;-) W dzień wyjazdu nad morze bardzo padało, a ja założyłam tenisówki, musiałam w nich nie chodzić jak padało… no i okazało się ze podeszwy są do niczego i zostałam na 6 godzin podróży autokarem w mokrych skarpetkach i zziębnięta, zimno mi było, jak przyjechałam to tez padało, a ja miałam mieszkać w przyczepie campingowej i się zmartwiłam, tak jakoś tam nie przyjemnie było w deszcz, ale pocieszałam się ze jak wyjdzie słońce to będzie extra;-)))) Cisza, spokój, przestrzeń i stare wspomnienia odżyły na nowo! Wstawałam rano i szłam nad morze na spacer po lesie na obiad, odpoczywałam i było mi tak dobrze… czułam się trochę samotna, bo oprócz mojej rodziny, z która czasem się stykałam, byłam tam sama, ale szczerze nie narzekałam specjalnie, bo taka samotność tez się przydaje. Podczas wakacji mogłam spojrzeć z perspektywy na dotychczasowa moje miejskie Zycie, i poukładam sobie wszystko to, co dotychczas miałam przemyśleć, w głowie, jakoś czas sprzyjał przemyśleniom, nabrałam, nadzieji, ze problemy, które mam asie rozwiać, zal mi jest tylko czasem, że tyle szans dostałam, kiedy brałam narkotyki na to, aby przestać je brać i nie skorzystałam z nich tak jak powinnam, może to moja wina? A może mojej choroby, nawrotów, ale tyle razy niszczyłam sobie życie i tyle razy obiecywałam sobie ze to ostatni raz… teraz żałuje tego bazo, zniszczeń, jakie uzyskałam nie jestem w stanie przeboleć, choć bardzo się staram, przetłumaczyć sobie, że ni cofnę czasu, i ze takie rozdrapywanie ran nie ma sensu, chyba, że chodzi o nauczkę na przyszłość jak sobie przypominam, to wtedy ma sens, już a pierwszym moim detoksem, miałam szanse się leczyć i skończyć z tym gównem raz na zawsze, ale to śmieszne, bo patrząc z perspektywy czasu byłam strasznym naiwnym gnojkiem, nie wiem czego wtedy trzeba by było żebym się opamiętała, chyba takiego toku rozumowania jak teraz albo klatki takiej jak w piwnicy, na co najmniej rok, z dobrym terapeutom!!! Takiego ubezwłasnowolnienia całkowitego, wtedy może by dało się uratować tę piękną młodą, ale głupią dziewczynę, która miała cały świat przed sobą i mogła mieć wszystko, czego by tylko zapragnęła!!! Moja uroda, mój potencjał, perfekcja, podejście do ludzi do życia, ja naprawdę byłam mądra, ale strasznie naiwna na wpwy starszych, imponowało mi to i to mnie właśnie zgubiło!!! A że miałam temperament od dziecka to szybko spodobało mi się ,,szybkie życie,, takie o którym rodzice nie wiedzą, bo jak sięgnę pamięcią to jak byłam taka mała, to zawsze przed snem marzyłam o tylko swoim takim malutkim czarodziejskim światku, bajkowym i kolorowym!!!! marzycielka ze mnie, co?;-) Naprawdę sporo straciłam… może nie będę się tu rozwodzić, ale nie brakowało mi niczego i z urody i z intelektu, miałam świetne oceny w szkole wzorowego ucznia, czerwony pasek, ogromna ambicja, a do tego jeszcze zawsze chciałam wszystkim pomagać i to kosztem swoich uczuć… brałam na barki za dużo, przeżywałam kłótnie rodzinne, potworne, a ja tak bardzo kochałam rodziców i pragnęłam za wszelka cenę tej miłości rodzinnej, myślałam ze to ja wszystko naprawie, i tak cerowałam te dziury, i za każdym razem, gdy się udawało ich pogodzić, to cieszyłyśmy się z siostra jak głupie, ale to trwało krótko, i wszystko zaczynało się od nowa, a my znów starałyśmy się ich a to rozdzielać, a to schodzić, masakra, ja chyba miałam zbyt dużą ambicje, aby zmienić świat całej mojej rodziny, i wierzyłam w to szczerze, po prostu miałam taki dar wiecznego optymizmu, i żeby się paliło, waliło, to ja zawsze wierzyłam ze będzie super, jak ja się wezmę za te problemy. Byłam dziecinnie naiwna, wierzyłam w bajkowy świat, takich jak w tych bajkach, które ogladłam całe dzieciństwo i które tak uwielbiłam… Pamiętam nawet jak wstawałam o 6 00 rano!!! Aby obejrzeć całą serie moich ulubionych bajek ,,bajkowe kino,, tak się to nazywało i leciało na TVN, codziennie, leżałam w mamy łóżku i ogladałm; -) tata zawsze był w domu a mama pracowała. Ja miałam na 11 45 do szkoły, dlatego ze chodziłam do szkoły sportowej i zajęcia zaczynały się później po rannym treningu, więc wychodziłam z domu ok. 8 00 szłam na trening i później na lekcje, razem z całą grupą, z opiekunem. Niestety tata mój był i jest cholerykiem i strasznym pedantem, i wyżywał się na mnie, kiedy byłam w domu rano, ganiał mnie po mieszkaniu, bił, obrażał, zastraszał i krzyczał, a ja się broniłam i bardzo cierpiałam… wtedy stawałam się bardzo nerwowa a pomyśleć że byłam tak spokojnym kochanym dzieckiem… Oni zawsze się bardzo kłócili, choć ojciec ani matka nie nadużywali alkoholu i nie brali narkotyków, nie żyliśmy w melinie i nie postrzegaliśmy swojego życia jako patologii, jednak później uświadomiłam sobie ze to straszna patologia i wariacja, gdybym miała ten rozum, co teraz, no i gdyby nie mój przyrodni starszy brat, to może nie wpadałbym w te cholerne sidła naiwności oraz narkomani i żyła bym zupełnie inaczej…? Ale nie wiem, co by było, natomiast moja siostra przetrwała, podejrzewam ze ja pewnie tez bym dała rade… szkoda. Właśnie takie przemyślenia mnie naszły na wakcjach, gdy odżyły wspomnienia i gdy było mi tak dobrze, zyskałam bezcenną mądrość i doświadczenie, spokorniałam, i nauczyłam się jak Radzic sobie w ekstremalnych sytuacjach, jak przetrwać najgorszy ból, i zrozumiałam, że człowiek jest w stanie wytrzymać cholerni dużo ciężaru, poniżę, i ciężkiej pracy, wszystkiego tego, o co by siebie nigdy wcześniej nie podejrzewał, że da rade znieść… Ludzie zawsze mówili, że to, co cie nie zabije to cie wzmocni, i to całkowita racja!!! Jestem tak cholera wyćwiczona i wzmocniona jak koń -) byle, że tak powiem większe pierdnięcie, nie jest już wstanie mnie powalić, wiem, bo sprawdziłam;-) Chciałam studiować i będę studiować! Chciałam prawo jazdy zrobić i dokończę!!! Chciałam być piękna i zdrowa i będę!!! Mam marzenia i wiem, że kiedyś się spełnią! Nawet te najskrytsze!!! Bo to ze jestem na substytucji i leczę się suboksonem z narkomanii, nie poniża mnie to i nie ujmuje mi tego co maja inne zdrowe dziewczyny w moim wieku, ale ja oprócz tego co maja one, mam jeszcze pare asów w rękawie i mnóstwo optymizmu, który został mi od dziecka, także się nie poddam żeby nie wiem co!!!! Pozdrawiam Was serdecznie, i trzymam kciuki za wasze marzenia!!!!!!!!! Dżasta/

Ostatnia aktualizacja: 2011-08-08 08:39:07
Komentarzy: 1 | skomentuj
Kwiecień 2011 (2011-05-15)

 Witam Was serdecznie w Kwietniu;-) oj troche się działo u mnie prze ten miesiąc, szczególnie dużo było przygotowań do matury z matmy i angielskiego ale dałam rade;-) matura tuż za pasem więc się sprężam jak mogę żeby dobrze wypaść, czyli zaliczyć;-) 

Staram się jak mogę, bo za wszelka cenę nie chce mieć powtórki z tamtego roku kiedy nie udało mi się z tych dwóch przedmiotów, bo reszte zdałam spiewjąco, no cóż, trzeba umieć ponosić porazki, a ja coś o tym wiem, już troche przetrenowałam takie sytuacje i nie załamuje się na starcie tylko starm się wziąć w garśc i ide do przodu.

Subokson, jak brałam tak biore i na razie nie mam zamiaru przerywać terapii, bo wiem ze to dopiero początek, ale powiem żę przez długi czas skutecznie broniłam się przed zazywaniem tego leku, po prostu nie chciałam na trzeźwo mieć poczucia winy ze się wyniszczam, że ładuje w siebie chemie, bo to przecież substytucja a  nie cudowny cukierek do ssania o smaku truskawkowym… wiem teraz ze wszystko zalezy odemnie, i żę potrwa to jeszcze jakiś czas, i wolałabym nie brac tego świństwa, ale czymś musze się leczyć, więc to jest najlepsze lepsze zło ze wszystkich możliwych, w moim przypadku…

Zrobiłam powtórne badania na hcv, i ku mojemu zdziwieniu, na całe szczęśćie okazało się że jestem zdrowa, ale szczerze mówiąc to jakiś cud, ale ciesze się bardzo naprawde, pyzatym mam kłopoty ze zdrowiem, z niedowaga i takie tam, mam dosyć lekarzy a będę musiała ich poodwiedzać troche po maturze, a ja myślałam że wreszcie odpoczne i nic nie będę robic choc przez chwile…

Kiedy jesteśmy mali życie jest jak bajka, jak dorastamy to jakaś masakra się wydaje momentami, ale nie można być całe Zycie małym i głupim a szkoda troche;-) 

Dostałam list z wydziału karnego super, taka tam sprawa z 2009 i jeszcze się nie chca odemnie odczepić, w sumie to nie byłam karana i ja chyba nie bekne za to za bardzo, no ale siedziec na pewno nie pójde więc spoko, sprawa już nie dlugo, ja Nie wiem przwie dwa lata minęły, co za ludzie, ja się boje sądów, mam dosyć, a zresztą, wszystko mi się przypomina od razu, i łapie doła, mam nadzieje że wszystko skończy się pomyślnie i dobrze dla mnie, męczy mnie to…



No ale nie o tym chciałam cały czas pisać;-) a o tym że Zycie jest piękne, i teraz gdy już jest kwiecień i pogoda z oknem taka ładna się robi, to aż chce się zyć, martwie się tylko jak ja sobie z tym wszystkim poradze, bo jest tyle spraw na które nie mam wpływu, niestety, a czas szybko leci, fajnie było by Cieszyc się zyciem a nie tylko narzekać, ale jak się ma tyle zmartwien i problemów to jak? 

Aby zdrowie dopisalo, szczęście i pogoda, no i jeszcze miłość by się przydała jakaś prawdziwa i porządna, ale ja nie wiem czy jestem tak naprawde gotowa na miłlośc, prawdziwą, chciałabym, ale to tez odpowiedzialność, a ja nie mam już 15 lat, i tak jakoś inaczej mi się mysli na te wszystkie tematy o miłośći, pierdu, pierdu…

Szczerze…, to zakochałam się tak naprawdę w zyciu ze dwa razy… tak poważnie, a tak to pierdu pierdu, więc, przydało by się coś konkretnego;-)

Czasem nie mam siły na to wszystko wokół, i tylko dlatego ze coc mi nie wyszło, i już nic mi się nie chce, bo ja jestem z tego gatunku prawie perfekcjonistów, ze zbyt wysoką ambicją i za nad tto wybujałą wyobraźnie… nie powiem żeby to było takie złe dla mnie, ale męczy często a dni szybko lecą i czas mi ucieka, chciałabym zmienic w sobie tak wiele na lepsze, ale pozostać soba… ale jak to zrobić?  Jak się zmienic nie zmieniając się całkiem? Mam wybierac między starą ja a nową, jak wykreować nową rzeczywistość i się nie zagubić? Jak załatwic najważniejsze sprawy, nie tracąc czasu i jak podjąc mądre decyzje, w sumie to taka dorosła to ja nie jestem, bez przesady, mam doświadczenia, bardzo cenne, ale nie porównam ich do wieku doświadczeń mojej mamy czy babci…

Właśnie tak, chce napisać jak ważna jest rodzina, ta z której pochodzimy, jak bardzo  jej potrzebujemy często nie zdając sobie z tego sprawy, błądzimy, szukając swojego miejsc na ziemi, z rodzina można się kłócic, można jej tez nie lubić, a czasem nawet nie nawidzić, ale Kocha się ich, i każdy przypomina sobie o tym właśnie wtedy gdy potrzebuje miłośći, albo gdy komuś z rodziny dzieje się krzywda, wtedy oddalibyśmy za nich Zycie…

Dlatego miłość moim zdaniem jest najważniejszym bodźcem który popycha nas w strone słońca a nie w odwrotną, ucząc się kochać, uczymy się być lepsi, dla siebie i dla innych, widzimy swiat w lepszych barwach i chce nam się zyc i rozwiązywać te wszystkie straszne problemy, które gdy jesteśmy sami z nimi, jest tak ciężko rozwiązać…
Ja na przykład za każdym razem gdy pokłóce się z moją mamą albo siostra to i tak wiem że się pogodze z nimi, chociaż czasami bywało naprawdę gorąco że tak się wyraże, ale w moim pokręconym, nie łatwym zresztą zyciu, bywały już takie momenty ze tylko wźiąć Line i …. ale to już minęło, albo jak powinnam napisać znów minęło, bo tych wzlotów i upadków to troche było…

Ale ja kolorowo w domu nigdy nie miałam, może czasem były momenty piękne, w dzieciństwie i jako nastolatka, ale tak to było bardzo ciężko i nie będę tego ukrywać…

Jednak mimo wszystko, umiem pokochać moja rodzine, a nie raz się ich wyrzekłam, trzeba umieć takie rzeczy, nauczyc się pokory i kompromisu jest trudno, pamiętam siebie jako rozpieszczoną księżniczkę, naprawde ja widze różnice i ciesze się ze obcy w sumie ludzie zminili mnie a może raczej pomogli mi się zmienic na bardziej dorosłą jeszcze wtedy dziewczynke, teraz tez są momenty w których wydaje mi się ze jestem dorosła, a są takie w których widze w sobie tylko duze dziecko, i pełno defektów jakie zostawiały narkotyki i stres, ale na codzien nie pamiętam raczej o cpaniu i tym ze jestem narkomanką, to takie dziwne, tyle razy upadałam, i wstawałam, ale za każdym razem gdy było już dobrze to nie pamiętałam cpania, tych strasznych chwil które na codzien przezywałam, tego jak zyłam, jak wyglądałam, może dlatego żę tak bardzo chce być normalną kobieta, ze całkowicie wyparłam z siebie te straszne chwile z mojego zycia…

Niestety, blizny zostały, te na duszy i umyśle, choc po wyglądzie nie widac co przezyłam, to teraz, po kolejnym upadku i powstaniu, mam już wieksze problemy zdrowotne i nie mogę np.. normalnie przytyc, niektórzy mówią ze narkomanów zżera coś od środka, ale ja myślałam że jestem jeszcze na to za młoda i żęnie zniszczyłam aż tak swojego organizmu, lekarze mówią podobnie, ale w koncu sami nie wiedza co  jest grane, bo morfologie ma dobra,jem normalnie a nawet bardziej niż normalnie, w takiej sytuacji zostaje tylko niestety bardziej do głębna analiza przyczyny takiej sytuacji, żałuje tylko że mieszkam w Polsce jeśli chodzi o służbe medyczną, bo za granica na pewno już dawno by mi pomogli, ustalić przyczyne i pomóc ją leczyc, a tu, tragedia, aż starch, jesteśmy daleko za mamutami, lekarze, rząd, Państwo, cały ten cyrk na kółkach…

Ja chce tylko żeby pomogli mi wrócić do pełnego zdrowia, to dla mnie teraz najważniejsze, a resztę, z resztą to ja już sobie poradzę;-) bo optymizmu mi nie brak…. Pozdrawiam, Dzasta;-) 



Ostatnia aktualizacja: 2011-07-04 16:45:03
Komentarzy: 5 | skomentuj
maj 2011 (2011-06-12)

Witam Was w Maju;-) 

Właśnie przygotowuje się do zdawania egzaminu, do którego przygotowywałam się cały rok, teraz już nie ma odwrotu, zobaczymy jak mi pójdzie, ja mam tylko jedną myśl, musze zdać ta matmę…

Matury zaczynają się 4 maja, pierwszy jest polski, potem matma itd.. Ja zdaje tylko matmę wiec tylko ona mnie interesuje, al. Bardzo się cieszę ze napisze i będę miała z głowy ten stres, bo naprawdę ciężko jest cały czas uczyć się tylko matmy, jeszcze jak się jej nie lubi, bo się jej nie umie, wiele osób nie lubi matmy, woli polski, do matmy trzeba mieć ścisły umysł, zamiłowanie, najlepiej jak od dziecka się trenuje i lubi się dany przedmiot, wtedy, gdy nie zaniedba się treningu, na efekty nie trzeba wcale tak długo czekać, ale w moim przypadku sprawa była nieco bardziej Skomplikowana; -) a mianowicie ja byłam zmuszona nauczyć się tego przedmiotu w rok, a dodatkowo miałam problemy zdrowotne, no a łatwo nie było, prawie odzienie na zajęciach po 3-4 godziny matmy…. Masakra, ale jedno, co mi się podobało to ze po paru miesiącach systematycznej nauki zaczęłam rozmieć nawet matmę i zauważyłam ze szybciej myślę;-) 

Mimo wszystko są plusy i minusy tego, co robimy, decyzji, jakie podejmujemy, cos się dzieje z jakiejś przyczyny, nigdy bez, zawsze o tym pamiętam, pamiętam o życiu, które nie było rzeczywistością, tylko narkomańskim ciągiem, jak by tak z filmować początek i koniec ciągu narkomana, można by zobaczyć jak z normalnego, często czystego i przeciętnego człowieka, staje się wrak, człowiek stacza się nie zauważając tego jak wygląda, codziennie to samo, działka, zarobek, działka, i tak dopóki jakąś tragedia się nie przydarzy, zresztą, co ja tu się będę rozpisywać, to zbyt skomplikowane żeby napisać o tum w kilku linijkach…\

Jednak chce napisać, że miałam farta, bo nie jestem nosicielem żadnego wirusa, a mogłam być, mało tego mogłoby już mnie dawno nie być…
Ale jestem; -) to naprawdę fart, bo inaczej nie umiem sobie tego wytłumaczyć, przeżyłam tragedie, żeby coś zrozumie, nabrać doświadczenia na całe życie, i hoc łatwo nie jest to wiem już ze było mi to potrzebne żeby zrozumieć wiele spraw, teraz jestem zupełnie innym człowiekiem, i wiem ze już nigdy nie będę tamta Dzastiną, wiadomo ze żałuje tego, co robiłam, bo wolałabym być, normalna, jak to mówią a nienaznaczona przez los, ale ja już pogodziłam się z tym, co się stało i teraz koncentruje się na innych wyzwaniach, i jakoś mi to nawet wychodzi;-)

Ludzie mówią, że aby coś osiągnąć trzeba ciężko pracować, starać się, przyjmować porażkę, wyrzeczenia, i umieć przezwyciężyć własne słabości, strach, bezsilność, wtedy stajemy się silniejsi, czasem nawet przełamując granice, stajemy się innymi ludźmi, nie poznajemy już starych siebie i to, co było fajne staje się nudne i na odwrót.

My chcemy przecież żyć w naszym bezpiecznym świecie, i boimy się nowości, tych, które mają zmienić nasze Zycie nie do poznania, ale gdy już ta zmiana przychodzi to często jesteśmy za nią wdzięczni i już nie wyobrażamy sobie tego starego życia, w który było nam tak niby dobrze…

Ja uważam ze powinnyśmy iść ku nowemu, nieznanemu, zmieniać siebie i innych, na lepsze, a nie trwać, w tym, co jest tylko, dlatego ze tak jest nam wygodniej, i wydaje się wtedy, że bezpieczniej, niestety często to iluzja, bzdura, a dni lecą bezpowrotnie, zabierając nam coraz to nosze szanse, dzięki którym moglibyśmy raz na zawsze wybić się z tej codzienności rutyny, beznadziei, nudy. 

To, co tu pisze to często to, co przezywam, to, co we mnie siedzi, to, co trudno powiedzieć komuś, a co łatwiej z siebie wylać, może wy ludzie, którzy mnie nie znaja, lepiej to zrozumiecie, wyobrazicie sobie to, o czym mowie, pisze, co chce wam przekazać, bo to nie SA puste słowa!!! To wypływa z serca, z duszy to jest ważne…

Każdy z nas ma jakaś odskocznie, cos, co daje mu chwile spokoju, relaksu, przemyśleń, refleksji, my ludzie mamy tyle możliwości ze głowa mała!!! Możemy upadać i wstawać, wstawać i upadać, upodlać się i zmieniać na super obywateli, udawać najlepszych na Siwiec, i grac najgorych przestępców, przed soba i przed innymi.

Zawsze ciekawiło mnie skąd u ludzi takie zmiłowanie do teatru, do gry aktorskiej, telewizja, teatr, media, kreowanie nowych osobowości, przejawy sztuki i kultury, a to wszystko podobno na bardzo wysokim poziomie, powtarzane i wpajane sztuka i kultura ona ma kształtować młode osobowości, a gdzie jest wzór albo pierwowzór, kto jest tym ideałem, na który każde nowonarodzone dziecko ma patrzeć i czerpać, przecięć tych ideałów jest tak dużo ze to paranoja, w ogóle się nie da, nie da się powiedzieć ze to, co robisz jest naprawdę dobre, bo zaraz przyjdzie pani x i powie ze to niedopuszczalne, że to wstyd, że Takich to powinno się najlepiej zmykać!!! 

Mam takie przesłanie do wszystkich ludzi, zanim kogoś ocenicie, oceńcie najpierw siebie!!! A raczej swoje zachowania, bo nie ludzi się ocenia a ich zachowania, i jeżeli już uznacie siebie za wybitnych i genialnych, to macie zielone światło do śmiałej krytyki innych, bo mnie to tak strasznie wkórwia, i przepraszam za to wyrażenie, (ale gdybym napisała wkurza to nie miałoby to takiego oddźwięku jak trzeba), jak pani x usiądzie bosi i jak złe na kępie z panią y krytykują, nawijają ta nienawiść jak na szpule a to się kreci i oplata ta ich szyje i w końcu się uduszą tą nienawiścią same!!! Bo nie ma innej możliwości, żeby całymi dniami plotkować, kogoś opluwać ze zwyczajnej frustracji, która narasta w kimś zakompleksionym, co nie ma miłości i nie umie kochać, czy naprawdę lepiej się robi, jak tak się nagada, że tamten to taki straszny jest, bo on nie jest moim ideałem, czy wy ludzie nie kumacie, że każdy ma prawo mieć swoje poglądy, i nie można za nie karać, tylko, dlatego ze samemu ma się inne!!! Czy tak trudno pojąc, ze ja, jako człowiek mam prawo się nie odzywać do kogoś tyle ile chce, co nie znaczy ze ta osoba może mi z tej złości nawsadzać, i zniszczyć kolejny dzień, to jest śmieszne i straszne zarazem?.

 Ale mądry człowiek umie wybaczać, choć to nie łatwa sztuka, trzeba mieć w sobie tzw. Pokorę żeby doświadczyć siły, jaka się zyskuję poprzez wybaczenie, innym sobie, osobie, którą się kocha, czy najgorszemu wrogowi… to już naprawdę wyczyn;-)

Jesteśmy tym, co nas otacza, ludźmi, których znamy, ale i tych, których mijamy na ulicy, nie jesteśmy tylko cząstką świata czy tez wszechświata, jesteśmy jednym z miliarda elementów układanki, która co chwile ktoś układa od nowa…; -) jesteśmy pięknymi, i ułomnymi istotami, zdolnymi do tego, o czym nie mamy jeszcze pojęcia, co odkryjemy albo odkryją nasi wnukowie, nowe pokolenia, gdy nas już nie będzie, ale to jest jednak zadziwiające, że umiemy żyć ze świadomością tego ze w każdej chwili może nas już nie być… cieszymy się, płaczemy, robimy tysiące rzeczy, i nie boimy się ze nagle możemy zginąć, nigdy nie zrozumiemy Tajemnicy tego świata, chodzi mi o ludzkie istnienie, o Boga, religie, śmierć, narodziny… o codzienność o oddech o sen… o wszystko to, co nas otacza, czym żyjemy, nagle może się skończyć, a mu udajemy ze śmierć nas ominie…

Ja jestem przekonana, że Zycie jest darem, i tylko wybrani, mogą się nim Cieszyc, w tej postaci, w której przyszli na świat, kalecy, piękni, brzydcy, mądrzy i głupcy, każdy żeby Niewinem jak cudowny kiedyś umrze, ale teraz żyje teraz ma szanse zrobić wszystko, czego pragnie, czerpać i Cieszyc się tym, że oddycha, ja mam zamiar z tego korzystać, pomimo niepowodzeń i świadomości, jaka posiadam; -) pozdrawiam, Dżasta.



Ostatnia aktualizacja: 2011-06-26 04:05:02
Komentarzy: 2 | skomentuj
Marzec 2011 (2011-04-03)

Witam Was serdecznie w Marcu;-) coraz bliżej wiosny i mojej matury z matematyki;-( cieszę się i nie, pół na pół… Ta matura to stres i nerwy ale i przepustka na studia, a ja bardzo chce studiować, więc nie ma wyjścia trzeba zdać;-) Naprawdę cieszę się że mogę pisać tego bloga, nie wiem ile osób go czyta ale na pewno komuś przydadzą się moje słowa, na temat substytucji, Niewinem czy tak dużo informacji jest na ten temat, takich jak ta, z pierwszej ręki, że tak powiem;-) Moje Zycie wygląda tak, ze tak powiem, że się nim ciesze bez względu na to co się dzieje, fajnie jest oczywiście jak jest piękna pogoda za oknem, bo wtedy mam o wiele więcej chęci do pracy i optymistycznego nastawienia do zycia, ale w zime tez daję rade, no idzie wiosna więc problem się powoli sam rozwiazuje;-) Ostatnio powtarzałam testy na obecność HCV i myślałam że będzie może źle… ale wiecie co, wynik był ujemny!!! Nie jestem nosicielem!!! Na HIV też robiłam jakiś czas temu był ujemny ale teraz sobie jeszcze powtórze, bo na chmielnej jest za darmo i wyniki SA od ręki, lepiej mieć świeże wyniki badań i miec swiadaomość, czy jest się zdrowym pod tym względem czy nie, wiadomo że wynik dodatni nie oznacza wyroku i o tym trzeba pamiętać, choc ja osobiście nie chce się zagłębiać w szczegóły dodatnigo wyniku, to bardzo trude dla tych ludzi…Chciałabym mieć swój kat, własny, nie tam mieszkać na hotelu czy kątem u kogoś, nie lubie nie mieć wyboru, mam taki charakter, źle bym się z tym czuła, myśle ze powoli jakoś sobie to wszystko ułoże i znajde jakąs kawalerke, bo mieszkając z rodziną mam momentami dosyc… Wiem ze gdy już skonczy się ta matura, to na pewno odetchne, ale co dalej? Ha, o to się w ogóle nie martwie, bo Zycie jest piekne, i ja mam co robic na codzien i się nie nudze a wręcz przeciwnie, żałuje ze mam tak mało czasu, i że dizen tak szybko leci, naprawde chciałabym żeby godziny leciały wolniej, żeby można było się wyspać, o najlepiej żeby godzina trwała dwie!!! To już by było lepiej;-) bo tak mi bardzo brakuje czasu…Musze teraz przytyć, bo okazuje się że za mało waże, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że ja się nie odchudzałam, subokson, stres a miałam go sporo ostatnimi miesiącami, doprowadził do niskiej wagi, i innych skutków ubocznych, nad którymi szczerze ubolewam i da się to odczuć.Martwie się o swoja przyszłość, niestety zaburzenia wagi, niosą skutki związane z przyszłościa, no i jak musze jak najszybciej przytyć do normalnej wagi bo inaczej może być kiepsko, ale jak to zrobić, hmm? Widzicie to nie jest takie łatwe jak się wam wydaje!!!! Tak, myślicie sobie pewni, to zacznik jesć frytki, hamburgery, słodycze itd., na pewno waga skoczy, no jasne, zostane sniegową kulą!!!! Mój organizm nie potrzebuje teraz smieci, i nie potrzebuje zbierać góry tłuszczu wokół brzucha, bo to akurat szkodzi, ale wtamin, zdrowych tłuszczy i budulca, to tak jak u małych dzieci, rozumiecie? Duzo wszystkiego zdrowego, aby dobrze się rozwijać, specjalnie skomponowane i dobrane składniki, tylko ze ja tak pół na pól. Lubie zdrowe rzeczy, zywność, ale uwielbiam dania z mikrofalówki, znaczy topiony ser, grzanki, ketchup, wędlina i pizza np. ale spoko żadko to jem, no aby ruszyło do góry i będzie git malina;-)Tak w ogóle to kupiłam sobie siemie lniane zmielone w sklepie z ekologiczna żywnością, i wreszcie dziś pierwszy raz je zaparzyłam rano, i powiem wam że to niesamowite ale one tak łagodzi żołądek, i lepiej się czuje, zobaczymy jeszcze wieczorem tez sobie zparze, no regularnie, trzeba pic te siemie to będzie działało.A z nauka to dzien w dzien matma, 2 razy w tyg angielski no bo to to trzeba szkolic a zreszta ja lubie jezyki obce więc źle nie jest;-) Ale mimo wszystko się martwie, czy zdam, ta matme… Trzeba ćwiczyc, a ja w domu to tylko czasami, bo jakoś nie mogę się zebrac, z kim jest łatwiej inaczej, samemu to trzeba umiec, cos tam umiem ale, dobrze koniec na ten temat.Dzis jest taka piekna pogoda, prosiłam lekarza w programie żeby dał mi weekendy czyli żebym nie musiała w weekendy leciec po subokson, a on ze nie bo moje zdrowie jest zagrozone sratrataa, ale ok. w koncu się zgodził i na sobote dostałam do domu a w niedziele mówiłam już pojechac, lipa co? Nie naprawde ja jestem zmęczona, testy mam czyste, ucze się, ludzie weekendy by mi tylko pomogły w zdrowieniu ale tu chodzi o zasade a nie o to że nie mogę bo jestem chora.Mam to gdzies zyje sobie po malutku i całkiem nieźle sobie radze, fajnie jak rodzinki nie ma w domu taka cisz, kawka, TV, albo dobra ksiązka, dzis piękna pogoda, napisze wpic marcowy i lece korzystac z zycia;-) na dworek;-) musze sobie buty kupic nowe, i skocze na tańce może, a później się poucze, jeszcze trzeba obiad wstawic, tak samo Zycie.Wiecie co jest smutne, że zyjąc w natłoku swoich zdarzeń zapominamy o innych ludziach, o tych co dobrze ich znamy albo znaliśmy, gdzieś nam ulatuja, a później okazuje się ze ich już nie ma, ze odeszli, zasneli na zawsze… Ostatnio w punkcie wisiała nowa tablica, odeszła Patrycja… to bardzo smutne, narkomanka znajoma z widzenia ale to jest straszne, przeciez czytając takie rzeczy człowiek taki jak ja uswiadamia sobie że on już dawno mógłbyć na jej miejscu, i co swiat i tak kręcił by się dalej, bo tak wygląda nasze Zycie, jest jakaś tragedia i jeśli nie dotyka nas osobiście to owszem współczujemy, ale zyjemy dalej bawimy się cieszymy, ale jeśli dotknie nas, to wyłączamy się całkowicie, to jest nasza tragedia, więc boli nas najbardziej na świecie, obnosimy się z nią, i to widac.Przyjechał do mnie brat ostatnio, tez były narkoman, jest na programie tylko że innym, on na metatonie ja na suboksonie, wszedł do domu uśmiechniety, aż za bardzo, ucieszyłam się na jego widok, spieszyłam się akurat do wyjscia wiec nie usiadłam żeby z nim pogadać, ale on wszedł do mojego pokoju i od tak mówi: ,,wiesz ktoś umarł, ja na to ,,tak kto?… a on że kolega z którym grzałam od początku!!!! Ja na to zupełnie normalnie: ,,widzisz jedni grzeją miesiąc i ich nie ma, a inni po 15- stu latach odchodzą lub zyją dalej, taka karma, zdziwił się na pewno, może spodziewał się innej reakcji, na pewno, ze mnie zmuruje, że się przeraże, popłacze, ja się zdenerwowałam, ale jeszcze o ty nie wiedziałam, dopiero w tramwaju popłynęły pierwsze łzy, złość, i nienawiść, do tego podstępnego gówna, które tak dobrze znam, mnie by zabiło 2 razy miałam poważną zapasć!!! Cudem mnie odratowano, tego się nie da opisać, więc jeśli odchodzi znajomy, chory człowiek, którego twarz do końca życia będziesz mieć przed oczyma, i teraz gdy o tym pisze, ja w to nie wierze, każdy z nich mówi tak: siema, dawno cie nie widziałem, co tam, a po staremu, ty wiesz ze ten to się przekręcił z tydzień temu, a ja ta, no co ty, daj spokój, i smutek na twarzy, ale jeszcze bardziej smutne jest jak, jakis rok później przychodzi ktoś inny, mówi ci ten sam tekst, ale o osbie która powiedziała to na początku, kapujesz?! To on był tym chłopakiem to my siedzieliśmy jeszcze rok temu i gadaliśmy o typku który się przekręcił, a teraz nie ma i jego!!!!! Boże chce mi się płakć, odpoczywaj w pokoju, Boże to mogłam być JA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!AMEN.

Ostatnia aktualizacja: 2011-05-07 17:25:23
Komentarzy: 9 | skomentuj
luty 2011 (2011-03-14)

Hej wszystkim w lutym;-) 

Strasznie szybko leci ten czas! Dopiero był styczeń i nowy rok, teraz już koniec lutego, a niedługo wiosna;-) wreszcie, i ciepło zacznie się robic, łatwo nie jest, ale lepiej te trudy codzienności w cieple znosic niż w zimnie…

To niesamowite jak bardzo człowiek do codziennego zycia potrzebuje słońca i ciepła, energii, którą czerpie z pożywienia i ze snu, jak wiele czynników wpływa na pozytywne nastawienie, do nas samych i do świata,
Wiadomo społeczeństwo dzieli się na kobiety i mężczyzn, różnimy się od siebie pod wieloma wzgledami ale te podstawowe potrzeby mamy jednak takie same, ile jest w stanie wytrzymac człowiek przywalany obowiązkami, niewyspany, zyjący cały czas w pospiechu, nie mający chwili czasu dla siebie, aby zadbac o te podstawowe potrzeby które zapewniaja nam komfort życia, to nie normalne, frustrujące i męczące, że mósimy tak cały czas Gonic, wyrabiac się w czasie, zobowiązywać do nowych wyzwan i stawiac poprzeczke coraz wyżej, nasz organizm p[przestaje nadążac za nowymi trendami jakie wyznacza rzeczywistość, zamyka się koło zaczyna panować obłęd i nieład…

Chroniczne zmęczenie, nawał obowiązków, niechęc, wiem to nie są lekkie słowa, ale to jest prawda, im człowiek starszy choć to pewnie głupio brzmii w moich ustach;-) to tym trudniej mu jakos nabrac zapału, a przynajmniej nie takiego jak kiedys, owszem zrobiłabym mnóstwo rzeczy, najlepiej wszystko naraz, ale do tego potrzebuje co najmniej 10 ciu godzin snu!!!! Wtedy gdy wstaje mam siłe na to czy na tamto, a no i Subokson, on jest tutaj plusem i minusem, pomaga, ale i szkodzi bo rozleniwia, męczy, ale mi się chce spac….

Własńie my zamiast pożadnie się wyspać, łoimy litry kawy, i bóg wie co jeszcze, mylimy dzien z nocą, a jak już wrócimy do domu to padamy tak jak stoimy i znikamy, tylko po to żeby o 6. 00 znowu się zerwać i biec na kolejne ,,ważne,, spotkanie.

Ja musze znaleźć jakis nowy ,,dopalacz,, tylko ze legalny bo naprawde się wypompowałam, a tu to załatw tam to zrób, a tu matura z matematyki w maju@!!!! No i co?, przydałoby się oprócz korków ćwiczyc w domu CODZIENNIE a nie raz na miesiąc….

Na szczęscie zapisałam się znowu na moje ulubione zajęcia sportowe i mam nadzieje że podskoczy mi chęc i kondycja, zawsze lubiłam sport, i tak zostanie do końca życia, mam nadzieje…

Tak jak pisze, u mni powoli i jakos leci, może jak już wiosna zw=awita będzie lzej ale nie sądze, bo wtedy matura,,,, no jakos sobie poradze.

Teraz znowu mam mnóstwo badan do wykonania, latam na pobieranie krwii, kłuja mnie a mi niedobrze od tego co jak co ale ja nie lubie kłucia tak naprawde, choc spokojnie jestem w stanie znieść ból, może to zalezy od psychiki, ja już tyle razy to testowałam, że dla mnie to normalne, choc nie lubie tego…

Wszystko co z narkomania związane kojarzy mi się źle, brudno, i zimno, takie mam skojarzenia, a przed oczami twarze narkomanów, jakies miejsca, my albo rodzimy się i jest nam ze sobą dobrze, albo nie i całe życie dązymy do tego żeby było, naprawiamy swoje i cudze błędy, i na jakis czas jest lepiej, i pewnego dnia znów swiat schodzi na psy…

Może ja zyje w jakiejś iluzji? Może sama przetłumaczam sobie ten świat, ze jest lepszy niż tak jest, a w rzeczywistośći to brudny, zakłamany i samolubny swiat, a raczej ludzie w nim żyjący, wczoraj oglądając program muzyczny na scene przed jurorów wszedł młody chłopak bardzo dziwacznie wręcz ,,kobieco,, ubrany, przypominający niby drouq quin, z zachowania, rzecz jasna została wysmiany przez jurorów i przez publiczność jeszcze zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, i wtedy jeden z jurorów, poprosił publiczność o cierpliwość i wyrozumiałość, bo prawdziwy artysta mósi niesamowicie spiwać a nie tylko wygladać…

Zapadła cisza, chłopak zaczął śpiewać, i wtedy zamarłam, wstałam, poczułam niesamowita siłe i energie, moc!!!! Niesamowicie ruszał się na scenie i śpiewał, to nie był amator to był młody niesamowity chłopak dziwak który swoja osobowością i talentem i odmiennością, zafascynował publiczność i jurorów, którzy tak samo jak ja poczuli niesamowita moc i energie i to było widac po ich minach, co to oznacza? Że jesteśmy cholernie szcztuczni, albo fałszywi, bo zakładamy tyle masek ile oferuje na ludzkość, a tak naprawde boimy się pokazać prawdziwego siebie! Ale to jest beznadziejne, przeciez to my mamy być szczęsliwi, a nie wszyscy na około, nie zachowywujemy się tak jak chcemy, nie ubieramy, nie wysławiamy, obawiamy się słów krytyki, i odrzucenia, dostosowujemy się do społeczeństwa i nie chcemy się zbytnio wychylać, tylko nieliczni mają to całe przedstawienie gdzieś i żyją w 100% właśnie tak jak chca, ale to naprawde niezwykłe przypadki… reszta po prostu udaje kogos kim nie jest.
Morał z tego taki ze mósimy zaakceptować siebie takimi jakimi jesteśmy naprawde, spojrzeć w lustro i nie niezaniedbywać się bo to nie o to chodzi, ale byc soba, na luzie, nie przesadzać, robic to na co ma się ochote, zapewnic sobie przyszłośc i mieć satysfakcje której nie uzyskamy dopóki nie zdejmiemy maski….

Mamy natłok obowiązków codziennie, mnóstwo nie pozałatwianych spraw, rzeczy których wcale nie chce nam się robic a mósimy bo jeśli nie to starcimy zbyt wiele, ale prócz tych wszystkich zmartwien i obowiązków które czychaja na nas za rogiem, mamy lato i wiosne, słońce, możliwość uśmiechu, podejmowania decyzji, czyli np., dzisiejszy dzien będzie tylko dla mnie, bez obowiązków i nerwów, a w kolejnym wszystko pozałatwiam, tylko nie na raz bo może być kłopot.

Teraz gdy patrze na starych znajomych którzy są na metatonie, tak jak ja kiedyś, i słysze ich opowieści że rano jest źle bo tolerancja się zwiększa, ale gdy wypiją swoja porcje chce im się zyc, to ja wiem o czym mówia, ja doskonale to pamiętam, mnóstwo skutków ubocznych ale ta cheć do zycia, ile ja zdołałam unieść, zrobić, to było nie zwykłe, jednak na wszystko potrzeba czasu i chęci, terapia mósi trwać jakis czas, pod scisła kontrola lekarza psychiatry, i z terapeuta tylko ze dobrym terapeuta, który zawsze znajdzie czas na rozmowe i zawsze znajdzie czas żeby ci pomóc, który sam zapyta co u ciebie i wyczuje ze cos nie gra….

To nasze Zycie, trujemy się mnóstwem rzeczy, ale dostajemy w zamian mnóstwo pieknych prezentów, okupione bólem i doświadczeniami Zycie, błedami które popełnialiśmy non stop, niewiadomo czemu? Jest jednak piekne!!! Jednak wstajemy rano i idziemy na przód, bo wierzymy ze to co ma nam przynieść przyszłość będzie dobre;-)

Ja jestem optymistką i zawsze będę w to wierzyć, niedługo marzec, i kwiecień;-) czyli wiosna!!! U mnie ok., nauka i nauka ale i przyjemnośći, na suboksonie może być ok., ale terapia to nie tylko subokson, pamiętajcie… Dzasta.



Ostatnia aktualizacja: 2011-03-28 15:56:40
Komentarzy: 6 | skomentuj
styczeń 2011 (2011-03-01)

Witam was serdecznie w nowym roku, w styczniu!!!!!
Naprawdę bardzo się ciesze ze mogę pisac tego bloga od nowego roku, ze się jednak udało, niestety były takie obawy że nie bedize już mojego bloga, ale to już przeszłość…;-)

Tak więc, nowy rok a raczej sylwester upłynał pod znakiem spontaniczności, ponieważ jeszcze tego samego dnia (ostatniego dnia starego roku) siedząc rano w łóżku i zastanawiając się jak spędze sylwestra, wymysliłam wyjazd w góry do zakopanego;-) tak, tak po prostu…. Spakowałam się i zaraz czekałam już na pociag, niektórzy powiedzą że jestem zwariowana, tak jestem nawet bardzo i tego nie zmienie, bo to uwielbiam;-)

Niestety, obok tej spontaniczności występuje u mnie tez nadmierna kontrola nad własnym życiem, i wygląda to tak ze spontaniczny wyjazd tez jest bardzo dobrze zaplanowany już od momentu wymyslenia całej sytuacji;-) nie jest łatwo ze mną, z tego powodu, bo to ja musze mieć wszystko dopiete na ostatni guzik, ale mnóstwo osób mi dziękuje za to, tak czy owak bardzo się przydaje te moje nadmierne ogarnięcie, własnie tym nie ogarnietym….

Łatwo w zyciu nie jest ale każdy z nas idzie na przód po mimo tego czy źle czy dobrze, a ja jestem ogromna optymistką, i nawet jak jest źle to często chce mi się smiac z tego, to się nie udało, tamto i co z tego!!! Takie Zycie!!! Serio!!! Wiadomo są przypadki beznadziejne ale to już trzeba umiec mnie powalic na łopatki, to nie jest łatwe, serio;-)

Tak wiec, podróż mineła nam w miare, ja byłam bardzo zadowolona że jade sobie tak spontanicznie jak chciałam, trzeba mieć w głowie troche, nie zaprzeczam;-) ah… ta moja skromność;-) 8 godzin podróży, ścisk, a ja uśmiech na twrzy, zakopane, góry, i mniejsze wioski, biało, pieknie, pachnie drewnem palonym w piecach, narty, pyszne jedzenie, góralskie spiwy i gwara, i to wszystko 2 dni!!! I tak mi było żal wracac, ale wiedziłam, że za miesiąc są ferie i na pewno wpadne na troche w góry, więc usmiechnieta, postanowiłam w miłym humorze wsiąść do pociągu i w tym tłoku, wróciłam do wawy;-) jechałam nocą i rano już byłam w swoim ciepłym łóżku i odsypiałam brak ogrzewania i prądu, ale to jest miłe, uwielbiam się poświęcac żeby później poczuć dosadnie że w zyciu piekne są tylko chwile…

Aha, o sylwestrze to nie będę pisać bo to poufna sprawa;-) ale zabawa tez była przednia;-) tylko ludzi taki tłum! To nie pierwszy mój Sylwek w górach ale przyznam, byłam zdziwniona, ile młodzieży, a raczej małolatów;-) się bawiło, przy alkoholu, i bóg wie czym jeszcze, w górach z dala od domu i rodziców, i wiecie co wtedy przypomniało mi się jak jak byłam taką gówniara i tak bardzo chciałam zawojować ten wielki swiat, tak, on nalezał do mnie, tylko finisz się nie udał troche, ale tylko troche;-) He He He…. Nie no nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, mam 2 ręce, 2 nogi, oczy, słuch, i węch, no i mózg, podobno…;-) to co, każdy błedy popełnia i się na nich uczy, a ja wieczna optymistka nie mam zamiaru się nad sobą zbytnio rozczulać, bawiłam się zaje fajnie!!!!!!

Biore dalej subokson ale 2 mg, najmniejsza dawke, chemii już dosyc mam!!!!! Tak jest dobrze, jestem pod kontrola lekarza, on ma tam jakies zastrzeżenia ale nie co do suboksonu, tylko do czegos innego, ja sama Nie wiem co jest grane, i musze się do niego udac na konsultacje…. Troche się martwie, bo cały czas chudne a się nie odchudzm, kapujecie? Martwi mnie to na serio, bo waga już zjechała za bardzo… ja naprawde się nie odchudzam, mój organizm wariuje!!! Jem co chce, serio!!!! Mam apetyt, nie wiem co jest grane… aby tylko nie było to cos powaznego….

Będzie dobrze, fajnie ze mogę się uczyc do tej matmy, i że jest komu mnie uczyć, i że rozumiem, chce zdać ta matme i mieć jaz głowy i iść dalej, w marcu prawko kończe, tez fajnie lubie jeździć samochodem, a teraz to już legalnie będę sobie jeździc;-) ale wiecie kurde, przepisy się ponoc zmieniły, ale ja mam teorie zdaną, i nie musze się martwic, praktyka i finto;-)

Mam tez projekty muzyczne, muzyka się za mna ciagnie jest jak tlen taki dodatkowy, co czasem trzeba się go na wdychac bo jak nie to się człowiek udusi;-) i zobaczymy co z tego będzie? Ja pisze teksty, podkłady są gotowe, tak było kiedys tak jest teraz, jednak miałam racje myśląc ze to co wazne dla człowieka w życiu to wraca jak bumerang, czy się staramy o to czy nie, czasem to mi pasuje, czasem nie, ale większość przyjmuje, bo mi pasuje;-)

Uwielbiam sport, taniec, muzyke, i nauke, wszystko to mnie nakręca, lubie dbac o siebie, i kontrolować to co się ze mna dzieje i to co się dzieje na około mnie, czasem wszystko zatrzymuje się w miejscu, a my nie wiemy za co się się złapać najpierw, ale dobrze jest jak mamy jakies koło ratunkowe w zanadrzu, jak jest się na kim oprzeć, jak zostaje nam cos miłego w zanadrzu, jak ważni są bliscy, jak ważni są znajomi, jakie blokady wytwarzamy w sobie, i jak bardzo teo załujemy albo nie, to zalezy od nas, kto wyciagnie nas z domu, do ludzi, może ktoś, a może samemu trzeba wstac i wyjśc do ludzi, tak się rozwijamy, tak idziemy na przód, każdemu potrzebna jest chwila samotnośći, ale to nie może trwac za długo, to wyniszcza, jesteśmy ludzmi, grupa ludzi, rozmawiamy między soba i tak ma zostać, nie izolujmy się od siebie, jesteś y sobie potrzebni, to nam pomaga, w najgorszych sytuacjach nawet, człowiekowi wydaje się ze jest samotny, a przecież otacza go grono ludzi na co dzień, on się odcina, ucieka w ciche bezpieczne miejsce i jest mu dobrze, ale nie na długo, czy to wygoda, czy to strach?

Kiedyś chciałam studiować psychologie, potem nawet psychiatrie, ale po paru latach patrzenia na siebie i na sytuacje które mnie spotkały, odechciało mi się skutecznie ciągnięcia analiz zyciowych ludzi, owszem lubie pomagać, radzić, złym psychologiem tez bum nie była, to nie tak że bym sobie nie poradziła, to raczej przesyt, aj chce robić w życiu kilka rzeczy na raz, cieszyć się w końcu, mieć satysfakcje z tego co robie, rozwijac się, nie chce stać w miejcu, w psychologii może szybko bym się wypaliła, znudziła, stała by się dla mnie nudna rutyna, przykra sprawa, wiecznym problemem… Trzeba umieć zamknąc pewne rozdziały, bo inaczej ciężko ruszyc na przód, czasem nie da się ruszyć w inny sposób, nie da się obejść na około, oszukać samego siebie, traci się tę zdolność w miare upływu czasu i zaniechania ćwiczeń, doskonalenia umiejętnośći…

Tak jest z większością z nas, przestajemy się starać i wszystko co mamy na wyciągnięcie ręki, gdzies się oddala, a my zatrzymujemy się w miejscu, nie chcemy tego ale stoimy i czekamy…. Na rozwój wypadków.

Życ jak najdłużej, w zdrowiu psychicznym i fizycznym, w szczęściu i miłości, otoczona kochającymi ludzmi, śmiechem dzieci, codzien uśmiechać się i za oknem widzieć słońce, marzyć i być tam gdzie marzenia, luz, i poczucie spełnienia, to wszystko na wyciągnięcie ręki….

Nie poddawajcie się w trudnych sytuacjach, wierzcie w siebie, nie izolujcie się od ludzi i od swoich marzeń, nie żałujcie niczego, kochajcie każdy dzień, bo za rogiem czeka was coś nowego, nie koniecznie złego, ja wierze w szczęśćie i dzięki temu jestem…. Dzasta.



Ostatnia aktualizacja: 2011-03-11 07:56:45
Komentarzy: 4 | skomentuj
grudzień 2010 (2011-01-02)

WITAM WAS SERDZECZNIE W GRUDNIU!!!!

Pisze na zielono, bo to kolor nadzieji, która wszyscy znaja doskonale, z którą budzimy się codzien rano, która towarzyszy nam w dzien jak i zarówno w nocy….Tak, moim zdaniem nadzieja to jedyna kochanka, tak wierna jak nikt, bo sypia z nia każdy, prawda? Mozma jej nienawidzić, można ją kochać, ale tylko ona trzyma nas przy zyciu gdy jest naprawde źle,,,Nie na darmo zaczęłam ten wątek,, bo nadzieja towarzyszy mi od miesiąca bardzo intensywnie, rzecz jasna, od dziecka mi towarzyszy ale w takich momentach jak ten gdy znów się podniosłam to ona jest bardzo wazna…Ciesze się bardzo na te święta, mam rodzine taka jaka mam, nie jest zła, bo każdy ma temperament i zszargane nerwy ale wszyscy się kochają, więc zawsze w koncu jest miło;-) wiem że podczas wigilii też będzie miło i rodzinne dlatego tak lubie czas świąt, było niestety tak że nie spędzałam świąt w domu, urodzin swoich i bliskich itd… ale bardzo zawsze tęskniłam do domu, jednak tam najlepiej, no jutro rano będzie piekna choinka, będziemy z mamą piec ciastka, i gotować;-) no i będzie fajnie ja to wiem, chyba że nagle cos nam zepsuje te święta, mam nadzieję ze nie!!!! No i tak, biore subokson codziennie 12 mg, ale dr chce mi zmniejszyc, ok., pewnie po świętach, ja nie mam nic przeciwko, nawet się ciesze w sumie im mniej chemii tym lepiej a psychicznie nie jest źle wiec ok., kurcze mam ostatnio małe problemy ze zdrowiem ale już jest ok. okazało się że to nic groźnego, a i rzuciłam palenie!!!! Od 3 dni nie pale, no nie jest łatwo ale sytuacja zdrowotna mnie zmusiła, mianowicie się dusiłam i serce mnie bolało i takie tam, zreszta już wczesniej chciałam rzucic ale było to jako tako nie wykonalne, ale na razie jest ok., daje rade;-) i już czuje się lepiej, niestety czasem dobija mnie moja rodzina, i cały dobry nastrój pryska mi jak bańka, i tak się wtedy wkurzam, ale wiem że to przejdzie i będzie dobrze, masakra, co ludzie potrafia zrobić z twoim pozytywnym nastawieniem w sekunde, ale nie wolno się załamywac i trzeba wierzyć wtedy w siebie bardzo mocno, tak pewnośc siebie jest bardzo ważna, bez niej ciężko Nawet pokusić się o nadzieje…Każdy z nas żyje swoim własnym tempem i rytmem, i dzięki temu tak a nie inaczej wygląda nasz świat, każdy ma swoje rytuały;-) ja tez, i te swoje dziwne rytuały i sytuacje odróżniają nas od innych, a my tak często się ich wstydzimy, ukrywamy nasze dziwne zachowania przed innymi z obawy przed krytyką, wyśmianiem itd., nie powinnyśmy się tego obawiać, bo to jest nasze, to coś co nas wyróżńia w tłumie zabieganych osób, wczoraj ogladałam programn dokumentalny o ludziach chorych na zespół Tureta, matko, ale oni maja los!!!! Niekontrolowane odruchy, nagłe krzyki np.. przekleństwa, tiki nerwowe, dodo ad że u każdego choroba ta objawia się mniej lub bardziej, ale co jest najważniejsze, ci ludzie, oni chcą rzyć!!! Nie chcą się ukrywać!!! Wzorują się na społeczeństwie, ich marzeniem jest normalne funkcjonowanie, tak jak ja, czy ty!!!! Tak sobie mysle ile jest warte Zycie człowieka, mysle tak bo każdy jest tak barzo indywidualny, czy można by cenic innych niżej a innych wyzej, ze względu na poziom wykształcenia, zarobki, wygląd, wiek, płeć, itd….?!Daleko z tąd, w krajach trzeciego świata zyją dorosłe dzieci, głowy rodziny opiekujące się rodzeństwem młodszym zaledwie o 4-5 lat!! Nie maja dachu nad głową, co jeść pić, i w co się odziać, nie mają miłośći, i perspektyw na przyszłość, codziennie zastraszajaca ilość tych dzieci umiera bo zaraziły się śmiertelnym wirusem HIV, os swojej matki np…Ja wiem ze jestem tym co mnie otacza, tym co przeżyłam, jestem moja rodzina, koleżankami, ludzmi z którymi pracuje i tymi z którymi tańcze…Jestem soba, właśnie dlatego że taki a nie inny jest mój świat, i wiecie co? Choć chęc do działania, równie szybko jak przychodzi tak odchodzi, to ja pomimo wszystkich tych niepowodzeń ( strzeliłam w 10) właśnie tak się to nazywa, zyciowe niepowodzenia, mimo tego wszystkiego, wsierają mnie bo to już za mną!!! Udowodniłam sobie że dałam rade się podnieść!!!! Że jestem, że trwam, chciałabym tylko jeszcze niedopuscic do wegetacji!!! Nigdy nie chciałam tak żyć, i chciałabym zapomnieć o tym co mnie soptkałao, bo ja zawsze będę uważać że narkomania, to ciężka psychiczna choroba, to z patologii bierze się ta choroba, i choć każdy nie wie żę patologia to nie tylko alkohol i przemoc, to po prostu dysfunkcja, odchylenie od normy w naszym czy innym społeczeństwie. Ja po prostu chce być szczęsliwa, spełniać marzenia i pragnienia, chcieć zyc, i umieć znosić niepowodzenia, tak by nie dać się zgubić, mieć zdrowie jak koń;-) bo to cholernie ważne, ale nie marnować tego zdrowia, bo to cienka linia…. Tak samo jest z uroda, dostajemy ja albo nie w darze od Boga ( jeśli ktos niego wierzy) i jeśli mamy ta urode to myslimy że zawsze będziemy tacy piękni, pycha, pewność siebie, podziw innych, powodzenie u płci przeciwnej, i mnóstwo miłych ludzi, sądzących że jak masz ładną, miłą biźe to na pewno jesteś miła i fajna!!! Kurcze coś w tym jest na pewno człowiek zdrowy i łatwy ma łatwiej wśród ludzi, i lepiej mu dostosowac się do rzeczywistośći bo zna swoja wartość, tylko mósi być jeszcze mądry, uczuciowy, pomocny innym, i pracowity, rzecz jasna zdrowy, tylko ż ideały nie istnieją, więc miejmy to w naszej siadomosci i nie wpadajmy w idealizm, bo możemy się nie odnaleźć w tym w pewnym momencie…Tęsknie za dzieciństwem, za wiekiem dorastania, było bardzo dobrze, byłam naprawdę sobą, czemu człowiek tak się gubi we własnym życiu?Tak dobrze się wszystko układa i nagle coś się psuje a ty nawet nie Wiesz że się psuje, warto wtedy mieć przy sobie ludzi którzy cie kochaja, którzy cie wspierają, warto otworzyc swój umysł na słowa mądrych ludzi, ten głupi wiek dorastania, fajny ale głupi, bo to okres buntu, czemu teraz to widze, czemu jestem tak bardzo inna, nie chciałam tego naprawde, a i tak to jest, ze ni cofne już czasu, i musze Się z tym pogodzic, chce się duchowo uzdrowic, i zrobie to, zrobie ten krok na przód to najważniejsze teraz, bo bez przebaczenia sobie tego co było w przeszłośći nie dam rady ani teraz ani w przyszłości;-(Niestety, nie da się rzyć będąc szczęśliwym, z poczuciem zmarnowania sobie dzieciństwa i wieku w którym moja osobowość i ja kształtowałam się!!!! Mam świadomość i dobrze widze że poniszczyłam troszke ciało i dusze, okaleczyłam siebie i mnóstwo osób w Okół, ale to już minęło, te piekło które tak bardzo zatruło moje i moich najbliższych Zycie gdzieś się oddaliło i mam NADZIEJĘ że już nigdy nie wróci!!!! Niestety bardzo ciężkie jest Zycie w pojedynke, tzw, narkomanki- abstynentki, teraz w lustrze widze dziewczyne po przejsciach jasne że ludzie się strasznie niszczą, ale ja powiem tak, zniszczyłam, bardzo żałuje, czasu nie cofne, czas biegnie nieubłaganie do przodu, a ja razem z nim i nie chce już niczego zepsóć z taką moca jak zepsułam przeszłość, chce się cieszyć, realizować cele i marzenia, chce zyć w zgodzie z rodziną i z własnym soba;-) tak aby nie żałować tego co zrobiło się wczoraj ani dzisiaj.Mam nadzieję, że Swięta Bożego Narodzenia i Sylwester, będą dla was czymś pieknym i przyjemnym, na trzeźwo rzecz jasna;-) spędźcie je z rodzinami, z chłopakiem, lub dziewczyna, a może z koleżanka, kolega, nawet z psem;-) nie no żart… postarajcie się aby te Swięta, były dla was pretekstem do bycia z innymi, żebyście nie czuli się samotnie, niestety nie każdy narkoman ma możliwość zobaczenia się z rodziną, albo w ogóle ma kogoś bliskiego, ale zawsze można ruszyć głową i wprosić się na czyjąś wigilie, w kocu zawsze na stole jest dodatkowe nakrycie dla nieznanego kogoś? Możesz być nim właśnie ty, myśle że nikt ci nie odmówi;-)

Ostatnia aktualizacja: 2011-02-28 06:04:21
Komentarzy: 13 | skomentuj
listopad 2010 (2010-12-19)

Witam was serdecznie w listopadzie, miesiącu moich 20-stych urodzin;-)Niestety miesiąc ten nie był udany pewnie z powodu moich zawirowań, kłopotów ze zdrowiem i w ogóle… tak jak miałam wszystko w miare poukładane, tak mi się ostatnio zaczęło sypać… chodzi tu oczywiście o moją abstynencje i nie pisze tego po to żeby pokazać że nie można być trzeźwym, że to się nie uda, tylko po to żeby pokazać jak wygląda życie narkomana który naprawde się leczy, a mianowicie same wzloty i upadki, upadki i wzloty, fazy tzw. Miesiąca miodowego i fazy tzw. Muru, które dopadały mnie non stop. Kiedy po raz kolejny chcesz się podnieść po upadku który był dosyć bolesny zastanawiasz się czy tym razem znowu dasz rade? I wiecie co? To dziwne bo mówią ,,co cie nie zabije to cie wzmocni,, i jest w tym duzo prawdy, ale gdy człowiek co miesiąc powtarza te same próby, lawiruje miedzy rzeczywistością a swoim narkomańskim swiatem, to ciężko to opisać, ta iskierka wiary i nadziejii w to że się uda zaczyna wygasać i to się bardzo daje odczuć…] zastanawiasz się gdzie jest twoje miejsce na tej planecie? Zaczynasz dogłębnie wetrować wszystkie za i przeciw, zamykasz i otwierasz się, czujesz że mógłbyś więcej, a mimo to stoisz w miejscu, choć wiesz ze nie powinno cie tu być i wiesz gdzie powinieneś znaleźć się teraz… a mimo to nie ma cie tam, dlaczego? Kolejna blokada, już nie to samo, każdy upadek w dół gdy się podniesiesz jest boleśniejszy, i czyni cie silniejszym ale dopiero gdy uda cie się wyjśc na prostą z równi pochyłej… Ja, zostawiam sprawy które zaczęłam i ponawiam próby ich reailazacjii za miesiąc a ci wszyscy ludzie zastanawiają się, gdzie ja u diabła jestem?! Tak kurde u diabła, właśnie, nie ma mnie dosłownie mnie nie ma, nie ma suboksonu, nie ma terapii, domu, pracy, hobby, NIE MA JUSTYNY!!!!!! A gdzie jest? U diabła… a czemu? Bo spadła, bo za szybko na piedestał się wdrapała, i spadała, ale nie dlatego bo chciała, więc dlaczego? Bo podświadomość czujnośc jej skradła, figla spłatała, po raz setny, a ja pewna siebie, upadałam niestety, po raz kolejny… Ile to już trwa?! Obudź się Stokrotko! Mówie do ciebie tak słodko! Obudz się już czas! Poczekaj kochanie, nim rzeczywistość twa, mym czynem się stanie, Dajmy sobie czas… czemu? Idiotko! Znów przestaje być słodko i zaczyna się gra? To twoja choroba! Twoja chora głowa! Znów pierwszą role gra… a gdzie w tym wszystkim jestem ja? Spokojnie się pytam, czy tam gdzie ulica? Gdzie jest mój świat? I budze się znowu, jest zimno, czuje powiew chłodu, czemu znowu JA!!! Powtarzam, daj SOBIE czas, to nie jest takie łatwe, wdrapać się na tratwe jak się jej nie ma!!!! Później dryfować, samotnie kotłować, szukać swego JA. Mnie zbyt często brakuje słów tych zwyczajnych, by opisać to co przechodze ja, moi najbliżsi, więc pisze tak jak mi serce dyktuje, nie zastanawiając się dokładnie nad pisownia czy stylistyką, pisze bo chce zebyście zrozumieli, jak wygląda kawałek czyjegoś piekła, i nieba, bo i tak czasem bywa;-) Wiecie co? Nie chce mi się już tłumaczyć jak jest źle, bo to zbyt trudne, teraz najważniejsze jest to że się podniosłam i ide w strone słońca, ja wiem że tak jest i nie mysle o upadku, choć o tym niegdy się nie mysli, w tym wypadku, można nazwać to przypadkowym potknięciem, które na jakis czas unieruchamia, człowieka, i o rehabilitacji, która później trzeba przejść żeby móc wtopić się z powrotem w tłum, i realizować swoje cele i marzenia… wiecie tylko co? Powtarzałam mojej siostrze młodszej o prawie 3 lata, że żeby zrozumiała, co jest dla niej wartościoą, najpierw mósi coś stracić… to przykre, ale tylko doświadczenia, własne, pozwalaja docenić szarą rzeczywistośc i Cieszyc się nią naprawdę. Ja nawet jej zyczyłam, żeby w końcu coś takiego przezyła, coś co pozwoli jej zobaczyć jakiego ma farta, że jednak w tym szarym zyciu, może być zajebiśćie, i że najlepsze dopiero przed nią, i ja nie zyczyłam jej źle, ale stało się tak żę wylądowała w szpitalu, z bólem nogi, okazało się że ma dyskopatie, jest zawodowa pływaczką, teraz nie będzie mogła pływać i czeka ją rehabilitacja… na szcęśćie ta choroba nie zagraża jej życiu, ale na pewno, właśnie teraz gdy straciła możliwość pływania, doceni wartość jaką było jej hobby, sposób na Zycie, styl bycia… i tak to wyglada, u narkomanów ten proces jest o wiele bardziej złożony, bo tu chora jest przede wszystkim psychika, tu nie wystarczy 100 razy stracić tego co jest wartością by to docenić, bo jak się okazuje, mu sami sobie nie możemy ufać… taka walka co trwa całe Zycie, raz faza miesiąca miodowego, chęc przenoszenia gór, cudowne samopoczucie i w ogóle ah…. A za chwile mur, szara rzeczywistość, łzy, obłęd i bęc. I za każdym razem powtarzam sobie, dlaczego? Bo nie uczęszczałam na terapie?! Gówno prawda! Za przeproszeniem, u nas w Polsce to jest bardziej gówno niż terapia, i nie jest to tylko moje zdanie, ani chęć odtłumaczania czy focha, tylko niestety prawda, mówie to z własnego doświadczenia przede wszystkim, jeśli czyjesz się cudownie to pobiegaj do terapeuty, napij się kawki i polpotkój indywidualnie lub w grupie jak wolisz, tyle… Terapia moim zdaniem dla metadonowców czy suboksonowców, osób żyjących w ,,normalnym,, środowisku, powinna być bardzo intensywna, tak aby zmienic człowieka, ukierunkować jego osobowość, starać się naprawić spaczona psychike, pracować razem z nim jak najczęściej, pomagać mu w trudnych chwilach i pokazać jak umieć zauważyć u siebie pierwsze symptomy nawrotu, gdzie o tym mowa, w ośodkach, tylko ze my nie zyjemy w ośrodkach a w domach! Jest nas mnóstwo i też chcemy się leczyć, założe się żę tak właśnie jest, co, wypic meta don-subokson i do domu, a może piwko pod poradnia albo jakis szybki temacik kto co komu ogarnia?! To żałosne, lekarz psychiatra przyjmujący pacjentów z łaski i z wykałaczką w zębach, terapeuta który wysłucha cie jak ma dobry dzień, no i co ma być to będzie, ćpałeś? No to gratuluje, to nie nasza wina, potrzebujesz pomocy to poczekaj, mam czas o 15-nastej, kur…a ale o 15-nastej jest już za późno dla nas!!! A on kończy sobie prace z jeb…Ana satysfakcją że komuś pomógł!!!! Paranoja. Polska rzeczywistość potrafii zaboleć, ta pomoc której oczekujesz od tych od których ci się należy, możę nigdy nie nadejść, i nie zdziw się wcale, jak zostaniesz sam w tym gównie, ja nienawidze ludzi którzy swoja prace traktują jak prace społeczna, albo co gorsze, używają jej by pokazać kto tu ma władze!!! Co to kur…a za gra chora!!! np. jeden lekarz nie zgadza się z drugim bo do kur…a nie lubi!!! A pacjent na tym cierpii, jest jak plansza na której oni rozgrywają sobie swoja wojne, posrańce!!!! Taka jest prawda, ten swiat nie jest do dupy, to niektórzy ludzie są do dupy!!! I dlatego tak to wyglada, dasz władze nie kompetentnej osobie i już, może wydarzyc się tragedia, która odbije się właśnie na tobie.Bierz swój los w swoje ręce!!! I zycze ci przede wszystkim pogody ducha, i jak najdłuższej fazy mieśiąsca miodowego w życiu, i oby nigdy się nie skonczył!!! I nie daj soba pomiatać, bo jesteś chory na narkomanie, a u nas w Polsce brakuje specjalistów i ludzi z sercem, którzy chca podjac rekawice i potrafia schowac dume do kieszeni, ale do tego potrzeba również inteligencji i wyczucia, nie wystarczy skonczyć medycyne lub zostać terapeuta od uzależnień i mieć papierek, jesteś tak samo chory jak ci inni ludzie leżący w szpitalach, cierpiący na różńe schorzenia, masz takie same prawo bycia szanowanym i traktowanym jak człowiek masz prawo do wymagania od kogo kolwiek godnośći i szacunku do siebie!!!! A nie ty czujesz się gorszy i nie wychylasz nosa, bo cpałeś?!!! O nie, ja sobie już nie pozwole, znam swoje prawa i pieprze nie dam soba pomiatac nikomu!!!! Lecz się ale z głową, nie jesteś śmieciem, bo inni tak mówia, zastanów się kim czujesz że jesteś i po prostu nie bój się nim być na co dzień!!!!! Pozdrawiam, Dzasta.

Ostatnia aktualizacja: 2010-12-19 18:37:00
Komentarzy: 0 | skomentuj
październik 2010 (2010-11-12)

Witam was serdecznie w październiku, miesiącu zimnym i nie zbyt przyjemnym bo zaraz zima nas zastanie;-( ale cóż jak co roku, trzeba się ciepło ubrać i do roboty!!! Nie ma co się zrażać, śnieg na szczęście jeszcze nie spadł i oby był ale najlepiej w grudniu na Święta Bożego Narodzenia, wtedy jest super bo co to za święta bez śniegu?!U Mnie troszkę się zmieniło, jednak życie zupełnie na trzeźwo, bez żadnego koła bezpieczeństwa jest bardzo trudne, chodziłam na terapie, na grupę wsparcia dla ludzi z dłużej będących w abstynencji i robiłam multum rzeczy naprawdę było ok., ale czułam że narasta we mnie jakiś kryzys, że coś jest nie tak, mówiłam o tym na terapii, radziłam sobie jakoś, jednak gdy naprawdę było ze mną nie ciekawie, postanowiłam wejść z powrotem na subokson, za bardzo się bałam że popłynę, i jestem na 4mlg od dziś;-) czuje się dobrze choć pierwsze 2 dni były dziwne, ale jest już lepiej mam pozytywne nastawienie do życia i do świata bo wiem że z dnia na dzień będzie lepiej! Mam zabezpieczenie, czuje się pewniej, wiem że nawet jak bym chciała zaćpać to nic nie poczuje że jest mi to nie potrzebne że Zycie na trzeźwo jest warte tyle ile Zycie człowieka, czyli BEZCENNE!!! I wiem to bo straty jakie ponosiłam za każdym razem kiedy wpadałam w ciągi nie ważne czy trwały one 3 tyg. czy 3 miesiące, były tak okrutne że gdy budziłam się na trzeźwo nie mogłam wybaczyć sobie wielu błędów tak wielu rzeczy które znów spieprzyłam spraw, ludzi którzy mnie kochaja, tego że znów zawiodłam najbliższych i samą siebie, uświadamiałam sobie wtedy że jestem bardzo chora, że moja psychika siada, że musze się odbić, ratować, bo zgine!!!! Że znów to samo detoks, jakieś leczenie, to jest straszne!!!! Kiedy człowiek po raz setny przechodzi to samo piekło, kiedy uświadamia sobie że do końca życia będzie narkomanem, człowiekiem z chora głową, że musi się cały czas leczyć, mieć się na baczności obserwować swoje zachowania, a wystarczy jeden błąd, jeden głupi błąd, jakaś furtka, jakieś głupie odpuszczenie sobie postanowienia całkowitej trzeźwości i bach, wpadasz i płyniesz, koło się zamyka… Najważniejsza w tej chorobie jest świadomość tego że jest się chorym i że trzeba się leczyć, zaprzeczenie temu jest błędem który pokazuje tylko jak bardzo jest się narkomanem, człowiekiem chorym który jest zupełnie nieświadomy swojej choroby i tego że umiera, narkoman w ciagu jest jak samobójca któremu na szyji powoli zaciska się pętla, poddusza się na chwile łapie oddech i zaczyna od nowa, tylko jedna chwila daje ukojenie samookaleczenie, czemu?! Bo na chwilke zapomina o wszystkim tym co złe, co meczy, dlatego ciągle goni za narkotykiem aż popada w obłęd, sama doświadczyłam już ile człowiek na skręcie jest w stanie zrobić żeby zdobyć narkotyk, normalny, zdrowy człowiek który patrzy na to z boku, myśli że w takiej chwili poszedł by się leczyć, tak? Po co ma się męczyć, ale chory człowiek nie kieruje się zdrowym rozsądkiem, będąc w ciągu, jest jak w magicznym transie, to jest straszne…Wszystko to co tu pisze, piszę dla ludzi którzy wiedzą o co chodzi, po to aby przypomnieć im jak to wygląda, aby z boku mogli dostrzec jak mniej więcej działa ta choroba, pisze rzecz jasna z własnego doświadczenia, nie jestem lekarzem, ale sporo na ten temat niestety wiem, choć uważam że w moim przypadku to plus bo mam świadomość , tego jak to działa, szkoda tylko że nie da się z tego wyleczyć, a zaleczyć, ale najważniejsze że można z tym normalnie żyć!!! Trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia i koło bezpieczeństwa, powtarzam, subokson plus terapia regularna!!!! Naprawdę ludzie mi pomaga, pomogła, to jest lepsze niż Zycie w niepewnośći!!! A co nie jest tak?! Wielu z was na pewno wie o czym pisze, a ci co nie wiedzą niech spróbują zrozumieć że życie narkomana na trzeźwo, z kiepską terapią, jest jak bomba zegarowa, która na pewno wybuchnie!!! Pamiętam jak się zaczeła moja choroba widze jak trwam w niej, ale się lecze, żyje, choć łatwo nie jest to i tak uważam nie straciłam na szczęście najważniejszego, zdrowia, życia i najbliższych, bez miłości mojej mamy, pewnie było by bardzo ciężko, bo to ona zawsze wspiera mnie w trudnych chwilach i cierpi razem ze mną od początku, bardzo ją kocham i nie chce dodawać jej niepotrzebnych stresów, i zawsze wychodząc z ciągu bardzo żałuje że to właśnie bliscy tak cierpią, oni cierpią razem ze mną…Chce wynagrodzić ten ból, właśnie najbliższym, wiem że nie cofne czasu, wiem, ale wiele mnie to nauczyło, to co przezyłam, to że gdy upadałam udawało mi się wstać, to czyni człowieka silnym, ale nie wszechmocnym, nie można popadać w zachwyt twierdząc jak ja wczesniej będąc na suboksonie że ja już sobie tak świetnie radze że tylko subokson mi wystarcz, nie terapia, później już subokson był mi nie potrzebny, to był błąd!!! To był początek kryzysu, teraz już wiem…Wszystko powoli, nie od nowa na szcęśćie nie od początku, bo to zbyt trudne, i nie chce tak myśleć, nie chce snuć cudownych planów na przyszłość chce powoli realizować to co mam do zrobienia, nie chce już wszystkim na około udowadniać, że ja to jestem taka silna że sobie tak świetnie radze, aż głupio zaprzeczyć, przyznać się do chwili słabośći jak wszyscy w koło przyklaskują, nikt nie chce wierzyć że coś może pójść nie tak, gdy jest tak dobrze, aż za dobrze… mam tylko jedno życie nie chce spędzić go w męczarniach, nie chce się ukrywać, nie chce całymi dniami zarabiać pieniędzy tylko po to żeby zrobić sobie zastrzyk, tak mówie szczerze bo uważam że ten blog nie miał by sensu, i że to nie ja musiała bym go pisać, gdybym miała tu kłamać albo po prostu pisać pod kogoś dyktando. Nie wiem ile osób czyta tego bloga, ale mam nadzieje że komuś te słowa pomogą uświadomić kilka spraw, znaleźć odpowiedz na pare pytań, dodadzą otuchy albo wiary w to że może się udać….Ja jestem na suboksonie, ale można też życ na metatonie nie dla każdego subokson jest optymalnym rozwiązaniem, ale zawsze substytucja jest lepsza od grzania, bo pozwala spojrzeć na zwykły świat z boku, pobyć troche w szarej, ale zdrowszej rzeczywistośći, nabrać dystansu, do siebie, i do swojej choroby, nauczyć się normalnie funkcjonować, z kołem bezpieczeństwa, to bardzo ważne, warto żyć.Chciałabym już zawsze móc być trzeźwa, ale wiem że nie mogę tego obiecać choć jest mi z tym bardzo żle, bo to ja walcze z samą sobą, o ta normalną dziewczyne, która chce zyć, i być kochana na trzeźwo.Niedługo skończe 20-śćia lat;-) młoda jestem co? No w szoku jestem czasem, a najgorsze jest to że nie wiem co mnie czeka, mogę tylko walczyć, tylko i aż, ale boje się bo nie chce umierać, a widziałam już jak wygląda z boku życie narkomana, nie chciałabym jednak zobaczyć jak wygląda ono kiedy ja jestem nagrzana, pamiętam dużo, ale ja nie pozwole umrzeć sobie!!! Musi mi się udać, nikt nie wie kiedy umrze, ja nie myśle o tym ale w mojej sytuacji, niestety ten wątek przewija się bardzo często, ja nie zdawałam sobie sprawy że mogę umrzeć, dopóki nie przeżyłam kilku zapaści, 2 z nich były bardzo poważne, ale jestem, żyje, nie mam HIV, i hcv, mam nadzieje choć powtórze jeszcze badania na hcv bo niestety, tak to już jest, że człowiek powinien uczyć się na błędach, narkomanowi niestety marnie to wychodzi. Dobra trzymajcie się cieplutko;-) pozdrawiam, dzasta…

Ostatnia aktualizacja: 2010-11-12 11:39:11
Komentarzy: 0 | skomentuj
wrzesień 2010 (2010-09-28)

Hej wszystkim;-) mamy koniec wrzesnia i pogoda za oknem już troszke mniej ciekawa;-( ale nie jest jeszcze tak źle!!! Śniegu nie widać;-) na razie… martwi mnie bardziej fakt że nie mam butów na zime no i może jakaś fajna kurteczka by się przydała, ale z kasa krucho, choć ostatnio się polepszyło, bo dostałam rente socjalna, ta która sobie załatwiałam w w akacje, takie odszkodowanie za ćpanie przed 18-stka;-) szczerze wam tu napisze że ta renta jak najbardziej mi się należała, i mówie to z czystym sumieniem;-)No ale u mnie osatnio pogon za rutyna i kilka nowych spraw… prawko się ciagnie i ciagnie ale już się zarzekam ze do konca wrzesnia ma byc teoria zdana i praktyka się zacznie juy od pazdziernika… Chodye na grupe wsparcia Ray w tyg. Mowie o sobie i nawet mi to pomaga rokadowa emocje we mnie, ale to ya Malo i ostatnio mialam krysys dosc dugo nie jedzialm na terapie do mojego dobrego terapeuty i wczoraj juy mosialam pojechac, i cos zmienic, czulam ze jest zle.Nareszcie pogadalam i juz wiem ze musze byc bardziej konkretna w tym co robie a mniej bujac w oblokach… wiec mam sobie najwazniejsze sprawy spisac na kartce i wykonac, a reszte potraktowac jako pryzjemnosc po obowiazkach, teraz najwazniejsze SA dla mnie obowiazki!!! Mam Jeszcze znalezc prace na Pol etatu gdzies mam nadzieje ze to tez wypali ale tym się zajme w pazdzierniku…Dobrze ze pojechałam do terapeuty bo wiem ze narkomania by mnie zjadla w koncu, juz czulam ze to wszystko podchodzi mi do gardla…Jestem 3 miesiąc bez substytutow i ta Nasza polska rzeczywistosc daje się we znaki, nie to zeby bylo mi strasznie zle ale czasem trzeba umiec zachowac dystans do siebie, i do swiata, czasem trzeba umiec powiedziec sobie,,, otrzasnij się z tej rutyny!!!! Jestes tak kreatywna, masy tyle mozliwosci!!! Na co ty jeszcze cykasy babciu!!!! Tak teraz wlasnie jest ten czas, jest troszke trudniej ale ja tak wole bo wiem ze tylko tak nauce się walczyc o swoje zycie, wtedy gdy będę probowac walczyc z chora glowa a nie wchodzic w glupie gadki i akcje jakies dziwne… bo ja mam do tego straszna słabość do klimatu imprez i klimatu podworka, chcąc nie chcąc jestem troszke taka to chyba tez kwestia wychowania i osobowości, a ja od dziecka szlam zawsze gdzies tam w takim klimacie to zostaje chyba w czlowieku, ksytaltuje go na cale Zycie, co nie znaczy ze ma byc cpunem jak nim byl… i o to mi wlasnie chodzi zeby to zmienic najbardziej….Podobno my, narkomani, mamy tak ze chce nam się cpac jak nie jestesmy do konca zadowoleni y siebie, lub y tego co nam w zyciu nie wyszlo, ja na szczescie jestem dosyc mloda, mozna by powiedziec ze gnojek jeszcze ale juz niestety jak gnojek zachowywac się nie wypada…To my ludzie narzucamy sobie tempo jakim mamy isc przez Zycie i to my tworzymy swój wlasny obraz rzeczywistosci, przekladamy to na ludzi ktorzch mijamy codzien na ulicach i na tych ktorych SA nam bliscy, probujemy się dopasowac do spoleczenstwa albo bardzo od niego odbiegamy ale caly czas jestesmy, zyjemy w tym swiecie, czy się nam to podoba czy nie… dni leca szybko i stwierdzilam ze bardzo chce robic cos co daje mi wytchnienie, co jest moja passja, wyszlo jedno taniec, hip hop…Udalo mi się zapisac na zajecia, choc wczesniej tez tanczylam ale gdzie indziej to teraz te zajecia SA bardziej profesjonalne bo nastawione tylko na hip hop i kulture z nim zwiazana i odbywaja się 2 razy w tyg, wiec super. Ludzie bardzo fajni, klimat tez, a dla mnie to swietna odskocznia, tam nabieram sily i pozytywow, ciesze się ze mam te zajecia.Chcem bardzo dobrze opanowac angielski, i ta matme tak zebym mogla spokojnie zdac mature za rok w maju, mesle ze dobrze ze y tego anglika nie wydalam bo się nauce przynajmniej, a matma tez rozwija myslenie wiec na pewno mi nie zaszkodzi…Tyle co wiem to to ze jestem hedonistka i ze jak sobie za duzo Pozwole to w ten hedonizm wpieprzam się całkowicie, dobrze ze mam pozytywne nastawienie do swiata, ale ja musye mieć w sobie wiecej dyscypliny, bo marnuje swój czas, robie troszke rzeczy ale teraz Bedzie bardziej konkretnie, mosi się udac…Postanowilam tez isc do znajomej psychiatry tak pogadac uwazam ze dobrze mi to zrobi, no sama to ja nie jestem taka madra zeby radzic sobie ze wszystkim, przezylam troche ale to nie jest niewiadomo ile, i ja nie chce myslec ze wszystko juz wiem bo wiem ze oszukalabym sama siebie… Czlowiek nigdy niepowinien byc zbyt pewny siebie, ale powinien w siebie Wierzyc!!! Ja wiem ze mam zmienne nastroje ale wiem tez jakie mam marzenia plany, co chce osiągnąć i co powinnam zmienic a teraz jeszcze trzeba to wcielic w Zycie i Bedzie ok., trzeba robic to na co ma się wplyw a to na co się nie ma to juz inna sprawa, nie chce Bladnic nie chce marnowac czasu, zmarnowac zycia, kiedy ma się najlepsze lata, a moze one SA zawsze tylko ludzie tak to klasyfikuja, tlumacza sobie wszystko po swojemu, wola czekac az Zycie samo cos pryzniesie, az Bedzie lepiej a w rezultacie jest gorzej… czlowiek mysli ze zna siebie, ze wie co go moze spotakac zlego ze jemu nie przytrafi się tragedia jak przytrafila się sasiadce albo ze jego dziecko nie Bedzie takie jak te zle dzieci które pija cpaja nie ucza się i SA zle, bo on zna swoje dziecko, to dobre dziecko, moze i dobre ale czy to ze ktos ma dobre serce i jest mily oznacza ze nie ma problemow!!! Nie, przeciez kazdy je ma mniejsze lub wieksze, pozorna harmonia, to zludzenie , wieksza wiekszosc z nas, kazdy cos robi a i tak wszyscy narzekaja… ze moglo by byc lepiej ze za duzo problemow za za cienko… jaka jest recepta na ta krzywde która dotyka każdego nas niezaleznie od wieku, koloru skory czy wychowania…Ludzie mowia, jak daja to Bierz… tak, maja racje ale najpierw trzeba się zastanowic na ile opaca się to co ktos nam chce nam dac, jak to zaowocuje, czy to na pewno jest dobre… bezinteresownosc innych prawie zawsze podszyta jest korzyscia dla nich, bo tak juz jest wielu z nas woli zalatwiac swoje sprawy sprytnie, prac swoje brudy w ,,czyjejs pralce,, a to ze jest to nie fair w stosunku do tej osoby to juz nie wazne, wazne jest jednak by czlowiek umial spojrzec na siebie w lustro gdy wstaje rano i gdy Kladzie się spac… by umial spojrzec w oczy najblizszym, pryzjaciolom, i przechodnia w oczy, nie ukrywajac i nie grajac kogos kim zupelnie nie jest… Pamietam dobrze swoje dziecinstwo, fajne nawet bylo, naprawde, ale moze ta beztroska spowodowala ze tak dobrze bylo mi isc w nieznane, w to co niebezpieczne, nie czujac tego… jednak to osobowość popycha naprzod, ludzie podobni charakterami. Przewaznie, pryzciagaja się, nie znajac się wczesniej, jak zrobic zeby nie pryzciagac ludzi którzy nie cpali, albio pili, Niewiem, bo zawsze ich przyciagam nieważne gdzie jestem…Ale mozna wybierac, nie trzeba się zgadzac na wszystko, i odrazu wchodzic na gleboka wode… tak to jest bardzo wayne, tak się toczy dalsze Zycie, ono się bierze z naszych wyborow, my pozniej zyjemy z tymi ludzmi ktorych wybralismy, zyjemy z ich problemami, i radościami, to mz nakladasz sobie na plecy bagaz i wkladasz do tego plecaka te wszystkie deczyje… Trzeba umiec wybierac, trzeba umiec czy tak zeby poukładać to co najwazniejsze i nie stracic tego z oczu, ale tego trzeba chcieć!!!!Pozdrawiam, dzasta.

Ostatnia aktualizacja: 2010-09-28 21:01:55
Komentarzy: 0 | skomentuj
sierpień 2010 (2010-09-05)

Hej wszystkim! w ostatnim miesiącu wakacji;-( wyjechałam w sierpniu jeszcze raz nad morze i bardzo się z tego ciesze bo było super, nasze polskie morze jest piekne bez względu na pogode;-) Tym razem pojechałam ze znajomymi i było ekstra;-) chodziliśmy na plaże w dzien aw wieczorami na imprezy ale ja nie przesadzałam bo wiem że zle to się konczy nie konczy nie koniecznie od razu ale zazwyczaj po paru miesiącach;-( taki kryzys we mnie wtedy rosnie i to tak się wszystko zbiera i nagle wybucha, ja to już nam wiec wole uważać. Kurcze jak ja bym chciała tak wstawać rano i swieze powietrze, domek w lesie obok morze i piasek pieknie i tak spokojnie można nic nie robić i tak jest dobrze, nie jak w warszawie nuda lipa i Nie winem co jeszcze syf!!!! Ale ja mam nadzieje ze niedługo albo za jakis czas na stałe się z tad wyniose i będzie wtedy zupełnie inaczej bo dom to bardzo wazne miejsce, dla mnie przynajmniej;-) Czasem mysle ze mogłabym mieć w zyciu wszystko czego pragne i wkurza mnie fakt ze zaczełam ćpać bo zryłam sobie troche głowe i ja to widze, mysle zresztą że nie tylko ja;-) nie to żebym była jakaś ostro walnieta ale ja już swoje wiem. Jednak mysle ze Nie winem czy chciałabym teraz zamienić to jaka jestem? Może doświadczenia nauczyły mnie inaczej patrzec na ten świat, a może ja byłam taka zawsze ale miałam potencjał żeby taka być i i tak bym była;-) Nie wiem ale się domyślam, żę pół ma pól;-) czasem myśle że naprawde mogłabym być zajebista laską i pracować jako modelka jeżdżąc po całym swiecie, zreszta teraz tez mam taką możliwość ale to Duzy krok na przód i na to trzeba być zdecydowanym w 100 %, mysle że bardzo wierze w przeznaczenie i w to ze wszystko to co się dzieje jest w określonym celu! Niektórzy wierzą w przypadki inni z każdy jest kowlaem swojego losu a ja tak inaczej, ale wierze przede wszystkim w Siebie iw Boga, bo wiem że to jest najwa mniejsze i ze to własnie dodaje mi siły;-) i wiecie co jeszcze tak o tym trzeba pamiętać, nie każdy jak tak szczery na jakiego się promuje, wszyscy to wiemy i wszyscy o tym zpominamy, tak to już jest człowiek zna swoje błedy, stara się wyciagać wnioski ale i tak daje się oszukac, wkurzające ale prawdziwe niestety;-( dlatego nie należy zapominac o tym z kąd się jest i kim się jest, bo to daje nam możliwość zdobywania doświadczen które pózniej pomagają w sytuacjach które są bardzo podobne do tych z przeszłości, znając siebie jest łatwiej je wychwycić i dzieki temu uchronić się przed niebezpieczeństwem.Człowiek mósi mieć odskocznie, hobby, chwile wytchnienia, czasem każdy z nas potrzebuje się przytulić, usiąść na chwile, zastanowic się nad własnym życiem, to niebezpieczna sprawa, można się ostro zdołować;-) ale jeszcze gorzej jest gdy udajemy ze Nie ma problemów i staramy się je zagłuszac i tak czujemy ze z dnia na dzień jest zle, chwile radosne przeplataja się z dołem i rutyna, dzien noc i od początku, dla normalnego w sensie nie puna człowieka to jest trudne bo w koncu dobija i trzeba się do tego przyzdnać a dla narkomana to normalka, codzienność i walka o to by ten dół nie przylgnął się na masakryczne dno które znaja naszcescie tylko ci co maja na Maksa przesrane….Ciesze się na swoje Zycie, na przyszłośc, bo wiem że chodz by było przesrane to ja i tak wstane, i nie mówie tu o Herze bo tego już bym nie chciała testować na sobie, w sensie czy wstane… Ej ludzie, jest tak mało nas tych którzy umieją zrozumieć druga osobe, czy to już tak jest ze jikażdy z wiekiem patrzac na problemy innych chodz by były straszne rozumie ale nie zalezy mu by pomóc tak jak by chciał żeby pomogli jemu, tylko ze za małolata nie mogłam zrozumieć jak to jest komuś nie współczuć, nie pomóc kurde wielu rzeczy nie rozumiałam, teraz rozumiem to doświadczenia powoduja ze człowiek staje się obojętny choc chciałby pomóc… albo czuje że mósi uciekać, bo nie chce się nawet mieszac w problemy tej osoby. Przyjaźn to fajna sprawa ale czy można powiedzieć że tylko przyjaźn się liczy? Przecież gdy zawodzi przyjaciel, przyjaciółka to trzeba zyc dalej tak? Zawsze znajda się nowi znajomi, rózni ludzie którzy otaczają nas codziennie, przeciez zyjemy w społeczeństwie, nie powiedziłabym, że super życzliwym ale bez przesady można znaleźć fajnych ludzi, tylko jedno pytanie czy warto? Czy nie okaże się ze większość z nich to po prostu zwykli egoiści, okropni charakterm, nie liczący się z nikim ani z niczym, na początku znajomośći zakładający maske odpowiednia do typu twojego charakteru i zaczynaja grac a gdy koncza, bardzo szybko okazuje się ze znów dałaś się nabrac;-( ale tak to już jest człowiek godzi się w koncu z tym że idzie przez Zycie metoda prób i błędów ale nie zawsze umie się na nich uczyć, i że pewnie jeszcze nie raz poełni te same albo bardzo podobne, ale będzie żył dalej , tylko najodważniejsi umieja nagle odejść…Gdy wstaje rano, ciesze się ze jestem, wiem co robie źle pewnie ze chciałabym to zmienić ale nie zmieniam, Czemu? Czemu wiem że się wyniszczam, np. pale papierosy i czuje się po nich gorzej, ale lubie palić wiec mimo wszystko pale… to głupie i naiwne, ale takie jest to Zycie, człowiek robi to czego nie chce, cierpi a w tym wszystkim czasem uda mu się znaleźć chwile wytchnienia, mam rodzine ale tak jak bym jej nie miała, bo mijamy się w domu, mało gadamy to tez moja wina bo to wypływa odemnie, ja nie umiem podejść wole czekać aż zrobi to moja mama np.. a jak już to robi to często nie chce mi się z nia gadać;-( albo szybko się denerwuje, sorry może mam zryta bańke choc tez uwazam że bez przesady, naprawde, ale moja rodzina nie jest łatwa, powiedziłabym że każdy z nas jest bardzo skomplikowany i to dlatego, podobieństwa i mnóstwo rózńic które mamy powoduja nerwowe sytuacje, których mam dość. Nie jestem jednak w tym wszystkim taka swieta ale mysle ze często to nie ja zawiniłam i mam po prostu dość.Teraz wrezsien się zacznie i ja na studia i do pracy;-) spoko, jeszcze inne sprawy mnie Czekaja, nie to żebym się nie cieszyła ale sporo tego jest;-) czasem ciężko mi się zmobilizować żeby ogarnąć to czy tamto ale ogarniam, bo nie wyobrazam sobie żeby było inaczej, gorzej i nie chciałabym żeby ktoś zdał za mnie prawko, skonczył studia a nawet pracował! Co nie znaczy z nie mogłabym być bardzo bogata;-))) obecnie nie narzekam na stan finansowy jednak mam nadzieje że w niedalekiej przyszłośći zwiększy się on maksymalnie i chociaż o to nie będę się mówiła już martwić;-) a co z reszta? Reszta sobie idzie jakoś, spokojnie albo troche szybciej w zależności od narzuconego sobie tempa, ja staram się gdzieś pośrodku, i nawet jakoś mi to wychodzi;-) Kurcze, dobije mnie na że na to prawko jest cholernie duzo pytan! Matko i córko, ja nie wierze że się nie pomule ich jest tak duzo, jejku jak ja bym, chciała mnie c te prawko, zrobie je mam nadzieje że do konca tego roku;-) chce już mieć samochód a jak nie będzie prawka to nie będzie samochodu;-( wszystko powoli a ja wiem już jak to będzie wyglądało jeśli zostawie sprawe swojemu biegowi, taa załatwie je ale Kiedy? Dlatego zabieram się do roboty!!! Zreszta długo nie usiedze w jednym miejscu;-) Pare rzeczy odbija mi się czkawka i Niewiem czy dac sobie spokój czy walczyc albo podejść do tego z dystansem?! Oj będę musiała poważnie podejść do wielu spraw a jedna już zamknęłam tak na powaznie to narkotyki, łatwo nie było ale teraz jest już lepiej, i wierze ze będzie coraz lepiej, trzymajcie za mnie kciuki, ja trzymam za was;-) dzastinka.

Ostatnia aktualizacja: 2010-09-05 19:26:12
Komentarzy: 0 | skomentuj
lipiec 2010 (2010-08-23)

Witam was serdecznie w wakacje, a tak naprawdę to w drugiej połowie wakacji w lipcu;-) ostatnio sporo się u mnie działo i chętnie się tym z wami podzielę, więc nie miałam specjalnych planów na wakacje, nie planowałam wyjazdu z przyjaciółmi bo szczerze mam ich nie za wiele, to co planowałam to zejście z suboksonu;-) myślę ze każdy człowiek który kocha Zycie nawet będą c osoba uzależniona a może nawet tym bardziej, chce te Zycie przeżyć na trzeźwo, móc doświadczyć tego wszystkiego co jest tzw. ,,normalnością,, czyli np. żyć jak najdłużej będąc zdrowym i świadomym tego co dzieje się wokół, Cieszyc się z błahych spraw, mieć osobę która kocha szczerze i która odwzajemnia to uczucie założyć rodzinę i mieć zdrowe dzieci, spełnić się zawodowo, mieć hobby, i być dobrym rodzicem dla swoich dzieci, kochającym nie naćpanym;-( Ta pieprzona choroba która dała mi tak wiele przemyśleń, strat, ludzi mających tak samo jak ja, dała mi tez świadomość tego co robie, do tego stopnia z zrozumiałam czemu ćpam?! Czego mi brakuje, zrozumiałam to w dosyć specyficznej sytuacji, ale to już nie jest ważne, zrozumiałam że ja cały czas szukam miłości, której tak strasznie mi brakuje, i będąc dzieckiem niby ja miałam ale tak naprawdę to nie dokona, człowiek się zapędza, ćpa jak oszalały, nie patrzy na nic, na NIC!!! A gdy przestaje i w końcu dochodzi do siebie zaczyna rozumieć co się znowu stało i chce o tym zapomnieć, i ja tak mam, wiem ze jestem chora i wiem ze upadam, wiem że się podnoszę i może być cudownie ale Nie wiem kiedy znów upadnę, mając widomość tego nie przeraz mnie to, wręcz przeciwnie wolne wiedzieć jak działa ten mechanizm, nie mam marzenia w stylu dostać zapaści na klatce i zostać wywieziona przez lekarza do kostnicy, nie narkomani o tym nie marzą oni maja marzenia, pragnienia i chęć tylko nie maja silnej woli bo zatruwa ja chora głowa, narkomania to coś bardzo skomplikowanego i do końca nie wyjaśnionego, nie ma recepty na narkomanie, narkoman musi walczyć do końca jeśli chce być trzeźwy podobnie jak alkoholik, tylko ze więcej jest małych ćpunów niż małych alkoholiku, rozumiem faceta w wieku 40 lat alkoholika ma przejebane ale on jest dorosły, jak ma wyglądać psychika 13 letniego dziecka które w wieku 20 lat zaczyna naprawdę rozumieć czym jest jego choroba, niestety głowę ma już chora do końca życia. Strasznie mnie to wnerwia, gdyby ktoś chciał tym dzieciom uświadomić ze w ich wieku najważniejszy jest rozwój, gdyby większość cwaniaków kozaków przestała reklamować jako cudowny i zajebisty środek na wszystko do wyboru do koloru- narkotyk, to nie był by on tak powszechnie wychwalany i akceptowany, bo okazał by się strasznym gównem a 20 -stolatkowie mieli by lepszy start, prawidłowy choć pod tym jednym względem, ale nie Zycie to Zycie i sobie radź no więc jestem i jakoś sobie radze choć nie ukrywam z ej set mi ciężko i nie będę się starała się nawet tego wytłumaczyć bo to jest nie realne, ten kto miał podobnie wie ocb.Powiem wam tak, udało mi się zejść z suboksonu, ale było to zajebiście trudne, najtrudniejsze było nie gdy minęły 2 tyg. Lecz jak minął prawie miesiąc, zaczęłam w miarę normalnie się czuć trzeźwo myśleć ki to mnie przeraziło, czułam w sobie nieprzerwany strach przeplatający się ze spokojem, paranoja, nagle poczułam ze chce mi się grzać, i wtedy poczułam że jak zaraz ktoś mi nie pomoże to porostu pójdę ćpać i wymyśliłam wyjazd z mama i z soiostra na 3 tyg. Nad morze, miałam farta bo mieliśmy jechać za 2 dni, zacisnęłam żeby, spakowałam się, nie chciałam z nikim rozmawiać, sorry ale wiedziałam ze żaden terapeuta ani lekarz mi teraz nie pomoże, i wiecie co pierwszy tydzień na wakacjach chodziłam na psychicznym głodzie, nie spałam, nie jadłam, chodziłam i na wszystkich jechałam, a w środku czułam się jak szmata, tak! Właśnie tak czuje się człowiek który zaczął ćpać jako dziecko a skończył jako młodzież, heroina nikomu nie daje szans to jest masakra. Natomiast kolejne 2 tyg. nie były piękne, nie mam rodziny jak z bajki ale przekonałam się uspokoiłam i po prostu zaczęłam odpoczywać, i nie chciałam z tam tąd wyjeżdżać gdy już trzeba było;-) tam naprawdę było bardzo fajnie i tak spokojnie, ale jadąc do warszawy tez byłam spokojna o swoje Zycie, bo czułam ze jest dobrze i że mam plany i marzenia i ze ta je spełnię;-) robie prawko bo chce i je skończę, poprawiam matmę za rok na maturze i wiem ze ja zdam, poznałam bardzo fajnego chłopaka i mam nadzieje ze będzie bardzo fajnie ale tego Nie wiem a i najważniejsze jestem trzeźwa bo chce, bardzo i będę walczyć;-) Do tej pory udało mi się już bardzo wiele osiągnąć, nie patrzę na te osiągnięcia z perspektywy prób i beznadziejnych błędów nie czuje się całkowicie odpowiedzialna i winna temu że jestem chora, ale tez staram się nie obwiniać o to innych, bo to boli a i tez wiem że to nic nie da.Moje Zycie jest dość skomplikowane, teraz ciałem jestem w warszawie a sercem w NY;-) tak to już jest jak poznaje się kogoś kto wdaje ci się właśnie tym kogo szukałeś to jest właśnie ok. ja chce iść w tą stronę trochę na ślepo ale dziwnie ufając że będzie dobrze, trochę siebie nie poznaje, ale daje sobie czas, i wierze że będzie tak jak myślę;-)Martwi mnie trochę to moje Zycie, taka sinusoida, decyzje podejmowane pod wpływem impulsu, kurcze ja zawsze taka byłam i chyba taka już zmotane, i pewnie jeszcze nie raz zgubi mnie to, ale i korzyści tez z tego będą, bo ten impuls to zdrowe szaleństwo, spontaniczność, modle się tylko, aby ta słodka fata morgana nie przesłoniła mi całkiem rozsądku. Z wiekiem czasu, z bagażem doświadczeń, nabytych wrażeń, myśli i z rozpaczeń, szukam złotego środka co zrównoważy błędy, wpadam wtedy w nerwy i myślę bez przerwy, czy ja dobrze robie, czy nie jestem zbyt naiwna? Potem znów zostanę sama czując się winna, ale jak mam poznać smak prawdziwego życia, nie próbując tego co dobre, idąc już utartym szlakiem, kogo to ciekawi, kogo to bawi, ja chce żyć z wariatem;-) ale takim pozytywnym, czułym i wrażliwym, takim który zrozumie wyrządzone mi krzywdy, takim który dla mnie poświęcił swoje życie, zalał miłością, ciepłem po prostu kochał skrycie z wzajemnością, wiem że na tym świecie ludzie lubią grac, jestem bardzo nieufna wystarczy jedna łza, ja już nie chce się bać, chce cieszyć się życiem, tak po prostu czuć jak nasze serca bija tym samym rytmem, wiem znamy się krótko ale sam powiedziałeś, że jestem wyjątkowa, tak też siebie nazwałeś, sytuacji nadałeś wyjątkowy charakter, poczułam się łatwa, uśmiechnąłeś się ładnie; tym samym uśmiechem co ja się uśmiecham, poczułam ze zabiera mnie niebezpiecznie rwąca rzeka, ale było mi dobrze, myślisz ze tak miało być, teraz myślę ze to prawda, tylko co będzie dalej, byłabym wróżką jak bym zgadła;-)Właśnie teraz wole pisać wierszem, od dziecka to lubiłam, w ten sposób wyrażam swoje emocje i lubię ten sposób, teraz wiecie co mi w duszy gra;-[) Mówią na mnie wariatka, szalona, zgadzam się w 100 % serio jestem walnięta ale na całe szczęście bardziej pozytywnie zakręcona choć czasem mi odbija Az za bardzo, na szczęście nadrabiam uśmiechem;_) Chciałabym bardzo już nigdy nie martwić się o przyszłość związana z braniem, zamknąć ten temat na amen, ale wiem ze to wróci, więc po prostu będę walczyć, bo ja kocham życie, i chce jeszcze wiele osiągnąć i żyć 100 lat i jeden dzień dłużej;-) trzymajcie się ciepło, tyle u mnie na lipiec, dżastina.

Ostatnia aktualizacja: 2010-08-23 19:17:10
Komentarzy: 0 | skomentuj
czerwiec 2010 (2010-07-19)

Witam was serdecznie w czerwcu;-))) Pierwszą rzeczą o której chciałabym napisać to wyniki mojej matury, jestem szczera osoba więc matmy nie zdałam;-( ale to nie jest wielki problem, choć rzecz jasna, wolałabym zdać;-) no ale zobaczymy mam poprawkę w sierpniu i będzie ok. Natomiast tak czy siak uważam ze matura mogła wypaść lepiej choć inni twierdza że i tak nie jest źle, no niestety, pocieszający jest fakt iż za rok mogę poprawiać zdane przedmioty na lepsza ilość punktów i dzięki temu dostać Się na wymarzony kierunek, a nie aby zdać i iść do pierwszej lepszej prywatnej szkoły gdzie musisz bulić mnóstwo kasy za to że się uczysz i jeszcze ciężko pracujesz bo rzadko jest tak ze pieniądze spadają z nieba;-) tak naprawdę to obrałam sobie kierunek turystyka i rekreacja, ale myślę że z wynikami mojej matury to i tak pewnie dostałabym się tylko na prywatne, tak to już jest, ja miałam dosyć ciężki rok i udało mi się sporo osiągnąć więc nie narzekam, wiem że przede mną jeszcze mnóstwo szans i możliwości a ja się cieszę;-) może się okaże że przez ten rok moje życie całkowicie się zmieni i za rok będę miała nowe pomysły na studia? Ja jestem optymistką i wierze w swoje możliwości ale mam sporo samokrytyki w sobie i umiem przełknąć gorycz porażki i iść dalej, gdzieś tam nauczyłam się tego choć łatwo mi to nie przyszło to teraz jest to naturalnym nawykiem, upadam po użalam się nad sobą ale wstaje i idę dalej ze zdwojona siłą, jestem uparta więc jak obiorę cel to trudno mnie zatrzymać;-) Teraz jest czas rozmyślań ale i działania, nie chce zacumować w porcie na cały rok bo to by była dla mnie porażka, mam troszkę planów i nadziei i to całkiem nieźle prosperujących na przyszłość więc kto wie..? Ja na przykład wierzę w przeznaczenie, w karmę, w Boga i w siebie;-) Nie jestem żadnym jasnowidzem ani wróżką ale mam się na baczności z rzeczywistością nie ma żartów, nie kumatych wciąga ta rzeczywistość a oni nie wiedzą nawet kiedy ich wciągnęło…  nie mówią tutaj o narkomanach bo to akurat spory chorobowy problem o wielkiej skali światowej ale o zwyczajnych ludziach pisze, którzy przytłoczeni monotonią codziennych obowiązków, tzw. Rutyną, wypalają się coraz szybciej, dobijani kolejnymi problemami tracą sens życia, obraz rzeczywistości zaburza się do tego stopnia że wpadają w depresje z której wyjść nie potrafią. Ludzie nauczeni że życie jest czymś bardzo cennym, pomimo przeciwności losu wstają i idą dalej, choć większość nie ma na to wcale ochoty ani siły, oni nie chcą umierać!!! Oni oczekują siły, pomocy, wsparcia, jakiejś nowości odmienności od codziennej rutyny w której tkwią bez celu, ale tej pomocy nie znajdują i to jest takie przytłaczające… Dlatego albo wybijesz się z tego zatracenia codzienności i uda ci się odnieść sukces, poczujesz ze życie ma sens, że ty jesteś wartością a siła przyjdzie naturalnie. Praca na rzecz własnego sukcesu często  bywa bardzo żmudna i monotonna ale robiąc codziennie te same czynności które nie przynoszą żadnych korzyści lecz deficyt, sam wiesz nie osiągniesz nic. Nasz świat zatrzymał się w dziwny sposób, mianowicie ludzie którzy sławni i mają pieniądze potrafią zagospodarować swój czas bo zawsze gdy czegoś potrzebują po prostu to dostają (materializm) natomiast ludzie szaraczki żyją sobie odizolowani w swoim uporządkowany monotonicznym światku i co najlepsze, nie maja nawet pojęcia o systemach działań tych drugich, znają tylko powierzchnie, tę która widać w TV (oni oglądają ja w wolnym czasie) bądź w kolorowych  gazetach które maja być niby kluczem do sławnego życia gwiazd.  Tak się składa ze miałam niejednokrotnie okazje pożyć w tym światku tylko dla wybranych i poprzyglądać się zachowaniom przez nich kreowanym, człowiek gdy ma pieniądze, niestety bądź stety zyskuje uznanie szaraczków, to głupie ale prawdziwe, a przecież większość gwiazdek tez była kiedyś biedna i nie rozumiem tej euforii na widok bogatej gwiazdki, (nie mówię o wielkich gwiazdach światowego kina, które zasłużyły sobie na szacunek, gaże i uznanie publiczności ogromnymi osiągnięciami) tylko o podszywających się pod gwizdy cwaniakami. Ludzie to ta telewizja tak ogłupia, teraz każdy kto ma więcej kasy albo kilka razy pokazał się w TV Lub gazetce, staje się sławny?! Co to za mania, przez taką głupotę nie dostrzega się ludzi inteligentnych, utalentowanych i ambitnych, którzy poprzez brak finansów marnują się gdzieś w czterech ścianach żyjąc w ciągłej stagnacji, wypalając się fizycznie i duchowo!!! Niby znani niby uznani,  śmiać mi się chce z tych co na większych ventach bądź bankietach podszywają się pod znanych producentów filmowych bądź ważnych osobistości po czym okazuje się że na spotkaniu chcą Cie tylko wykorzystać, jeśli jesteś ładna dziewczyną, trzeba mieć sporo oleju w głowie żeby nie dać się omotać szczególnie gdy ktoś dopiero wchodzi w wielki mały światek mediów,  tak jest wszędzie cwaniaki myślą że są najsprytniejsi, gówno prawda są sprytniejsi od nich;-) Więc świat już dawno się podzielił i popadł w chora rutynę hipnozy mediami i sławami. Może większość ludzi z odrobiną mózgu nie da się omotać i dać wykorzystać, myśląc że najlepsze co może ich spotkać w życiu, to bycie bogatym i sławnym, lecz bycie kochanym, szanowanym i robienie w życiu tego co się kocha czerpiąc z tego prawdziwą przyjemność. Karma, to jest klucz i myślę że gdyby więcej ludzi na całym świecie zechciała łaskawie spokornieć i dawała od siebie więcej dobra niż zła i obojętności, to mieli byśmy szanse na ogólnoświatowy sukces w postaci zmienienia systemu wartości obowiązujących praw i norm a także postępowania każdego z nas. Teraz króluje PIENIĄDZ!!!! I kropka, tak to normalne, niby tak bo trzeba mieć za co żyć godnie a nie jak szczur ale czy katowanie się dietami, robienie z siebie w wieku 50 lat kobiety na 30-stke albo z 30-dziestki 20-stke, to chore!!! Moda wygoda głupota i przesada, sztuczny, chory i zatracający się świat, kreowany przez ludzi którzy dali innym zły przykład tego co powinno być numerem UNO na światowym rynku!!! Wystarczy zobaczyć jak żyją ludzie krajów trzeciego świata, prosząc a raczej modląc się o wodę i jedzenie, kiedy bardzo bogaci ludzie marnują w huk wody nawet o tym nie myśląc wiem ze to o czym pisze to nie żadna nowość, ale co z tego ludzie i tak tylko pogadają i tyle, tak to wygląda, bo i tak wszyscy biegną za luksusem nowością i trendami a o kłopotach innych szybko zapominają, tłumacząc sonie że to nie ich kłopoty, no chyba że mogą coś zyskać na pomocy takim ludziom, wtedy owszem organizują wielkie show w Okół tragedii i zyskują zainteresowanie mediów oraz szaraczków. Może kiedyś ludzie zwrócą uwagę jak daleko zapędzili się w próżności i jak bardzo są zakochani w sobie i swoich przekonaniach, ale co z tego, czy to coś zmieni? Może na chwile, dopóki nie znajdzie się nowy powód do zainteresowania, nowa moda, za która każdy będzie chciał pobiec bez względu na poniżenie i kwestie swojego gustu. Dlaczego o tym pisze? Bo tak to widzę, to się teraz dzieje i to mnie porusza, to jest moja planeta, ja jestem jej cząstką i nie chce być kolejną kropelką w wielkiej wodzie świata które spłynie ze wszystkimi nie wyrażając sprzeciwu byle by być sławnym pięknym i poważanym. Nie chce być sztuczną lalką, na skinienie palca jakiś półgłupków uważających się z Bóg wie kogo. Znam swoja wartość i zrobię tylko to co będę uważała za słuszne, żal mi marionetek większych marionetek, to ubezwłasnowolnieni ludzie, wypchani żalem i próżnością. Tak właśnie myślę, pozdrawiam was serdecznie i do zobaczenia;-))) Dżasta.

Ostatnia aktualizacja: 2010-07-19 21:26:46
Komentarzy: 0 | skomentuj
maj 2010 (2010-06-25)

Witam was serdecznie;-) mamy koniec maja i początek pięknego czerwca;-) a ja wreszcie mogę odetchnąć bo matury się skończyły i już nie jestem z obowiązana się ciągle uczyć i uczyć i uczyć….. nuda!!!!!!!! Aha no i jasne że chce się pochwalić z części ustnej ( j. polski 19 na 20 pkt) a ( j. angielski 13 na 20 pkt) natomiast egzaminy pisemne nie wiem ale dowiem się 30 czerwca jedna jestem dobrej myśli;-¬) studia będą na pewno w październiku obstawiam turystyke i rekreacje nawet porekrutowałam się na niektórych uczelniach i zobaczymy;-) jednak cały czas się waham może jeszcze mi się zmieni podejście do życia, zobaczę… Jeśli chodzi o substytucje to jestem już na 4 mg ( z 12mg) staram się schodzic w miare powoli i rzecz jasna że pod opieka lekarza ale on nie ma nic przeciwko i uważa ze jest barrdzoo dobrze;-) wiec ja tez jestem spokojna i planuje być całkowicie wolna ze tak powiem pod koniec czerwca!!!!!!!!!!!!! Naprawde się ciesze bo w moim przypadku jest to wskazane tak powiedział lekarz. Naprawde się cieszę ze jesteście ze mną w sensie ze czytacie mojego bloga bo ja się tu wysilam;-) i dobrze ze nie na marne! Niestety ostatnio mam problemy z okresem sory ze wam o tym pisze ale może to być związane z odstawianiem suboksonu więc jest to ważna anegdota jak by nie patrzeć… rzecz jasna substytucja nie powinna zaburzać cykli owulacyjnych u kobiet i nie powoduje również bezpłodności o czym powiedział mi ostatnio lekarz w punkcie wręcz przeciwnie podwyższa szanse zajścia w ciąże!~!!! uwierzycie!!?? Zaczęłam się głosno smiać w gabinecie bo naprawdę takiej odpowiedzi na moje dolegliwości się nie spodziewałam;-) no nic będzie dobrze tak powiedział lekarz po zbadaniu i dodał ze tryskam zdrowiem, wiec jest ok. Tak w ogóle to dostałam prace tydzień temu!!! I wiecie co!!??? Przechodziłam przypadkowo obok chińskiej knajpki a tam karteczka ze poszukują kelnerki od 12 do 17 ( pon.-piąt.) a ja taa… z tego co wiem to naród chinski nie skąpi wypłaty za dobra prace więc wparowałam tam szybciutko ( już nie wspomne że bardzo lubie chinskie zarcie ale te z wyższej półki;-) pogadała troszke jakos sie udało, i umówiłam się na drugi dzień na rozmowe kwalifikacyjną z szefową. Kiedy przyszłam i usiadłam zrozumiałam że to nie przelewki i że bawić się tu n pewno nie będę uzgodniłam warunki, nie myliłam się co do pensji i od dnia następnego zaczęłam prace. Powiem wam, ze pierwszy dzień był naprawde ok, tylko że to był akurat piątek i miałam cały weekend dla siebie, prawdziwa praca dopiero miała się zacząc od poniedziałku i tak było, szczerze to byłam padnięta bo tam trzeba cały czas latac między piętrami z gorącymi daniami ale dziś już wiem że dam rade na pewno;-) i kaska wpadnie do kieszeni tez;-) Kurde, czas szybciutko leci a ja pierwszy raz od dawna dostrzegam trzeźwe uroki lata!!!! i jestem zachwycona ta wolnością!!! Niektórzy bardzo mi się dziwią fakt faktem ma troche adhd w sobie ale to jest właśnie ok. i to własnie pobudza mnie do życia;-) tylko te problemy zdrowotne wymienione wyżej mnie gnębią bo czuje się zmęczona i obolała ale wiem ze to przejdzie;-) chce w pełni cieszyć się życiem i jak skończę pisać dziś tego bloga to idę na rower z rodzinka;-) uwielbiam te wypady za miasto szczególnie teraz;-) szczerze to czasami mam dosyć mojej rodziny bo nie jest ciekawie każda z nas ma ciężki charakter i jest bardzo uparta tak więc bywa ciężko ale to mija i wszystko w końcu wraca do normy. Kurde podczas schodzenia z suboksonu miałam nic złego nie odczuwać a ja jednak myślę że mam problemy ze snem i meczy mnie to i nie mogę się do czekać kiedy to się skończy mysle że dopóki człowiek żyje i dba o zdrowie a w rezultacie jest zdrowy to może szukać szczęścia w życiu a jeśli jest na coś chory to jest to bardzo trudne wiem że ameryki nie odkryłam ale jest to dla mnie bardzo ważne, by być zdrową i do tego dążę;-) Teraz dopiero gdy zaczęłam naprawdę pracować ( to była moja decyzja) widzę jakie to jest męcząc ale nie sama praca a to że musze tam być konkretnie od do i że to nie ja ustalam reguły w tej grze a tego nie lubię;-( no ale cóż, chce mieć kasę to pracuje tylko nie wiem jeszcze na co konkretnie będę chciała wydać te pieniądze, może je odłożę i na coś uzbieram? Wiem że wezmę urlop w lipcu tak na 2 tyg. I gdzieś sobie wyjadę, tak już na trzeźwo bo bez suboksonu, już się cieszę bo nie czuje się jakoś źle z powodu odstawiania i w ogóle;-) jednak najbardziej irytują mnie pamiątki po braniu, szczególnie ten zator żylny( ślady po zabiegu jeszcze się nie zagoiły do końca no i mam trochę krwiaków na prawej nodze a to już 3 miechy minęły od zabiegu!!! Chyba się przejadę do tego chirurga i jeszcze raz pogadam, bo maiło nie być śladu, i wiem że to prawda więc może jakiś lek mi przepisze i będzie git. Bardzo dużo ludzi poznając mnie myślą sobie o mnie w ten sposób: ładna, zarozumiała, księżniczką, zdziecinniała i troszkę przygłupia i nerwowa , mówiąca o sobie zbyt często ale bardzo wrażliwa na potrzeby innych, opiekuńcza i rozhisteryzowana na punkcie swojej osoby, wiem że tak myślą bo wiem że coś w tym jest ale najdziwniejsze jest ze gdy mnie poznają tak naprawdę zmieniają zdanie i twierdzą że to tylko pozory kreują nas w oczach innych a może stereotypy? Ja się śmieje z rywalizujących dziewczyn które jeszcze się nie znają a gdy uda im się do siebie zbliżyć i odkrywają siebie nawzajem, całkowicie zmieniają zdanie i staja się najlepszymi przyjaciółkami pod słońcem, strach na pewno ale i obawa przed krytyką powoduję te zachowanie, czemu o tym pisze, bo ostatnio zauważyłam że zbyt wiele osób właśnie tak się zachowuje w stosunku do mnie, tylko że ja wiem o co kaman i jeśli przeciwnik jest godny uszanowania to staram się szybko skończyć te głupią grę ale gdy to robie ta osoba nie wie jak się ma już zachować i wycofuje się całkowicie ale to jest śmieszne ludzie są jak zaprogramowane roboty, jak którzy w teatrze jak statyści przemykają na ulicach między sobą, przenikając się spojrzeniami dumy i triumfu a raczej wygranej, ale to głupie, tak właśnie jest, super było by gdybyśmy nie mieli tylu kompleksów i potrafili chociaż patrzeć sobie w twarz ( bo o oczach nie wspomnę)gdy mówimy!!!! A nie werbować wzrokiem niebo, ściany i wszystko inne do okoła. Myślę że gdy rodzimy się to nie mamy czystek kartki lecz kartę dokładnie zaplanowaną, takie przeznaczenie od początku aż do końca mimo iż próbujemy jak kolwiek wpłynąć na bieg zdarzeń w co dzienności to i tak myślę że to już jest zapisane, każdy nasz krok, wybór, nawet jeśli próbujemy zmylić trop i udowodnić sobie i światu że jest inaczej i że to od nas zależy nasza przyszłość to i tak wpadamy w pułapkę złudzeń mogłabym przytoczyć tutaj mnóstwo przykładów ale dam tylko jeden: człowiek który ratuje się z katastrofy lotniczej gdzie leciało 150 osób i wszystkie zginęły, cud!!! Nie!!! Przeznaczenie. I wiele innych też, na pewno wy też macie mnóstwo takich przykładów tylko sobie je przypomnijcie. Oczywiście, nawet jeśli po przeczytaniu tego postanowicie robić różnorakie eksperymenty aby udowodnić że nie mam racji to…. To wpadniecie w pułapkę, ale to wasze życie, i pisze to abyście mogli uwierzyć w siebie, i nie zamartwiać się ze wszystko co złe czy dobre to wasza wina, takie jest życie a wy po prostu żyjcie tak aby czuć szczęście w swoim sercu, zdrowie w duchu i miłość wszędzie tam gdzie się będziecie pojawiać, ja wiem że Zycie jest piękne, umiem zachować dystans do wielu spraw choć ideałem nie jestem i nigdy nie będę na całe szczęście bo musiało byto być bardzo męczące. Nie wiem tak naprawdę jak teraz potoczy się moje Zycie bo nie planuje niczego na ostatni guzik, jedynie świadomość czynów daje mi do mi do myślenia i stopuje mnie przed głupimi wyborami. Martwię się tylko zdrowiem, jeśli mam być szczera, bo mój niedoszły wirus hcv ( który się nie replikuje) niewiadomo do końca czy jest czy go nie ma, , może gdzieś we mnie siedzi przyczajony? Ale myślę że nie!!!! Teraz na wolska jadę po wyniki enzymów to zobaczę co i jak. Kurde dbam o zdrowie bo naprawdę zdaje sobie sprawę ze nie wytrzymałabym żyjąc w nie pewności czy mam w sobie jakiegoś tykającego wirusa o którym nie wiem, on mnie zbija a ja mogłabym go leczyć, dlatego regularnie się badam bo chce żyć długo długo, długo, zdrowa, zdrowa i zdrowa no i szczęśliwa rzecz jasna ale to już co innego;-) myślę ze dacie rade otrząsnąć się z diabelskiego pyłu i zdążycie na ostatni pociąg w stronę słońca, naprawdę warto!!!!!!!!!!! Pozdrawiam, Dzasta.

Ostatnia aktualizacja: 2010-06-25 21:47:26
Komentarzy: 0 | skomentuj
(2010-05-13)

Witam wszystkich czytających moje wpisy na bloga;-) ostatnio sporo się u mnie działo!!! Aż mnie głowa boli od niektórych sytuacji, szczególnie od przygotowań do matury, ale z drugiej strony to się cieszę że miałam możliwość do niej podejść, bo beznadziejnie bym się czuła z myślą że jej nie mam. No i w końcu nadszedł ten pierwszy dzień: język polski, start: 9 00, a ja wyluzowana bo polski nigdy nie sprawiał mi trudności, no i się przejechałam bo nie kontrolowałam czasu a i okularków nie wzięłam a zegareczek wisiał a ja jestem krótkowidz i lipa;-) pierwsza część git a druga czyli wypracowanie to tematy akurat takie których nie przerabiałam i się wkurzyłam no wiec czytam po 3 razy i już tam coś pisze a babka że zostało 15 min a ja normalnie szok, myślałam że jeszcze z 40 min co najmniej, no 3 godz. mieliśmy ale i tak wszyscy uważali ze to za mało, ja też. Wkurzyłam się dziś na egzaminie z bologii to dopiero lipa, 2 godz podstawa a 2 i 30 na rozszerzenie!!!! Czy to jest fair?!!!! No chyba nie, uwierzcie ze te matury nie są łatwe i tak baanalne jak niektórzy mówią, i to nie są też wyścigi, każdy jest inny, ja uważam że 3 30, naprawdę było by ok, jeszcze 30 min a nie wyścigi, no ale huk, ja przestałam się martwic bo co ma być to będzie ja cały rok zapieprzałam i się uczyłam aż mi się rzygać chciało ale co miałam zrobić matura maturą no o przyszłośći też trzeba myśleć, na całe szczęście w tym całym ćpaniu nie zatonęłam aż tak i teraz jest ok. Schodzę już z suboksonu, byłam na 12 teraz mam 8 a od jutra biorę 6 bo jest ok. Tak myślę co wam napisać bo u mnie to jest w porządku, szkoła już się skończyła, matura też, no teraz to 30 czerwca będą wyniki i od nich będzie zależało czy pójdę na studia państwowe czy prywatne no i wtedy jak dowiem się wyników to zdecyduje a typy zostawię sobie dla siebie;-)Dni lecą w miarę szybko a ja żyje czekając na ta jedna chwile kiedy coś się zmieni a ja wtedy będę wiedzieć że to jest to;-) różni ludzie, różnie mnie oceniają, kiedyś myślałam że musze być idealna i wszystko robić tak idealnie, i taka kiedyś byłam!!! Serio!!! Sorry ale nie uważam się za bezwartościowa, brzydką i głupią dziewczynę jestem tylko wkurzona żę przez te całe ćpanie chudłam i tyłam chyba ze sto razy a jako nastolatka i dziecko byłam tak przeraźliwie chuda że Az strach i o dziwo nie byłam na żadnej diecie w wieku lat 13-nastu tez problemu nie miałam a po pierwszym detoksie się zaczęło no a teraz to już mam 19 lat i nie jestem gruba bo organizm wrócił do dawnej sylwetki ale musze się pilnować bo naprawdę a z resztą nigdy się nie dowiem co mnie ominęło przez to ćpanie, co zmarnowałam, i jak bym wyglądała gdyby nie to wszystko, ale szczerze wam napisze że to 5 lat wyjętych z normalnego życia to z ręka na sercu tym bardziej że to było moje dzieciństwo tak jeszcze trochę ale słuchajcie ze mną naprawdę nie jest źle, a nawet bardzo dobrze, ja i nie tylko ja tak uważam, i nie chodzi tu tylko o wygląd ale i o to co udało mi się zrobić od ostatniego detoksu czyli od prawie 2 lat!!! Tak to nie jest kupa czasu ale dla mnie to Duzy sukces bo ja żyje a co najlepsze cieszę się życiem, choć czasem mi smutno i źle jak każdemu, ale ja wiem że się nie poddam, tak się bałam że nie uda mi się przejść z metadonu na subokson a tu proszę już 3 miechy a ja się czyje na nim stooko razyyy leepiejjj!!!! Niż na metku, a do tego schodzę z niego, i lekarz uważa ze robie dobrze;-) Zastanawiam się często jak będzie teraz wyglądało moje Zycie, już po maturze, czy zejdę z suboksonu i wyjadę za granice? Czy zostanę tu i będe studiować na publicznych cz prywatnych studiach i ci będę studiować bo jeszcze nie jestem przekonana, to dopiero zagadka i wiecie co? Ja się ciesz z tej zagadki bo ja nie ide w ciemno czekając co się wydarzy, ja staram się nakierować a to co będzie to będzie bo nie na wszystko mamy wpływ a ja to wiem naprawdę, czyli że to zrozumiałam na własnej skórze, i trzeba tak żyć żeby być szcześliwym jako człowiek a nie jako ideał, można być bliskim ideału, ale nie można mieć wszystkiego, można planować ale nie wiemy czy te plany się spełnią tak jak chcemy. Ludzie co dzień gonią za swoja przyszłością starając się gdzieś zgubić przeszłość i chcą Zrobić to tak żeby czuć się jak najlepiej teraz, a dni lecą, i jedni zdaja sobie sprawę z upływu czasu a inni po prostu go marnotrawią myśląc co gorsza że tak nie jest. Ja szybko się uczę i dużo pamiętam, a do tego umiem dobrze i szybko planować, ale bywam baardzoo leniwa, i lubię czasem zostawić WIDEALIZOWANY przeze mnie świat i być po prostu zwykła, wyluzowana dziewczyną która zachowuje Sie jak małe dziecko i ma to gdzieś, ale ja się cieszę że JESTEM i że jestem ZDROWA też;-)Dziś już wiem ze wszystko ma swoja cenę i że każdy z nas ma swoje wady i zalety, a ci co uważają że wad nie posiadają albo na odwrót to niech się stukną w głowę, bo ideałów brak;-) Ja np.. postanowiłam ostatnio że ostro wezmę się ZA SIEBIE;-) czyli: nie zrezygnuje z ćwiczeń bo to uwielbiam, przebadam się na wszystko to co miałam zrobić już dawno, taka kontrola z kilku lat;-) ponaprawiam tam parę usterek, i zacznę się cieszyć życiem tak na Maksa, choć teraz nie jest źle. I tak jednak myślę ze jak zdałam już tę maturę to świat się uspokoił, mój świat rzecz jasna. A ja Niewinem co dalej??? Czy będę tak żyć i cos się nagle zmieni, czy ja sama tę zmianę spowoduje??? Czy uda mi się pozałatwiać i ponaprawiać wszystkie ważne i zaległe sprawy??? Mam nadzieje że tak, i ze w końcu poczuje pełną wartość tego parszywego życia;-))))Ostatnio radze sobie coraz lepiej tak w życiu codziennym, pamiętam jak kiedyś wychodząc z narkotyków zawsze zostawiałam sobie tzw. Furtki, dzięki którym nie obiecywałam sobie że na zawsze zerwę z narkotykami w tym wypadku z heroiną i po ok. max. 3 miesiącach wracałam powoli do nałogu, łudząc się że to tak na chwile, wtedy jeszcze nie wiedziałam jak działa ta choroba i że to nie ja ustalam tu zasady gry tylko choroba ma nade mną władzę tak wielką że przez prawie 4 lata pozwoliłam jej nad sobą zawładnąć i zmieniłam przez nią całe dotychczasowe życie na gorsze życie!!!! A najlepsze jest to że mi było tak dobrze i teraz wiem że narkoman od początku swojej kariery aż do śmierci bądź innej formy końca tej choroby ( czyli zaleczenia się np.) dla szczęśliwych i najwytrwalszych abstynentów ( ha ha ha;-) nie będzie prawdopodobnie świadomy wyrządzanej sobie krzywdy, dopóki nie spojrzy na to wszystko jak ja teraz mogę spojrzeć, kpw? To straszne ale prawdziwe, i lepiej postaraj się to zrozumieć dosyć szybko, to że narkotyki, i heroina tez narkotyk, wykończa cie doszczętnie, a ty znasz tylko te Zycie. Prawda? Nie wiesz co będzie z Toba po śmierci, nawet jeśli wierzysz w boga to i tak nie wiesz naprawdę i do końca, więc jak można chcieć wydać na siebie wyrok już na zawsze?!!!! Czy to jest fair, ze ty umierasz bo nie umiesz zrobić kilku kroków w przód, a robisz setki w tył, tak naprawdę stojąc w miejscu!!!! Nie sadze żebyś chciał tak umrzeć i że Zycie ci zupełnie obrzydło też!!!! Ja wiem że można być całkowicie zrezygnowanym, srać na życie i jeszcze wszystkim to pokazywać, ale w głębi serca wtedy gdy się chce już umrzeć cos nas powstrzymuje, jasne że są tacy co nie zawahają się przed samobójstwem ale to naprawdę są masakrycznie odosobnieni, samotni, i bardzo chorzy ludzie a ja pisze do was do tych którzy czytają te słowa a to znaczy ze masz jeszcze szanse na zaleczenie swojej choroby i PRAWDZIWĄ radosć z zycia codziennego, takiego zwyczajnego i normalnego, choć często szarego i także trudnego;-) tak czy owak wybierzesz TY nie JA więc nie czekaj bierz się do roboty im jeszcze całkiem nie zwaliłeś sobie wszystkiego co mogłeś, a jeśli czekasz na ostatnia chwile i na jutro odkładasz detox i terapie to tracisz czas i zdrowie i w huk wiele innych rzeczy których kiedyś będzie ci tak bardzo brakowało jak oczywiście uda ci się przeżyć. Ja biorę z życia wszystko i przefiltrowywuję to a następnie dobieram do swoich potrzeb i wiem że gdyby nie takie a inne okolicznośći to może nie ćpałabym nigdy ale ja czasu nie cofnę żeby się o tym przekonać, żałuje i nie żałuje tego co było, ale teraz skupiam się na teraźniejszości i przyszłości. Wam życze szybkiego powrotu zza światów na ziemie;-) warto!!!! Pozdrawiam, dzasta.

Ostatnia aktualizacja: 2010-05-13 21:27:00
Komentarzy: 0 | skomentuj
marzec 2010 (2010-04-07)

Witam wszystkich serdecznie;-) marzec już się kończy ale jeszcze jest, więc dla mnie oznacza to jeszcze miesiąc do matury! Naprawdę zaczynam się denerwować, i tera dopiero czuje jak blisko i będzie po wszystkim, a przecież od tego pieprzonego świstka zależy naprawdę dużo, przynajmniej dla mnie są to kluczowe drzwi przez które bardzo by chciała już przejść i pójść dalej;-) zakończyć ten etap bawienia się w szkołę i zająć się tym co ja sama sobie ustaliłam. Myślę że zdam i już się cieszę, ale nie chce zapeszać;-) Mówię wam, trzymajcie za mnie kciuki, bo to nie żarty!!!Dobra a teraz opowiem Wam co tam u mnie w tym miesiącu, szczerze mówiąc to nauka do matury cały czas się przeplata między załatwianiem spraw codziennych a lekarzami do których niestety ostatnio jakoś za często chodzę. No niestety miałam na początku kwietnia zabieg na usunięcie zatoru żylnego z pod kolana i szczerze to taka maskarada była wokół że o matko! Przez lekarz który mnie operował dostałam dodatkowe leki od drugiego bo mnie noga bolała a on powiedział że mam zakrzepice i dopiero ten drugi mi ja wyleczył. Jutro jadę na kontrole, ale ładnie się wszystko już goi, mam nadzieje że do końca nie będzie praktycznie śladu zabiegu;-) boli mnie czasami ta noga i się wkurzam bo nie wiem czy to dobrze czy zle, dowiem się jutro.Dzisiaj w szkole mieliśmy jajeczko ja jak zwykle się spóźniłam;-( i wcale się z tego nie cieszę no ale ja już taka jestem, musze tylko w dniu matury wstać baaardzo wcześnie i wyjść z domu 2 godz. przed rozpoczęciem żeby zdążyć, bo jak bym się spóźniła, to by była wieeeelkaaa porażkkkka!!!!!! A ja bym się na bank zapłakała na śmierć. Na pewno kiedy w końcu zamknę ten długi i męczący etap w swoim życiu to powoli się poukładam i nauczę być bardziej punktualna bo tak dłużej być nie może;-)Na jajeczku jak zwykle dyrektor wygłosił mowę i pozdrowił wszystkich uczniów i nauczycieli, a następnie każdy rzucił się na jedzenie;-) oczywiście dzielenie jajkiem też było ale to jest oczywiste;-pTak sobie myślę że ten czas tak szybko leci , na wszystko trzeba mieć kasę i mnóstwo energii. Właśnie dużo energii i motywacji ale nie na chwile tylko codziennie żeby dopiąć swego i zrealizować cele i postanowienia, ja bardzo bym chciała żeby mój motywacja teraz zaczęła działać na najwyższych obrotach i tak do 70 dziesiątki;-) bo energii to ja mam bardzo dużo, ale dyscypliny to już mniej no i szybko się denerwuje, wszystko chciałąbym zrobić i zawsze dobrze potrafiłam planować. Na testach inteligencji mieli racje nie mam wyobrażnii przestrzennej w matematyce raczej ale ja uważam że nie do końca bo świetnie potrafię sobie wszystko dokładnie wyobrazić;-) W ogóle uważam się za ogarnięta dziewczynę tylko czasami jestem strasznym leniem i wole zając się przyjemnościami niż obowiązkami a jest ich trochę. Jednak dobrze ze nie jestem idealistka bo to naprawdę jest ciężki kawałek chleba, czasami miałam takie idealistyczne zapędy ale zaczęłam powoli rozumieć ze nie w tym rzecz tylko ale przede wszystkim trzeba być dla siebie dobrym i robić dla siebie dużo bo jak nie ty to kto? Jasne dla innych też ale nie broń Boże być słodką dziewczynką bo dla większości taki obrazek to możliwość wykorzystania twoich mocnych stron i po tobie, nie można być za dobrym dla innych ale uśmiech to podstawa taki szczery od serca i jak się wkurwić to tez tak od serca;-) szczerość to podstawa, determinacja i upór to drugie ja nie ufam nigdy do końca, szkoda a dla mnie ok., bo ja wiem że każdy człowiek to kłamca i ja też!!!!! Tylko że niektórzy z nas wykorzystują te kłamstwa do swoich parszywych celów albo zniszczyć kogoś kto ma lepiej od ciebie np.A z reszta co ja się będę przejmować cały czas problemami, naprawdę czasami mam dosyć sytuacji które nie chcą się zmienić i musiałabym się chyba gdzie indziej urodzić, albo w końcu zrobić to co już dawno miałam zrobić, zacząć żyć własnym życiem i może jakoś by to było;-)Każdy z nas chce być szczęśliwy i stara się żeby tak było a jak znów nie wychodzi to co znów się pozbierać i od nowa? No tak, wielu właśnie tak by poradziło, tylko czy oni wiedza co mówią? Zdają sobie sprawę z tego jak naprawdę wygląda to o czym oni mówią? Tak to już jest, jest zle i jak ktoś ma ci pomóc to raczej tylko ty sam najlepiej siebie zrozumiesz, trzeba wierzyć w siebie, to jest podstawa bo inaczej to klapa i możesz tak czekać aż przyjdą ci z pomocą, a jak nie przyjdą to załamka.Odkąd pamiętam to ja byłam gdzieś tam w hip hopie a raczej w kulturze podwórka zapisana albo wpisana, trzeba było walczyc o chęc do zycia o uśmiech na twarzy i dalej do przodu mimo wszystko, Nie chciało mi się gonić za ,,normalnym,, zyciem to zanurzyłam się w życie ćpuna i zaczęłam gonić za towarem, i szczerze: to nie było tak zle i nie wróce tam z kąd przyszłam bo zbyt wiele już zrozumiałam, ważne jest to, najważniejsze, że dopóki nie zrozumiesz tego to zaćpasz się na amen, albo pogrążysz się w czymś innym i tak zawsze. Zrozumieć trzeba jedno:co cie trzyma przy zyciu że dalej chcesz je tak niszczyć? Masz odwage to się zajeb, i przestań już się męczyć, jeśli naprawde chcesz zyć to przestań się dusić i zacznij oddychać, to trudne ale realne. I gdy już uda ci się oddychać to i tak czasem może być trudno udowadniać wszystkim jak bardzo chcesz żyć i jak bardzo rozumiesz sens swojego istnienia, ale pamiętaj to już twoja sprawa nie trać czasu na udowadnianie innym, zacznij żyć własnym życiem i pomyśl ze tylko ty możesz to zrobić.Może jesteś bardzo wyniszczony, chory i zmęczony? Może zmarnowałeś kawał życia i nie chcesz już ćpać ale i nie masz siły zacząć żyć? Myślę że jestem w stanie to zrozumieć i współczuje ci, ale póki oddychasz choćby Niewinem jak ciężko, to walcz! I nie poddawaj się, a znów będziesz mógł ucieszyć się ze słońca, wiatru i innych przyjemności, to wszystko jest możliwe, spróbuj, nie masz nic do stracenia…Ja naprawdę nie wiem, skąd mam taka siłę do walki, tyle razy upadałam na pysk i podnosiłam się nieważne czy tego chciałam czy nie, robiłam to, uwierz, a teraz biorąc subokson z którego niedługo zejdę żyje jak inni, zapominając o ćpaniu i innych, staram się życ codziennym i nie zwracać uwagi i strzykawki działki i rany po wkłuciach które zostały. Wkórawiam się i nie będę udawać, niestety niektóre dolegliwości zostały, taka pamiatka po przerwie w życiu codziennym ale mam nadzieje ze za parę lat i to zaniknie a ja będę coraz bardziej zdrowa i wyzwolona od tego gówna, od tej męczarni.Czas bardzo szybko leci i nikt nic na to nie poradzi;-) trzeba zrobić to i to i tamto a mi często się nie chce, no ale na razie jeszcze musze a za miesiąc odpocznę;-) Nie wiem z a co najpierw się zabiorę, ale na pewno złapie głęboki oddech i uśmiechnę się, pójdę na jakąś imprezę i nie będę się przejmować problemami. Pozdrawiam was serdecznie, trzymajcie się swoich postanowień;-) dzasta’

Ostatnia aktualizacja: 2010-04-07 18:08:27
Komentarzy: 0 | skomentuj
luty 2010 (2010-03-08)

Witam, wszystkich, którzy czytają mojego bloga i tych, którzy dopiero zaczynają go czytać;-)Obecnie mamy marzec 2010 co dla mnie oznacza że nieubłaganie zbliża się ta cholerna matura!!! ( którą oczywiście bardzo chce zdać, co nie znaczy że nie mogę się jej doczekać;-) ale chciałabym już mieć świadectwo maturalne w ręku, i poczuć wiosnę i to że udało mi się coś bardzo ważnego dla mnie bo to zdanie będzie dla mnie końcem i początkiem nowego etapu moim zawiłym życiu.Szczerze mówiąc to do wczoraj nie przejmowałam się za bardzo faktem że zostało już tak mało czasu. Ten czas tak jakoś fajnie leciał, a ja sobie żyłam i żyłam… oczywiście chodziłam na zajęcia i kursy przygotowawcze ale żeby usiąść i tak się pouczyć w domu to raczej żadko;-) głupia chyba jestem bo troszkę zmarnowałam tego czasu ale nie powiem że nic w tym kierunku nie robiłam, bo robiłam. Natomiast teraz zabrałam się ostro do pracy!!! Obliczyłam że zostało mi jakieś 62 dni, wiec jak się przyłoże to dam rade!!! Najgorsza jest matematyka na którą w tym roku się załapałam choć powinnam jej nie pisać, no ale cóż mój błąd, moja strata, teraz jeszcze musze sobie zawracać bańkę matmą, a i tak mam dużo materiału z biologii i angielskiego… i prezentacja z polskiego …uf… Niewinem, mam nadzieje że uda mi się to wszystko ładnie zaliczyć, najwyżej tak żebym miała tylko jedną poprawkę z matmy, ale mam nadzieje że nie trzeba będzie. Trzymajcie za mnie kciuki;-) Mam ostatnio trochę na głowie, takich spraw osobistych, gdyby nie one to może miałabym większą mobilizacje do nauki? Subokson suboksonem na swój sposób mi pomaga ale też przeszkadza bo wolałabym tak normalnie na trzeźwo żyć a nie mieć świadomość że jestem czymś tam szprycowana… ale ustaliłam że po maturze spróbuje zejść z su bo chce zacząć nowy etap w swoim życiu i zamknąć stary tak czuje …że powinnam, dla własnej stabilizacji psychicznej;-)))Dostałam weekendy w punkcie, wreszcie w sobotę i niedziele nie musze lecieć tylko mogę zająć się nauką i czym tam chce, jak normalny człowiek który ma wolne, bo tak naprawdę to staje się bardzo męczące takie latanie dzień w dzień w to samo miejsce i ty wiesz ze musisz tam być. Niedługo może dostane przywilej i będę przychodzić 2 razy w tygodniu po su.Często czuje się nie zbyt dobrze. Nie wiem czy to przez subokson czy co?Przecież ja wiem że to niszczy organizm a na pewno osłabia, to w końcu substytucja, tylko że nie ćpanie, więc lekarstwo… tak. Ten miesiąc nie jest zbyt ciekawy i fajnie że idzie wiosna i lato pózniej ale ja jakoś jestem optymistką ale chciałabym mieć już wiele rzeczy za sobą np.. mam 3 marca zabieg na usunięcie zatoru pod kolanem bo taka ze mnie idiotka naciśnieniowana była, że pod kolano w żylak robiłam zastrzyki bo nie miałam takie zrosty że nie miałam już gdzie, no i teraz trzeba ta żyłe usunąć bo to boli i jest nie bezpieczne. Boje się tego zabiegu, on ma trwać 0k. 40 min, i ja będę przytomna, ale i tak się boje, bo nie miałam nigdy czegoś takiego, a igły i inne zaczynają mnie przerażać, właśnie tak jest jak już uda ci się na jaki czas wyrwać z tego gówna to zaczyna cie przerażać co robiłeś itd … niektórych na krótko a niektórych na zawsze i potem znów człowiek boi się strzykawek i innych igieł.Teraz gdy pisze tego bloga i znów powoli zaczyna robić się wiosna to dostrzegam że minął równy rok czasu jak wyszłam z detoksu i jestem w substytucji, najpierw w metatonie a od ok.. 4 miesięcy na su. To dziwne uczucie, bo niby minął rok, to nie tak dużo, a ja mam wrażenie że przeszłam kawał drogi… bo tak wiele się zmieniło, i tak dużo się wydarzyło… Pamiętam jak wychodziłam z detoksu i był 20 luty 2009. Zaczynało się robić tak jak teraz, już ładniej na dworze;-) i ja wtedy poczułam że jest tak zajebiśćie, że jestem wolna, że mam rodzine, że teraz na pewno mi się uda i że nikt mi tego nie zabierze a nie zmieni!!!I tak było, zaczęłam żyć pełnią życia, cieszyć się wszystkim co mam, moja rodzina, otoczenie i znajomi, obserwowali mnie, wiadomo, a ja po prostu czułam że mogę góry przenosić!!!!! I przenosiłam… teraz widzę ze substytucja bardzo mi pomogła w tych pierwszych miesiącach, terapeuta też mi pomógł;-) i choć klęłam jak szewc pózniej na metek bo miałam dużo przykrych skutków ubocznych i chciałam po jakiś 6 miesiącach natychmiast zejść z metka, to dałam rade i znalazłam sposób żeby nie utonąć w złudzeniu że jak wszystko odstawie to sama dam rade, wtedy usłyszałam o su. Przejście z Met su Nie było łatwe, ale udało się;-))))Jest czasem Bardzooo Ciężkooo , ale wiem że zaraz to przejdzie bo pomyśle co przede mną a co za mną, to wiem że będzie dobrze.Teraz musi mi się udać tylko ta matura i już będzie mi lepiej;-)Ostatnio rozmawiałam z różnymi osobami i pomyślałam ze dobrym pomysłem było by po maturze zrobić prawko i wyjechać chociaż na 2 miechy do Londynu;-) poduczyć się lepiej języka i w ogóle odpocząć psychicznie, naprawdę tego potrzebuje, rzecz jasna że z su będę chciała zejść w maju po maturze to akurat, wiem że mi się uda bo z meta schodzi łam na su przeszłam w domu nie na detoksie, i dałam rade!!! To co teraz nie dam? A na studia poszłabym w październiku;-) To wszystko czego my chcemy to wszystko my możemy, ja to wiem;-) Ludzie musza tylko uwierzyć, to nie jest łatwe bo czasami mamy takie zniechęcenie do wszystkiego, że chcielibyśmy dobrze żyć ale z jakiegoś powodu nie możemy złamać tej blokady, te blokady są najgorsze, bo my nie możemy znaleźć recepty, rozwiązania żeby one już nie wracały, żyło by się lepiej gdybym, mogła ich unikać, i pamiętać tylko te dobre wspomnienia i żyć tym co będzie, kiedyś tak Badzie, ja w to wierze;-)Zanim zaczęłam ćpać hel to dużo pisałm a pózniej nagrywałam, miałam farta bo miałm gdzie nagrywać a warunki w studiu były najlepsze i ludzie też, te czasy wspominam najlepiej, tam gdzie była moja dzielnica ale jeszcze nie tak spaczona jak teraz, nie tak pusta psychicznie, wtedy żyło się jakoś lepiej, naprawę, najlepiej było w lato i wiosnę. Życie na dzielnicach, ustawki ze znajomymi, mnóstwo przygód robiłam to co mnie kręciło, pisałam, nagrywałam, poznawałam ludzi, coś tam się piło, cos paliło, ale to nie była jakaś tragedia, było naprawdę dobrze;-) ale to już nigdy nie wróci, będzie coś innego, może lepszego, może podobnego? Jakoś się to wszystko zawsze zaczyna, a wiadomo że na początku wszystko co fajne trwa jakiś czas, pózniej jest cos innego, a pózniej robi się trudniej bo dorastasz i to co było przestaje cie ciekawić, chcesz poznać cos nowego, rozwijasz to i idziesz dalej. Pamiętam nas wszystkich, tych starszych ode mnie, młodszych i widzę ich w wyobrazni teraz, jak się pozmieniali, poniszczyli, poumierali, to nie do wiary ja tez się bardzo zmieniłam czasem nie mogę uwierzyć, tak się czasem zastanawiam, gdy wtedy zaczynaliśmy, czy my wiedzieliśmy do czego dążymy? Co zastaniemy na końcu tej drogi? Czy szliśmy na oślep? Może zdawaliśmy sobie sprawę z tego co robimy ale jeszcze było nam dobrze i nie było po co zawracać, człowiek tak ma, może iść nie bezpieczna scieżką ale nie zawróci do póki nie poczuje niebezpieczeństwa, tak myśle… to dlatego nikt z nas nie chciał się wycofać, i z co z tego że pózniej czuł że jest nie bezpiecznie ale było już z troszkę za pózno żeby tak po prostu odejść, więc trwał w tym aż nie doszło w końcu do jego prawdziwej osobistej tragedii, która pozwoliła na zwrot, dla niektórych zawsze jest za pózno inni wola poprostu grzać oni to lubią uwierzcie mi, ale wiedzą jak skończą, a ci co chcą się ratować, będą po prostu do końca żyć ze szramą na sercu i duszy ale żyć będą z szansą na nowe, lepsze życie…Lepiej nie oglądać się za siebie, bo to zbyt ciężkie, lepiej patrzeć w przyszłość, to nasze życie, pełne niespodzianek, jeszcze nie raz na pewno mnie zaskoczy, ucieszy ale i przerazi, tylko ze teraz jestem silniejsza…Pozdrawiam, Dzasta, 01.03.2010.P.S: Cześć Dorota, tutaj są 3 strony, daj znać kiedy moge wpaść podpisać umowe, pozdrawiam, justyna.

Ostatnia aktualizacja: 2010-03-21 10:02:26
Komentarzy: 1 | skomentuj
styczeń 2010 (2010-02-03)

Witam wszystkich, Mamy nowy, i mam nadzieje lepszy rok, bo ten ostatni zbyt wiele ode mnie wymagał, co nie znaczy że 2010 musi być łaskawszy….Od ponad 2 miesięcy jestem na suboksonie. Udało mi się na niego przejść z metadonu choć było to bolesne i psychicznie i fizycznie to powiem szczerze że naprawdę było warto. Nie usypiam już jak naćpana w ciągu dnia, teraz mam warunki do nauki bo czuje się naprawdę trzezwa, tylko chęć mi przeszła jakoś ale nie poddaje się i wierze że zrobie tą maturę, po prostu nie wyobrażam sobie żebym jej nie zdała.Kiedy żyje jak ,,normalny,, człowiek i ktoś mówi mi że nie jestem ,,normalna,, bo jem subokson, to robi mi się przykro i zaczynam się tłumaczyć bo ja chce wierzyć że on wpływa tylko na receptory opioidowe a nie na całą mnie!!! Ale okazuje się że na całą mnie bo moja psychika gdy by go zabrakło miała by doła, czasem boje się, jak będzie wyglądało moje życie jak po maturze za 3 miechy zejdę z tego ,,wspomagacza,, czy będę zupełnie inna? Rozdrażniona, nie poznam kogoś albo strace chęć do życia i ludzie chęć do mnie? Może to wszystko co budowałam przez ten cały rok bądąc najpierw na metadonie a pózniej na suboksonie to jakiś teatr? Kurde, teraz zdaje sobie sprawe że ja cały czas świadomie albo mniej jestem sterowana tym co mną sterowało kiedy brałam here tylko że Hera dawała mi loty a ja mam teraz takie loty których nie czuje ja tylko moje receptory , rozumiecie? To tak jak by odciąć od tych receptorów bodzce czuciowe które są odpowiedzialne za odbieranie przyjemności tzw. Kopa po przywaleniu, to tak ja po wysysaniu Su się czuje.Ja jestem kowalką swojego losu, ja ustalam reguły mojej gry, które czasem są nawet dla mnie niezbyt zrozumiałe. Kiedy czuje że zamiast latać za czymś tam powinnam się np. pouczyć to łapie mnie obojętność, podniecenie i pewność że dam rade zdać tą mature bo to jestem ja a jak ja się upre to tak jakby albo żyć albo umierać. Ja, taka wyrocznia własnego i przy okazji innych losu, wyrocznia która ma intuicje małego dziecka i dorosłego człowieka, tak myśle bo często czuje co się wydarzy za jakiś czas, czuje gdzie jest dobrze a gdzie zle choć nigdy tam nie byłam, mam swoją teorie na temat tego świata i jego mieszkańców i choć niektórzy dziwnie się na mnie patrzą a ja wtedy myśle że musiałam pewnie zrobić jakąś głupią minę, to i tak się do nich uśmiecham bo ja nie wstydze się ludzi, i nie martwię zbytnio ich opinią, bo mam wrażenie że oni sami często nie wiedzą co im się wydaje.Zawsze gdy kładę się spać to mam tylko zarys tego jak będzie wyglądał mój nowy dzień (zresztą jak większość ludzi), ale gdy wstaje to ten zarys znika a ja plącze się po domu i wiem tylko że na pewno musze jechać po subokson, a przydałoby się do szkoły, coś zjeść, gdzieś zadzwonić. Kiedy przestane brać su to myślę że jak wstanę rano to będę pamietać że musiałam po niego jeździć ale będę mogła się skupić na prawdziwym życiu bez ograniczeń lekowych.Niedawno poznałam chłopaka. Jest ode mnie starszy o 6 lat ale dobrze się dogadujemy, a ja się w nim zakochałam wiem że on we mnie też, on nie wie że jestem na su, stwierdziłam że jeżeli okaże się to ten jedyny na zawsze to kiedyś mu powiem i on wtedy zrozumie. Dzięki tej miłości myśle czasami o założeniu rodziny, o swoim domu a może nawet o dziecku, ale to za 2-3 lata teraz jest jeszcze dla mnie i dla nas za wcześnie. Tak sobie myśle co by było gdybyśmy wpadli i okazałoby się że jestem jednak w ciąży? Czy to zle czy dobrze? Ja wiem że na pewno bym odstawiła su cieszyłabym się z tego dziecka w sumie, bo to jakaś cząstka mnie i kogoś kogo kocham, w sumie to mogła bym założyć rodzinę, pewnie było by mi trudniej ale dziecko, swój własny dom, to jest coś co się ma na pewno, coś własnego, taki sens życia większości z nas. Gdybym miała zrobioną maturę i dostała się na studia to było by już ok., przy okazji jakąś prace dorywczą bym znalazła i odkładała pieniądze na własne mieszkanie, ale spoko mam jeszcze rodziców, są popieprzeni ale córce by pomogli i dołożyli na mieszkanko;-) a w przyszłośći kupiło by się coś większego i żyło by się samodzielnie. Wiem że będzie dobrze, choć często się boje to wiem że tak właśnie wygląda życie ,,normalnego,, człowieka, jest pełne obaw i innych sytuacji. Ja będę robić to co do mnie należy, podnosić się z upadków żeby iść w życiu dalej, chce być w życiu szczęśliwa i dzielić te szczęście z innymi, z ludzmi których kocham. Już wiem co chce studiować. Złoże papiery na 4 kierunki (aktorstwo, psychologia kliniczna, pedagogika specialna-resocializacja, dziennikarstwo). Myśle że na któryś na pewno się dostane;-) Wierze w siebie, bo to co do tej pory mnie spotkało powinno już dawno mnie zabić a tylko dzięki mojemu mocnemu charakterkowi żyje i mam się dobrze… nie powiem że mam jakąs pieprzoną depreche, bo nie, szczególnie teraz gdy mam kogo kochać i ktoś mnie kocha. Mam nadzieje że ten nasz związek będzie naprawdę udany, prawdziwy i już na zawsze, ale wiem jakie jest życie bo już nie raz mnie doświadczyło a mam dopiero 19 lat wiec ile jeszcze nie wiem?! Ludzie mają swoje doświadczenia, żyją bo żyć jakoś trzeba i tylko niektórzy odbierają sobie Zycie bo naprawdę nie mogą już patrzeć na ten świat i jego mieszkańców. Ja dzięki swoim przeżyciom już nigdy nie zaufam nikomu tak jak 5 lat temu kiedy jeszcze słowo piekło kojarzyło mi się z domem diabła a nie z moimi wspomnieniami z przed 4 lat. Teraz już w sumie to nawet nie chce mi się ani śmiać ani płakać tylko patrzę na to z obojętnością słuchacza, tak jakby ktoś mi to wszystko opowiadał. I tak bym właśnie chciała żeby to wyglądało do końca moich dni, ja się odcinam od mojego uzależnienia, jestem silna bo daje rade, a siłę dają mi np. wspaniały wyjazd z chłopakiem na narty do Austrii;-) czuje że żyje i że dam sobie rade!!! Pozdrawiam, dzastinka.

Ostatnia aktualizacja: 2010-02-03 17:00:27
Komentarzy: 0 | skomentuj
grudzień (2009-12-29)

Witam wszystkich w grudniu- miesiącu w którym są mikołajki, Boże Narodzenie i Sylwester;-) i wszystkie te święta spędzę w tym roku w domu!!!

Rok temu, 29 grudnia znowu zaczęłam ćpać ( po 4 miesiącach przerwy w ośrodku monarowskim). Ciąg trwał ponad miesiąc i skończył się detoksykacją na moją prośbe, na której to właśnie zostałam nasączona metadonem. Szczerze mówiąc to mając świadomość że dzisiaj mija rok czasu od ostatniego przyjęcia narkotyku pierwszy raz po ośrodkowej przerwie, to bardzo dziwnie się czuje tak niespokojnie jak by mi czegoś brakowało, nie mogę sobie znaleźć miejsca od kilku dni i wszystko aż we mnie chodzi. Nie wiem czy to podświadomość czy co? Może też fakt że od marca 2009 rzuciłam palenie papierosów a w momencie kiedy przechodziłam na subokson (z metadonu) to strasznie zachciało mi się palić i od tamtej pory popalałam sobie jednego papierosa raz na kilka dni. Może po prostu chce mi się palić? Niewinem. A może to fakt że na suboksonie jest zupełnie inaczej niż na metatonie. Po prostu nie czuć takiej dziwnej otoczki jakby się było czymś odurzonym, tylko człowiek czuje się tak trzeźwy jak by na niczym nie był w sumie, no poza paroma odczuciami np. nerwowości, bo to szczególnie mi dokucza.

Teraz wszystko do mnie wraca i szczerze to jak każdy narkoman ostatnio mam dni w których heroina wydaje się jakaś milsza i fajniejsza choć wiem że to złudzenie to pozwalam sobie na nie, co na co dzień nie ma miejsca bo doprowadziło by to do ciągu-nieuchronnie.

Tak czasami się boje i wtedy mam tylko nadzieje że ten czas który poświęciłam na swoją trzeźwość to nie poczekalnia dla ćpunów, którzy jak tylko trochę odpoczną to znowu idą w tango i wszystko zaczyna się od nowa, cały ten koszmar który kończy się piekłem albo śmiercią. Nie wiem dlaczego pisze to tutaj choć wiem że będziecie to czytać, ale ja już taka jestem, albo taka się stałam, że chce żeby to było szczere, żeby to nie był fikcyjny blog jakiejś tam ćpunki na metatonie, bo to nie jest łatwe co tu pisze, to kawałek mojego życia, który już na zawsze bezpowrotnie wpłynął na moją terazniejszosć i przyszłość, pozbawił mnie przeciętności i paru innych cech osobowości- niestety, ale też dał mi doświadczenia które są plusem w tym całym bagnie to właśnie one są plusem, tylko one.

Kiedy zaczynałam się leczyć teraz w tym roku miałam wrażenie a raczej byłam pwena, że dam sobie rade, bo było we mnie tyle pozytywnej energii i chęci do życia że momentami mogłabym góry przenosić ( sam fakt że rzuciłam palenie miesiąc po detoksie) to jest dla mnie jeden z głównych dowodów mojej ogromnej siły i chęci do świata. Teraz kiedy przeszłam na subokson ale i już wcześniej będąc jeszcze na metatonie (w 6-7 mies. Substytucji) czułam że moja energia przygasa i coś się we mnie wypala, teraz jest to już coraz bardziej odczuwalne, chociaż wiele moich celów się spełniło i powinnam być z tych powodów szczęśliwa, to nie jestem. Gdzieś we mnie głęboko siedzi przyczyna tego wypalenia, najgorsze jest to że ja nie wiem co to jest. Tak się cieszyłam na święta w tym roku, że spędzę je w domu z rodziną i jako wolny człowiek, a kiedy nadeszły zaczęły się stałe kłótnie w moim domu (mieszkam z mama i siostrą młodszą o 2 lata), kocham ich bardzo, oni byli jedym z głównych powodów mojego powrotu z nałogu, ale jakoś nie mogliśmy dać sobie rady w te święta, było bardzo nerwowo, no ale powoli jakoś wychodzimy z tego dołka i już jest trochę lepiej między nami, może mi się tylko tak wydaje, Nie wiem.

Za wszelka cenę chciałam mieć swoją dawną rodzinę (mamę, siostrę, babcie brata< a nawet tatę) [po prostu mieć swobodę w podejmowaniu decyzji, dokonywać własnych wyborów, a nie żeby inni dokonywali ich za mnie bo tak będzie np. bezpieczniej. No tak w ośrodku na pewno będzie bezpieczniej kiedy terapeuta podejmie za mnie decyzje albo raczej pomoże mi ja podjąć, a na zewnątrz to ja musze podejmować decyzje i zawsze kiedy musze jakąś podjąć to mam ogromny problem, ale staram się i na razie jest niezle, najgorszą decyzją było że zapaliłam papierosa a teraz chce mi się palić ale jakoś nie chce tego powstrzymywać i zdaje sobie sprawę że taki sam mechanizm uzależnienia działa w narkomanii to od narkotyku od tak nie spróbuje na nowo, i Niewinem co musiało by się wydarzyć żebym znowu zaczęła brać narkotyki, nawet nie chce o tym wiedzieć, bo wiem tylko jedno że byłby to tragedia.

Jest zima, a dni lecą coraz szybciej. Najgorsze dla mnie to to że dzień trwa do połowy bo pózniej jest normalnie noc!!! I nie dość że zimno to jeszcze ciemno!!! I mnóstwo dziwnych spraw do załatwienia, w tłumie ludzi którzy na siłę się przepychają na mokrej ulicy, gdzieś gonią jak zahipnotyzowani, tacy poważni albo roześmiani, jaki jest sens tego życia?!! Pewnie sensu jest mnóstwo tylko że ja czasami go zupełnie nie widzę, i zdaje sobie sprawę że nie mam HIV i HCV ( udało się go zwalczyć mojemu organizmowi), nie jestem brzydka, mam gdzie mieszkać, robie maturę, i mam całe życie przed sobą jak to niektórzy mówią, to ja czasami nie widzę sensu w tym świecie!!! Bo ćpałam, o to właśnie zostawia taką cholerną Blizne, której nie widać gołym wzrokiem , bo jest głęboko we mnie i w moich oczach, bo jakby się dobrze przyjrzeć to widać tą Blizne właśnie po oczach.

W ludzkich oczach, w oczach zwierząt i innych stworzeń widać tak wiele, narkoman to też człowiek, bezdomny, gej, czy chory psychicznie lub fizycznie. My wszyscy mamy uczucia, a najwięcej widać po oczach…po nich nauczyłam się nawet rozpoznawać ludzi…

Kiedy całymi dniami zapierdzielasz za towarem, kradniesz, przekręcasz ludzi twoich najbliższych, znajomych lub po prostu obcych, których pierwszy raz widzisz na oczy, pół dnia szukasz sobie żyły żeby walnąć strzała, i prosisz się dilera żeby dał ci w kredo bo wszystko wylało ci się na spodnie, to stajesz się kimś zupełnie innym, przestajesz być szarym człowieczkiem, bo to co codzień robisz kończy się jakąś nagrodą, siadasz i odlatujesz, choć na chwile znikają te wszystkie problemy, to szybko zamieniasz stare życie na nowe bo właśnie to ci pasuje, bo właśnie nad nim masz kontrole, wiesz co się będzie działo i wiesz ż e tylko to cie obchodzi, jedyny problem to mieć i wziąć i mieć gdzie wziąć, dopiero gdy przestajesz na chwile ćpać to widzisz jak wiele złudzeń dawało ci ćpanie, choć i tak nigdy nie wiesz kiedy znowu uderzy chęć wzięcia narkotyku, i wtedy gdy nic nie zrobisz to popłyniesz i znowu będziesz się łudził mimo tych wszystkich złych wspomnień których wielokrotnie doznałeś. Takie jest uzależnienia, a może jest jeszcze gorsze, na pewno jeśli ćpasz 10-15 lat to twoje życie jest i przez kolejne 10-15lat trzeźwości pewnie będzie większym lub mniejszym piekłem, ale dasz sobie szanse na normalność. Trzeba sobie uświadomić że życie mamy tylko jedno!!! I albo to osrać szczerze albo zrobić wszystko żeby je przeżyć jak najlepiej, mimo niepowodzeń jakie nam podsuwa.

Ja was serdecznie pozdrawiam i myślę sobie że jest coś piękniejszego niż heroina i ja chce to znaleźć! Jeśli są ludzie którzy cieszą się życiem i nie chcą ćpać to musi to być prawda, nikt nie mówił że będzie łatwo, ale warto żyć jeśli już jesteśmy na tym świecie;-) dzasta, 29.12.09. wa-wa.


Ostatnia aktualizacja: 2010-01-18 12:13:42
Komentarzy: 2 | skomentuj
meta don (2009-10-09)

Witam was ponownie;-) mam nadzieje że powoli będziecie przekonywać się do terapii metadonowej i do tego że lepiej pić meta don ( czas jaki poświęcicie na terapie zawsze zależy przecież od was) i ileś tam czasu poświęcić na regeneracje organizmu właśnie w taki sposób, niż być już zawsze zależnym od dealera, który z przyjemnością inkasuje kolejną sporą kwotę pieniędzy, którą sam wiesz jak ciężko jest zdobyć. Po prostu zacznij w końcu chcieć żyć, tak normalnie! Nie chciałbyś wstawać rano bez bólu fizycznego i psychicznego, który towarzyszy ci odkąd pamiętasz? Wiem, myślisz że to nie realne bo przecież doskonale znasz siebie i nikt taki jak ja nie ma prawa prawić ci kazań? Mylisz się! A wiesz dlaczego? Bo ja wiem że ty boisz się żyć, tak! po prostu każdy z nas boi się tego co nieznane! To normalne, więc jeśli tak jest, to znaczy że nie jest z tobą jeszcze tak źle, ponieważ masz ludzkie odruchy;-)

Sam z resztą wiesz jak trudno jest w życiu dojść do celu. Czasami nawet nagle wydaje się nam, że to co było jeszcze nie dawno ,,na wyciągnięcie ręki,, teraz przestaje wydawać się realne. To nie jest jakaś niezwykła zagadka nad, którą musimy się długo zastanawiać, to jest bardzo proste! To MY, normalnie boimy się, że to co sobie zaplanowaliśmy nam nie wyjdzie, że np. ty chcesz wyjść z narkotyków no i … właśnie masz kilka opcji: po pierwsze - na pewno jakiś detoks, a później ośrodek stacjonarny, terapia ambulatoryjna, terapia substytucyjna, lub powrót do swojego otoczenia = ćpanie! To jaką opcje wybierzesz to jest bardzo ważne, ale najważniejsze jest to żebyś ty w ogóle chciał przestać brać! No i właśnie wtedy zastanawiasz się i właśnie wtedy masz w głowie tysiąc myśli z czego jedna wydaje ci się najbezpieczniejsza i wcale nie dlatego ze daje ci bezpieczeństwo ( bo cie wykańcza) tylko dlatego że doskonale ją znasz! To ćpanie było przez te wszystkie lata nie odłączną częścią twojego życia, może myślisz nawet, że tylko to umiesz najlepiej robić! I że pogubisz się w świecie ,,normalnych, szarych ludzi,,. Słuchaj to tylko twoje obawy! Naprawdę masz szanse na nowe, wspaniałe życie dopóki żyjesz i nie chcesz umierać. Możesz się kształcić, uprawiać sport, chodzić do pracy i wiele innych rzeczy też możesz robić! Jak mi nie wierzysz to sam sobie to sprawdź, a nie pożałujesz!

Ja przez ładnych kilka lat, borykałam się z problemem uzależnienia, a jestem jeszcze naprawdę młodą osobą! Zaczęłam brać w wieku 13 lat, no i oczywiście była to trawka. Gdy wreszcie skończyłam, a mam prawie 19 to spojrzałam na siebie z zupełnie innej strony. Leczyłam się wielokrotnie, ale nigdy nie spoglądałam na wartości tak jak teraz. Wtedy byłam jak zaklęta i mimo krótkich okresów abstynencji zawsze kończyłam gdzieś tam na haju.

Moje życie teraz zaczyna układać się w jedną całość i nie ukrywam że to dopiero początek wyprawy, wiem jednak że meta don nie jest lekarstwem na całe zło które wyrządziły nam narkotyki, natomiast jest to na pewno jeden z wielu bardzo dobrych sposobów na to by odnaleźć jakiś sens w życiu. Nie pozwólcie aby los obrócił się przeciwko wam już na zawsze… bo w takim przypadku gdy już obudzicie się z tego zasranego snu na jawie, okaże się że powrót do rzeczywistości jest ostatnią rzeczą o którą macie ochotę, pozostanie tylko jedno - powolna śmierć, ból egzystencji, na który lekarstwem okaże się tylko i wyłącznie - kolejna działka.


Ostatnia aktualizacja: 2009-12-08 18:42:54
Komentarzy: 4 | skomentuj
listopad (2009-12-01)

Witam wszystkich tych którzy czytają mnie już jakiś czas, oraz tych którzy pierwszy raz zaglądają na mojego bloga  ;-) .
Obecnie mamy listopad (chociaż krajobraz za oknami zupełnie nie przypomina tego listopadowego i mroznego miesiąca w którym spadają już pierwsze płatki śniegu), to czuć że zbliża się już zima i znów będzie bardzo zimno, mokro i szaro za oknami brr… aż ciarki przechodzą jak pomyśli się o warszawie pokrytej błotem śniegowym ( bo krajobrazem górskim to na pewno nie można jaj nazwać;-) no ale cóż przetrwam ta warszawską zimę, i chociaż lubię zimę to najbardziej tą górską, bez spalin, hałasu i dzikiego tłumu ludzi który w zimnych i mokrych środkach komunikacji miejskiej stoi tuż nad tobą, a ty czujesz się jak szprotka w puszce (nie dość że ciasno to jeszcze śmierdzi!). Aby do lata albo chociaż wiosny wtedy na pewno wszyscy nabierzemy większej chęci do codziennego wstawania i pozytywnej energii do życia;-)

A propos` życia, mojego oczywiście to się żyje jakoś tak z dnia na dzień. Bywa różnie (nie będę ściemniać że zawsze jest kolorowo, bo nie jest i jeszcze nigdy nie było). Jak to śpiewał wokalista zespołu ,,dżem’’- w życiu piękne są tylko chwile… i tak właśnie jest, wiem właśnie dla nich warto żyć. Tak się zastanawiam często, nad całym moim życiem i czasem mam wrażenie że sens naszego istnienia jest strasznie ,,banalny’’. Może to dziwnie bądź głupio brzmi, ale to że codziennie gonimy za swoimi problemami, marzeniami, zadaniami i prześcigamy się w hierarchi ,,wartości i lepszości’’, to jesteśmy jak pionki na planszy do gry. Ktoś nam po prostu zapala i gasi światło (załomu że BÓG), a my tak biegamy jak głupki i cieszymy się, płaczemy, złościmy, kochamy itd. Jest w nas tyle emocji, i dziwnych zachowań, po co my tak naprawdę żyjemy, jeśli kiedy umrzemy znikniemy na wieki wieków, niezliczonych godzin czasu! Nasz mózg chyba a raczej na pewno nie jest w stanie tego pojąć, bo to zbyt skomplikowane i trudne , a może straszne i tragiczne do tego stopnia że prawda o tym co tak naprawdę jest po śmierci spowodowała by coś tak niezwykłego że nieistotne było by nasze dalsze życie na ziemi, może to misja, którą każdy z nas wypełnia a kiedy dobiega końca i spełnia się, umieramy i przechodzimy dalej do ,,kolejnego poziomu gry’’?. Nie wiem, wiem tylko że kiedyś każdy z nas umrze i wtedy, no właśnie! Dowiemy się? Chyba nie będziemy mogli bo nie wiadomo czy będziemy mieli mózg! Możemy być czymś innym.

Ostatnio często rozmyślam nad życiem moim i innych, a raczej sensem ale nie mam jakiejś tam depresji czy dołka, ani nie jest mi obojętne życie! Właśnie wczoraj miałam urodziny;-) i powiem szczerze, to był naprawdę fajny i wesoły dzień. Taki inny, niezwykły dla mnie, naprawdę! Może dlatego że urodziny spędziłam w domu, z rodziną i ,,na wolności’’, którą bardzo cenie. Rok temu moje urodziny spędziłam w ośrodku dla narkomanów i nie chce mi się nawet tego przypominać, ale niestety mózg człowieka jest jakoś tak skonstruowany że te wspomnienia, które spowodowały w nim silne emocje odciskają piętno na psychice i pózniej nawet jak człowiek nie chce pamiętać to i tak z niczego bądź w konkretnym przypadku ( jak wczoraj) przypomina się to zdażenie. Przyzwyczaiłam się do takich ,,nagłych filmów’’ w mojej głowie. Wiem że z czasem te stare filmy zastąpią nowe więc jestem dobrej myśli i staram się tak żyć aby każdy dzień wnosił coś pozytywnego do mojego dalszego życia, wtedy gdy już zasypiam to cieszę się, że coś tam fajnego mi wyszło i mam poczucie że nie marnuje dnia a to jest dla mnie bardzo ważne, bo wiem że z dni składa się całe życie, które kiedyś jako staruszka chce miło wspominać mimo tego że przez jakiś czas nie było zbyt ciekawie.

Tak się często zastanawiam dlaczego ludzie wpieprzają się w narkotyki mimo tego że większość z nich wie że zażywanie ich to droga do nikąd. Nie mówie tu o osobach wpieprzonych w narkomanie, tylko o tych którzy stoją przed wyborem – wziąć czy nie wziąć? Oczywiście kusi ich ciekawość ale dlaczego nie cofa ich strach przed śmiercią?! Jasne, wiem bo nikt wtedy nie mysli o tym że umrze?, albo że nie dotyczy to jego, że on wezmie tylko raz i taki tam…

Człowiek zażywając pierwszy raz narkotyk ma w głowie tysiąc myśli. Ogarnia go mieszanka strachu, nie pewności i podniecenia. Może czuje się wyjątkowy? Bo on próbuje pierwszy raz, ten pierwszy raz zawsze jest ,,inny’’ niż wszystkie ,,następne’’. Właśnie teraz miałam przed oczami dziewczynę, która bardzo stoczyła się na dno przez heroinę ( ale nie pisze teraz o sobie). Taki wrak jak ona, ona na pewno kiedyś była ładna i może nawet zdrowa? Może miała dom i kochającą rodzinę albo nawet chłopaka? Ale dziś już pewnie żadko lub w ogóle o nich nie pamięta i żyje w samotności, brudna, chora, i nikomu nie potrzebna, a raczej zbędna, społeczny margines, który trzeba wytępić, prawda? Tak właśnie myślą ludzie którzy nie mają pojęcia że narkomania jest podłą, podstępną i bardzo cieżką i do tego nigdy nie uleczalną lecz jedynie i aż zaleczaną chorobą psychiczną jak mnóstwo innych ciężkich chorób. Dlaczego w takim razie współczujemy dzieciom czy dorosłym chorym np. na raka , Anie potrafimy pomóc narkomanowi współczując mu i w momencie kiedy leczy się dać mu tyle miłości i zrozumienia oraz opieki jak osobie chorej na raka? Jasne, powody są oczywiste, ale można by spróbować takich technik w końcu lecząc narkomana możemy podejść do niego jak do ciężko chorego psychiczne człowieka który może nas zawieść bo jego choroba decyduje w dużej mierze za jego zachowanie i decyzje. Narkomania to naprawdę ciężka walka o normalne życie. Kiedy udało mi się w końcu zostawić heroinę to przeszłam na metadon, który też silnie uzależnia i żyje z myślą że nadal przyjmuję opiaty ale w innej formie, na pewno nie szkodzącej mi tak jak prawdziwa palona czy wstrzykiwana heroina, którą zażywałam. Mogę normalnie wstać rano i zając się szkołą bądź pracą lub innym zajęciem żyje w sumie tak samo jak inni ALE zupełnie inaczej…

Chciałabym żebyście zanim zechcecie wejść na metadon zastanowili się w jakim celu chcecie być trzezwi i czy jesteście gotowi żeby stoczyć naprawdę ciężko bardzo ciężką walkę ze sobą!!! Wiem że to co tutaj pisze na pewno już nie raz słyszeliście ale zastanówcie się nad tym tak naprawdę nad własnym życiem, może dojdziecie do wniosku że warto walczyć z problemami takimi jak tan, bo to jest wliczone w życie każdego z nas! I tylko ci którzy pokonują różne przeciwności które los wyrzuca im na drogę, tylko oni są w stanie przejść przez życie nie bojąc się własnego cienia, znają swoje wartości i możliwości, mają swoje zdanie i są naprawdę kimś ważnym dla siebie przede wszystkim, bo nie chowają głowy w piasek, są godni szacunku i uwagi innych, to oni są godnymi wzorami do naśladowania i najgorsza przygoda nie jest w stanie ich zniechęcić do walki!!!;-)))

Jeśli metadon ma wam pomóc w podjęciu decyzji o trzeźwości to wejdzćie na program, ale najpierw upewnijcie się że masie SWOJE WŁASNE POZWOLENIE NA TO BYĆ JUŻ ZAWSZE!!! Żyć w trzeźwości, ważne jest żebyście bardzo tego chcieli, mieli motywacje że lepsze jest życie bez narkotyku (choć trudniejsze), wtedy gdy przyjdzie kryzys będziecie mieli siłę by walczyć, i na pewno to wam wystarczy!!!

TRZYMAJCIE SIĘ, I NIGDY NIE PODDAJCIE!!!!

Pozdrawiam, Dzasta;-)


Ostatnia aktualizacja: 2009-12-01 21:11:42
Komentarzy: 0 | skomentuj
październik (2009-11-24)

Cześć! Witam wszystkich, tych którzy czytali mojego ostatniego bloga, ale również tych, którzy czytają go po raz pierwszy :-)

Mój pierwszy wpis opowiadał troszkę o mnie, o moich przeżyciach związanych bardziej z przeszłością narkotykową i jej konsekwencjami, którymi w końcu stało się \"picie metadonu\", czyli tzw. terapia substytucyjna (właśnie ten temat będę chciała poruszyć na kolejnym moim wpisie).

Mianowicie, kiedy zdecydowałam się na terapię metadonem, moje życie przypominało bardziej bezsilną walkę z wiatrakami, która trwała prawie 6 lat (mówię tutaj ogólnie o pierwszym kontakcie z narkotykami), niż eksperymentowanie z narkotykami po to, aby świetnie się bawić, albo udowadniać znajomym, że ja to jestem kimś, bo ćpam sobie to co chcę i przy tym jeszcze świetnie się bawię! (oczywiście większość osób sięga po narkotyki właśnie z takich powodów). Mnie też na początku zżerała ciekawość i też na początku podobało mi się życie narkomanki, ale to sielankowe życie trwało bardzo krótko, w porównaniu z piekłem, które przechodziłam później i czasami nawet teraz, kiedy jeszcze sobie przypomnę.

Musiałam w końcu coś zrobić, tym bardziej, że żaden z ośrodków w których byłam (a było ich 8!) i inne sytuacje, w których się znalazła, nie pomogły mi uporać się z uzależnieniem na tyle, żeby móc żyć na tzw. \"wolności\". Ostatnią deską ratunku był metadon, którym nasączył mnie lekarz na detoksie, ale nie wiem tak naprawdę czy była to do końca moja, świadoma decyzja (ponieważ byłam pod wpływem silnych leków detoksykacyjnych i chęć bycia w substytucji była 50% na 50%, czyli to pierwsze 50% to była chęć bycia trzeźwą natomiast te drugie 50% to były leki na których byłam i które na pewno znacznie wpłynęły na moją decyzję.

Bardzo podobnie jest dzisiaj. Kiedy mija już 9 miesiąc, jak pije metadon, to myślę sobie (w moim przypadku), że mi on też pomógł tak 50% na 50%. Ponieważ te pierwsze 50%, to jest rzeczywiście ogromny plus. Jestem trzeźwa (najdłużej w całym moim uzależnieniu), ponieważ moją wolę dodatkowo wspiera metadon, blokując komórki odpowiadające za uzależnienie psychiczne od opiatów (co jest chyba najtrudniejsze do pokonania i każdy narkoman o tym wie)! a poza tym metadon dał mi czas na to abym mogła się przyjrzeć samej sobie. Wiem na pewno, że w takiej sytuacji jak teraz, kiedy jestem na wolności i nie piłabym metadonu, na pewno byłoby mi bardzo trudno i kto wie czy dałabym radę uporać się z chorobą! Dzięki terapii powoli odzyskuję wszystko co tak skutecznie niszczyłam żyjąc na haju. Chociaż nie powiem, że jest mi łatwo, bo momentami jest mi nawet bardzo ciężko.

Życie \"normalnego, trzeźwego człowieka nigdy nie dorówna życiu narkomana. Wiadomo, że na świecie jest mnóstwo chorób, ale uzależnienie jest prawdziwym piekłem na ziemi, jakie może sobie i innym stworzyć człowiek.

Teraz kiedy mija już prawie rok i kiedy spędzę swoje urodziny w domu a nie w ośrodku, czy gdzieś tam. Teraz kiedy doceniam, jak bardzo wartościowe jest i może być życie człowieka, CHCĘ ŻYĆ! Po prostu trzeźwa, nie zagłuszać siebie i wszystkiego dookoła narkotykiem, bo nie o to chodzi w życiu. Nie chcę się dłużej męczyć i cierpieć, i nie chcę żeby cierpieli moi najbliżsi, nie chce się doszczętnie zniszczyć, tak żebym nie mogła rozpoznać się w lustrze! To

tragedia!

Metadon nie jest lekiem na narkomanię, bo nie wystarczy go tylko pić i odczekać kilka miesięcy, żeby coś się zmieniło. To tylko pomoc, która pomaga tylko tym, którzy mają szczere chęci, żeby wytrwać w trzeźwości do końca!

Niedawno zaczęła mnie męczyć uporczywa senność, która bardzo mi przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. Zasypiam w różnych miejscach (np. autobus czy szkoła), ale dosłownie na chwilę. Jest to bardzo nieprzyjemne i wkurzające, myślę nawet o odstawieniu metadonu, ale po rozmowie z lekarzem, doszłam do wniosku, że jeszcze nie czas. Może za jakiś czas samo się to jakoś wyrówna i będzie OK?

Wiadomo, że mogłabym nie pić metadonu i po prostu być zupełnie zdrowa no ale czasu nie cofnę :-( Pocieszam się tylko tym, że jest coraz lepiej i o wiele lepiej jak było przedtem. Niedawno dowiedziałam się, ze jest Subutex. To też lek z grupy opiatowców, ale nie działa tak silnie na organizm i nie powoduje skutków ubocznych jak metadon. Subutex jest to połączenie blokera i opiatowca. Jest to substytucja stosowana u nas w Polsce od niedawna (nie była stosowana w ogóle, ponieważ Subutex jest dosyć drogim lekiem – metadon jest o wiele tańszy) i właśnie jednym, w sumie tym głównym powodem był właśnie ten fakt.

Niedługo dowiem się, czy mam szanse przejść na Subutex i jak tak, to kiedy?

Tak jak już mówiłam, metadon jest dosyć dobrym lekiem (dla narkomanów będących długo w uzależnieniu) ja byłam 4 lata z przerwami w heroinie więc bardziej kwalifikuję się na substytucję Subutexem.

Uczę się cały czas do matury, bo w tamtym roku skończyłam szkołę (Liceum) matury niestety nie dałam rady zrobić. Bardzo lubię się uczyć, zresztą szczerze mówiąc to nigdy nie miałam z nauką problemu, może trochę z matematyką.

Dopóki tak porządnie nie zawaliło się moje życie to dobrze się uczyłam i zawsze zdając z klasy do klasy ukończyłam rocznikowo szkołę :-)

Wkurza mnie, że często usypiam i czasami nie jestem przez to w stanie się uczyć, ale przejdę raczej na Subutex i to powinno rozwiązać problem.

Jestem dosyć młoda (19 lat) i nie brałam tak długo jak inni, może więc dlatego mój organizm reaguje mocniej od innych i bardziej odczuwam skutki uboczne metadonu.

W tym roku jest studniówka :-) Tak się cieszę, że na niej będę (w końcu ona jest tylko jedna w życiu!). Codziennie dziękuję Bogu, że żyję, jestem zdrowa i że daję radę! Mam jeszcze tyle życia przed sobą :-) a najbardziej to ucieszyłam się jak zrobiłam szczegółowe badania na HIV i HCV i okazało się, że jestem zdrowiutka! Mam szczęście w nieszczęściu, naprawdę! Mam nadzieję, że jeśli czytasz mojego bloga i zastanawiasz się czy w ogóle warto rzucić Herę i przejść na metadon, to pamiętaj jedno: na pewno zawsze warto żyć i być trzeźwym! A w jaki sposób sobie pomożesz, zależy już od Ciebie. Czy będzie to ośrodek stacjonarny, substytucja lub leczenie w jakiś inny sensowny sposób (sprawdzony). Nie siedź tylko bezczynnie z założonymi rękoma dalej ćpając i pogrążając się coraz bardziej. Zaufaj fachowcom, podejmij mądrą i sensowną decyzję, która pomoże Ci wreszcie wyzwolić się z tego ku***twa! Metadon, subotox, bunadol też jest jakimś rozwiązaniem ale nie cudownym lekiem na całe zło! Walcz i pamiętaj warto żyć!


Ostatnia aktualizacja: 2009-11-24 20:53:06
Komentarzy: 0 | skomentuj
Mam na imię Dżastina (2009-10-05)

Cześć, mam na imię Dżastina i od 8 miesięcy jestem na programie metadonowym w Warszawie. Kiedy przyszłam na kolejny już tam któryś z rzędu detoks, nawet nie myślałam o terapii substytucyjnej, chciałam tylko szybko się odtruć i wrócić do domu do swojej rodziny (mieszkam z mamą i siostra). Natomiast zdawałam sobie sprawę, że te odtrucie powinno być już ostatnim i, że ostatnia jest też szansa jaką dostałam od rodziny na kolejny powrót do domu. Musiałam więc coś zdecydować, a że sprawa była naprawdę kiepska i nie było tu już miejsca na pomyłkę to zgodziłam się na metadon. Byłam nasączana na oddziale jakieś 3 tygodnie (powiem tylko że niestety moja mama nie była zbytnio zadowolona z mojej decyzji), jednak udało mi się jej wytłumaczyć że robie to dla swojego ale także jej dobra, no i jakoś to przełknęła;-)

Kiedy wróciłam do domu, spojrzałam na ten cały szary świat jakoś tak optymistycznie i to nie dlatego że metek ma tam jakieś narkotyczne działanie, bo działa on przede wszystkim na komórki opiatowe i tyle, no i wiadomo nastrój też tam reguluje jak każdy takiego rodzaju lek. W końcu to syntetyk heroiny. Ja po prostu pierwszy raz po wyjściu z detoksu miałam ochotę naprawdę żyć na trzeźwo, a fakt że mam w sobie coś dodatkowego co mi pomaga jeszcze bardziej mnie w tym utwierdzał. Zaczęłam wszystko planować od nowa, całe swoje dotychczasowe życie musiało zniknąć, teraz już nie było mowy o pomyłce, no chyba że zachciałoby mi się znowu życia z w pogoni za towarem wśród narkomańskich syfów, dilerów i tego całego gówna jakie każdy już jakiś czas biorący narkoman w swoim życiu musiał przejść… Tylko że ja miałam już naprawdę to wszystko w dupie! Widocznie przychodzi taki moment, że człowiek może z tego wyjść tylko musi wychwycić ten moment i bez względu na to czy mu się to podoba czy nie, zostawić to gówno za drzwiami burdelu, który tak długo był jego domem. Jasne że nie jest to łatwe, ale meta don ludziom którzy naprawdę chcą z tym gównem walczyć może pomóc.

Pamiętam że początki mojej trzeźwości to była ostra jazda bez trzymanki i tak sobie myślę że gdyby nie program to w domu raczej długo bym nie wytrzymała.

Wszyscy narkomani, terapeuci no i ludzie mający ogólnie pojęcie o uzależnieniach wiedzą jak wygląda początek życia człowieka który parę lub paręnaście lat żył budząc się z myślą: musze sobie je…ąć, bo zaraz oszaleje!

Trudno jest mu zacząć nowe, zdrowe życie, cieszyć się każdym dniem, i tym co się ma. No właśnie, a jak się ma niewiele albo nic? To jest pytanie. No to np. trzeba zapomnieć o heroinie, i wziąć sprawy w swoje ręce, myślicie że łatwo mi to mówić? Gówno prawda! Bo ja tak właśnie zrobiłam i nie jest mi łatwo nie powiem, ale nie powiem też ze jest chuj…wo, bo ja żyję! I jestem trzeźwa a no i przede wszystkim chce mi się żyć!

Dobra dosyć już tych kazań;-) teraz to ja wam napisze jak wygląda mój dzień podczas terapii substytucyjnej. W sumie to zależy. W tygodniu roboczym chodzę do szkoły jako wolny słuchacz, ponieważ skończyłam już liceum jakimś cudem w tamtym roku i teraz tylko uczę się do matury. Nie pracuje ponieważ jestem jeszcze na utrzymaniu rodziców ( tak naprawdę to jestem jeszcze młoda dosyć;-) Ale już rozglądałam się tam za jakąś posadką może mnie przyjmą? Nie wiem.

W wolnym czasie chodzę na zajęcia taneczne no i mam tam jakiś trzeźwych znajomych z którymi utrzymuje kontakt. Mnie zależy w życiu na tym abym już zawsze była trzeźwa, miała kiedyś swoją rodzinę, dzieci i żebym była zdrowa.

Takie tam marzenia kobietki po przejściach;-) a no i oczywiście chce skończyć studia na kierunku psychologia kliniczna! Fajne co;-? Zobaczymy, jeszcze albo dopiero całe życie przede mną, tak przynajmniej mówi inni. Będąc na terapii

Przyglądam się samej sobie , uczę się siebie na nowo. Jeżdżę również na zajęcia terapeutyczne ponieważ zdaje sobie sprawę że sam metadon nic nie zdziała. Bo w nowym życiu, byłego narkomana potrzebna jest radykalna zmiana! Tak, tak… To tak jakby człowiekowi po urazie kręgosłupa dać laskę, aby mógł się na niej podeprzeć. Czy teraz już widać podobieństwo w tych dwóch zdaniach? Z metadonem jest bardzo podobnie. Więc jeśli macie już dosyć ćpania i biegania za tym gównem, to dołączcie do ludzi którzy zdecydowali się urodzić na nowo i pomóżcie sobie, odnaleźć drogę do domu…


Ostatnia aktualizacja: 2009-10-05 10:30:23
Komentarzy: 0 | skomentuj